Rozpoznawalność zdobyła jako sejmowa reporterka, dziś trafia do sądu jako przedmiot aż dwóch postępowań – informuje Gazeta Wyborcza Trójmiasto. 12-letnia Sara Małecka-Trzaskoś stała się osią jednego z najbardziej gorących sporów edukacyjno-politycznych ostatnich lat. Spór, który zaczął się od dziecięcego mikrofonu, zakończył się pozwem wobec 50 osób i postępowaniem o ograniczenie praw rodzicielskich. Co właściwie się wydarzyło?
Historia tematu
-
12-letnia Sara Małecka-Trzaskoś nie wejdzie do Sejmu
Opublikowano: 21 paź 2025, 12:50
Trzy fakty, które rzucają nowe światło:
- Rodzice Sary pozwali 50 osób – nauczycieli i rodziców – za rzekome zniesławienie.
- Szkoła Sary zawnioskowała do sądu o ograniczenie władzy rodzicielskiej jej opiekunom.
- Dziewczynka straciła akredytację sejmową po serii kontrowersyjnych wywiadów.
Dziecko z mikrofonem i cała Polska, która patrzy
Sara Małecka-Trzaskoś zaczęła odwiedzać Sejm jako dziennikarka w wieku zaledwie dziesięciu lat. Jej materiały, publikowane m.in. na TikToku i YouTubie w cyklu „Perspektywa Sary”, biły rekordy oglądalności. Zadawała pytania premierowi, prezesowi PiS, posłom Konfederacji, zadając pytania o Holocaust, aborcję czy prawa mniejszości seksualnych. Odwaga i przenikliwość zadawanych pytań sprawiły, że media i opinia publiczna szybko okrzyknęły ją fenomenem.
Jej popularność wystrzeliła po incydencie z Jarosławem Kaczyńskim, który odmówił odpowiedzi słowami: „Wolność słowa nie jest dla dzieci”. Sara odpowiedziała wtedy, że „mamy wolność słowa w Polsce”, zyskując tysiące sympatyków. Po tym incydencie zabrano jej jednak akredytację, uzasadniając to „ochroną małoletnich”.
Konflikt w szkole – afera na miarę sali sądowej
Od mediów Sara trafiła na szkolny korytarz – i właśnie tam rozpoczął się konflikt, który dziś znajduje swój finał w sądzie. Rodzice uczniów z klasy, do której uczęszcza Sara, zażądali jej przeniesienia. Zarzucali, że wciąga dzieci w świat polityki, dzieli klasę, zastrasza nauczycieli, a jej rodzice prowadzą wobec szkoły „kampanię ciągłej presji”.
Dyrekcja szkoły poprosiła o pomoc Gdańskie Centrum Mediacji. Spotkania z nauczycielami, prawnikiem i rodzicami nie przyniosły żadnych rezultatów. Atmosfera stała się tak napięta, że z pracy zrezygnowały już dwie wychowawczynie klasy Sary, a kadra pedagogiczna mówi wprost: „Myślimy o zwolnieniu się z pracy”.
Zdesperowani nauczyciele i rodzice podpisali list do kuratora oświaty, w którym opisali swoje zastrzeżenia. W odpowiedzi rodzice Sary złożyli prywatny akt oskarżenia wobec aż 50 osób – zarzucając im zniesławienie córki. Sprawa trafiła do sądu w Gdańsku.
Czytaj więcej: Michał Marcinkiewicz – “dziecko Nitrasa” za plecami Rafała Trzaskowskiego
Postępowanie o ograniczenie praw rodzicielskich
Na tym nie koniec. W tle toczy się jeszcze poważniejsze postępowanie: sądowe badanie, czy rodzicom Sary nie należy ograniczyć władzy rodzicielskiej. Wniosek złożyła szkoła. Dyrekcja odmawia komentarza, ale wiadomo, że sprawa budzi ogromne emocje także wśród samych uczniów i pracowników placówki.
Z jednej strony mamy rodziców, którzy bronią swojej córki i mówią o terapii logopedycznej, realizowanej przez jej dziennikarską działalność. Ojciec Sary zapewnia, że dziewczynka nie korzysta z internetu samodzielnie, nie czyta komentarzy i nie ma własnych urządzeń mobilnych. Wszystko, co publikuje, trafia do sieci za pośrednictwem jej opiekunów.
Z drugiej – grono pedagogiczne i rodzice innych dzieci wskazują na przeciążenie szkoły nieustanną korespondencją, oskarżeniami i groźbami. Skarżą się na atmosferę strachu i niepewności.
Czy polityka to miejsce dla dzieci?
Wielu zadaje sobie pytanie: czy miejsce dziecka jest w Sejmie? Czy pytania o Holocaust i rasizm powinny padać z ust dwunastolatki? Czy sukces medialny można oddzielić od rzeczywistości szkolnej, w której dziecko musi funkcjonować na co dzień? I wreszcie – czy walka dorosłych nie zaszła za daleko, skoro jej skutkiem są postępowania sądowe i rozbite środowisko szkolne?
Prawnik rodziny twierdzi jednoznacznie: Sara ma prawo być dziennikarką, a jej prawa są łamane. Ujawnia, że dziecko posiada oficjalną zgodę inspektora pracy na „wykonywanie czynności dziennikarskich”. Sprawa akredytacji sejmowej toczy się przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.
Na pytanie, czy Sara przeprowadziłaby wywiad z Donaldem Trumpem, odpowiedź brzmi: „z pewnością tak”. W oczach jej rodziców to nie medialna atrakcja, lecz misja – przełamywania schematów i „przecierania szlaków”.
Zobacz też: Kim jest Jacek Murański? Nowy ekspert TVPInfo
mn






