Biblioteka Jana Urbaniaka ze Stogów na krawędzi (FOTO: wbijamszile.pl)

Biblioteka Jana Urbanika ze Stogów na krawędzi. „Książki można zmielić lub spalić”

Ma 83 lata i 31 tysięcy książek w katalogu. Od 18 lat prowadzi społeczną bibliotekę na gdańskich Stogach. Bez etatu. Bez stałego wsparcia miasta. Dziś mówi portalowi wbijamszpile.pl wprost: współżyję z rakiem, potrzebny jest następca, inaczej wszystko może się rozpaść. Maciej Naskręt rozmawia z Janem Urbanikiem, człowiekiem, który zamiast odpoczywać na emeryturze, wybrał walkę o książki.

Maciej Naskręt: Jak Pan trafił do Gdańska?

Jan Urbanik: Urodziłem się na Podkarpaciu. Potem był Oświęcim. Szkoła, praca w zakładach chemicznych. W 1968 roku przyjechałem do Gdańska, do powstających Fosforów. Firma potrzebowała chemików. Ściągali ludzi z całej Polski. W Oświęcimiu nie było szans na mieszkanie, a tu dawali. Więc przyjechałem.

MN: I został pan na całe życie.

Jan Urbanik: Tak. Przyjechał za mną samochód ciężarowy Star z 3 tysiącami książek. Mieszkałem w hotelu robotniczym przy Dworskiej w Brzeźnie. Od zawsze miałem fioła na punkcie książek. Najpierw czytałem namiętnie. Potem, kiedy zarabiałem więcej niż potrzeby biologiczne wymagały, kupowałem książki. W trakcie elektronicznego katalogowania, że to nie jest kupa książek, tylko kolekcja. A wartość kolekcji to nie to samo, co wartość stosu. To jak różnica między torbą pereł a kolią.


Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę

Każda kawa pomaga nam działać:



Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.


MN: Myślał pan kiedyś, żeby to sprzedać? Biblioteka jest Panu potrzebna?

Jan Urbanik: Najpierw chciałem zrobić antykwariat. Kiedy pojawiły się pecety, to było dla mnie objawienie. Kupiłem komputer i w trakcie katalogowania zrozumiałem, że mam coś więcej niż magazyn. To był początek drogi do biblioteki. Szukałem miejsca. Trafiłem do Gdańskiej Wyższej Szkoły Administracji. Mój księgozbiór stanowił tam początkowo 97 proc. zasobów. Oddałem go w bezpłatne użytkowanie. Warunek był jeden – książki miały być dostępne dla lokalnej społeczności. Obiecali. Słowa nie dotrzymali.

MN: I musiał pan zabrać wszystko.

Jan Urbanik: Tak. W 2006 roku szkoła miała już własne zbiory. Podziękowali mi. Wcześniej i tak rozdzieliłem księgozbiór, bo nie pozwolili go udostępniać szerzej. Szukałem dalej. Podczas promocji książki  Waldemara Nocnego ‘Stogi. Zapomniana „wyspa”’ w Domu Sztuki na Stogach. Poprosiłem o głos i zaproponowałem, że oddam książki do społecznego użytkowania. Podeszła do mnie Helena Chmielowiec z magistratu. Powiedziała: nie pozwolimy tej biblioteki rozproszyć.

MN: I tak zaczęła się biblioteka na Stogach?

Jan Urbanik: Zaczęło się od organizacji stowarzyszenia  i szukania lokalu. Zrozumiałem wtedy, że lokal musi być blisko mojego mieszkania, że jeśli nie poświęcę się temu cały, nic z tego nie wyjdzie. Na Stogach stał pusty od  7 miesięcy lokal. Powbijane szyby. Brak prądu. Brak łazienki. Dostaliśmy do niego klucze w 2008 roku. Nie mieliśmy ani grosza. Pierwsze 10 tys. zł otrzymane od dobrych ludzi musiało starczyć na wszystko. Skrobanie farby, instalacja elektryczna, remont. Pomagali wolontariusze, w tym dzieci. W czerwcu 2008 roku, w Dzień Dziecka, ruszyliśmy.

MN: Co przyciągało ludzi?

Jan Urbanik: Komputery. Kupiłem z demobilu z Fosforów po 20 zł za sztukę. Sześć komputerów. Internet był rzadkością. Dzieci przychodziły tłumnie. A przy okazji sięgały po książki.

Dziś w katalogu elektronicznym jest 31 tys. książek. Rekordów bibliotecznych 50 tys. Niektóre czasopisma są rozpisane na autorów. To praca lat. Systematyczna, żmudna, bez wynagrodzenia. Biblioteka to mój czas – i czas dziesiątek wolontariuszy.

Czytaj więcej: Order Orła Białego dla Czesława Nowaka. “Nie zmarnowałem życia dla Polski”

Biblioteka Jana Urbaniaka ze Stogów na krawędzi (FOTO: wbijamszile.pl)

MN: Szuka pan następcy. Dlaczego?

Jan Urbanik: Bo mam raka. Od wakacji współżyję z rakiem prostaty. Są przerzuty do kości. Nie wiem, czy moje życie to kwestia miesiąca, czy roku. Przez 18 lat byłem tu szefem za darmo. Dopłacałem pół emerytury. Teraz już mniej, bo przestałem kupować książki. Nie mam pewności, czy to przetrwa.

MN: Miasto nie pomoże?

Jan Urbanik: Miasto ma swoją bibliotekę za miliony. Nie jest zainteresowane. Rada dzielnicy też nie jest zainteresowana. Mieszkańcy? Nieliczni czytają. To za mało. Potrzebny jest sponsor albo środki z 1,5 proc. podatku. Rok finansowania dla następcy dałby szansę.

MN: Co stanie się z książkami, jeśli nikogo nie będzie?

Jan Urbanik: Książki można zmielić. Spalić. Tak się dzieje. Staram się o wsparcie, ale moje możliwości w związku z chorobą drastycznie spadły. Sporo z pamięci uleciało.

MN: Dlaczego pan to robił przez te wszystkie lata?

Jan Urbanik: Bo życie bez pasji to wegetacja. Mogłem siedzieć przed telewizorem. Ale zapytałem siebie: co z tego będą miały robaczki, które mnie zjedzą? One nie będą mądrzejsze. Sens życia to praca dla innych. Matka na wsi, przy 3 hektarach w górach, robiła teatrzyk. Fredro, Zapolska, Molier. Miała sześć klas szkoły. Nie robiła błędów. Społeczną pasję wyniosłem z domu. I z lektur.

Książki od początku miały być ośrodkiem skupienia aktywnych ludzi dobrej woli, którzy będą naprawiać i upiększać okoliczny świat. Głównym obiektem naszej troski jest DZIECKO – troska o jego rozwój. Od początków po dziś dzień.


Maciej Naskręt:
Patrzę na tego człowieka i myślę, że takich historii już się nie produkuje seryjnie. 31 tys. książek. 18 lat pracy za darmo. Rak w kościach. A on wchodzi na drabinę i zakleja okno taśmą, bo „tak trzeba”. Sam mówi, że to na granicy heroizmu i idiotyzmu, ale wierzy w zmianę.

Czy to naprawdę musi się skończyć ciszą i zamkniętymi drzwiami?

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.