Premier Donald Tusk ogłosił właśnie, że budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej może ruszyć jeszcze w grudniu 2025 roku. Problem w tym, że… już 15 października tego samego roku na miejscu inwestycji w Choczewie mówił coś zupełnie innego. Według jego słów budowa właśnie się zaczęła, a energia z elektrowni zasili 12 milionów gospodarstw domowych. Czy mamy do czynienia z polityczną grą słów, czy z chaosem w harmonogramie strategicznej inwestycji?
Tusk na placu budowy: „Budowa właśnie się zaczyna”
W połowie października 2025 roku Donald Tusk odwiedził teren budowy elektrowni jądrowej w gminie Choczewo na Pomorzu. Premier uroczyście ogłosił rozpoczęcie budowy i wskazał, że prąd z nowej elektrowni wystarczy dla 12 milionów domów. Padły też inne konkretne deklaracje – budowa nie zmieni lokalizacji mimo kontrowersji, a cały projekt ma być impulsem rozwoju północnej Polski, gdzie w tym samym rejonie mają powstać także morskie farmy wiatrowe.
Premier mówił o „przesunięciu środka ciężkości energetycznego i przemysłowego” właśnie na północ kraju. W jego przekazie budowa już trwała. Tymczasem niecałe dwa miesiące później usłyszeliśmy coś zupełnie innego.
Premier Tusk w grudniu: „Budowa może ruszyć w tym miesiącu”
W grudniu 2025 Donald Tusk ogłosił ponownie – tym razem bardziej ostrożnie – że budowa pierwszej elektrowni jądrowej może ruszyć jeszcze w tym miesiącu. Jak podkreślił, w budżecie zabezpieczono 60 miliardów złotych, z czego pierwsze 4,6 miliarda trafi do inwestora jeszcze w grudniu. Słowa premiera wskazują, że rozpoczęcie robót ma dopiero nastąpić – wbrew wcześniejszym, bardziej entuzjastycznym zapewnieniom.
Według harmonogramu inwestycji, który nie zmienił się od miesięcy, rzeczywiste wylanie tzw. „pierwszego betonu jądrowego” pod reaktor nastąpi dopiero w 2028 roku, a pierwszy prąd ma popłynąć do sieci w 2036 roku.
Czytaj więcej: Budowa elektrowni jądrowej w Żarnowcu. Ambitny plan władz PRL zakończony przez Tadeusza Mazowieckiego
Co się zmieniło przez niecałe dwa miesiące?
Polityczna narracja wokół atomu w Polsce jest coraz bardziej zagmatwana. Premier najpierw ogłasza budowę jako rozpoczętą, a później mówi, że dopiero ruszy. Choć różnice w słowach mogą wydawać się drobne, w praktyce chodzi o poważną strategiczną inwestycję, na którą czeka kraj.
Brakuje oficjalnego potwierdzenia, które działania na miejscu można faktycznie uznać za „początek budowy”. Eksperci wskazują, że mogły to być jedynie roboty przygotowawcze lub symboliczne działania medialne. Tymczasem faktyczne prace budowlane – w rozumieniu energetyki jądrowej – to konkretne etapy wymagające zezwoleń, technologii i nadzoru międzynarodowego.
Zaskakuje też zmiana daty uruchomienia pierwszego bloku. W październiku premier wskazywał na rok 2036. Tymczasem w grudniu mowa była o latach 2033–2035. Czyżby harmonogram przesunął się… do przodu?
Zobacz też: Dwa oblicza Gdańska. Pomoc i obojętność dla Polaków na wschodzie

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






