Dziecięca zabawa na śniegu zakończyła się dramatycznie. W Bytowie 10-letni chłopiec zjeżdżający z górki na popularnym „jabłuszku” wjechał prosto pod samochód. W stanie ciężkim trafił do szpitala w Gdańsku. Sprawą zajmuje się policja, a tragedia staje się gorzkim przypomnieniem o zimowych zagrożeniach.
Trzy szybkie fakty:
- Chłopiec zjeżdżał z górki w pobliżu ruchliwej ulicy.
- Wypadek wydarzył się wczesnym popołudniem, w miejscu ogólnodostępnym.
- Kierowca samochodu był trzeźwy i nie zauważył dziecka.
Zimowa beztroska z tragicznym finałem
Plac Krofeya w Bytowie, zwykle pełen rodzin i dzieci korzystających ze śnieżnej pogody, zamienił się we wtorek w miejsce grozy. Około godziny 14 dziesięcioletni chłopiec zjeżdżał z ośnieżonej górki na plastikowym „jabłuszku”. Jego tor zjazdu prowadził jednak wprost na ulicę, po której poruszały się samochody. W jednej chwili doszło do tragedii – dziecko uderzyło w bok przejeżdżającego Audi.
Uderzenie było na tyle silne, że chłopiec doznał poważnych obrażeń ciała. Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który przetransportował go do specjalistycznego szpitala w Gdańsku. Lekarze określają jego stan jako ciężki.

Samochód był na drodze, dziecko poza kontrolą
Za kierownicą samochodu znajdował się 27-letni mężczyzna. Według wstępnych ustaleń policji był trzeźwy i poruszał się zgodnie z przepisami. Mężczyzna miał nie zauważyć dziecka zjeżdżającego z górki, która – jak się okazało – znajdowała się bardzo blisko jezdni. Śledczy będą wyjaśniać, czy miejsce to powinno być udostępnione do takich zabaw.
Miejsce wypadku nie było oznaczone, nie miało zabezpieczeń ani tablic ostrzegających o zagrożeniu. Zimą takie lokalizacje stają się często spontanicznymi torami saneczkowymi. Rodzice, często nieświadomi ryzyka, pozwalają dzieciom korzystać z nich bez nadzoru.
Czytaj więcej: Protest kierowców ciężarówek sparaliżuje Trójmiasto? Przewoźnicy kontra port
Policja ostrzega: nie każde miejsce nadaje się do zabawy
Zimą wielu rodziców i opiekunów szuka miejsc, gdzie dzieci mogą bezpiecznie korzystać z uroków śnieżnej pogody. Niestety, wiele z tych lokalizacji znajduje się blisko dróg, osiedlowych uliczek lub parkingów. Z pozoru niewinne zabawy mogą w jednej chwili zakończyć się dramatem, gdy pojazd i dziecko znajdą się na tej samej trajektorii.
Policja apeluje o rozsądek. Przestrzega przed wybieraniem nieprzystosowanych terenów na zjazdy – szczególnie tam, gdzie kończą się one przy drogach. Nawet niewielka prędkość samochodu w zderzeniu z rozpędzonym dzieckiem może prowadzić do poważnych obrażeń.
Wypadki tego typu to nie tylko tragedia dla rodziny dziecka, ale także ogromne przeżycie dla kierowcy, który często nie ma szans na reakcję. Każda sekunda ma znaczenie, ale w takich sytuacjach może jej po prostu zabraknąć.
Na zakończenie najważniejsze pytanie – kto powinien ponieść odpowiedzialność?
Wypadek w Bytowie to nie tylko jednostkowa tragedia. To również sygnał dla samorządów, szkół i instytucji, by zwrócić większą uwagę na bezpieczeństwo dzieci w przestrzeni publicznej. Brakuje oznaczeń, zabezpieczeń, a często i zdrowego rozsądku przy wyborze miejsc do zimowych zabaw.
Kluczowe słowo – odpowiedzialność – pada tu wiele razy. Bo jeśli nie znajdziemy dla niej właściwego adresata dziś, jutro może być za późno.
Zobacz też: Wypadek w Dobojewie. Nie żyje kierowca
mn

