W samym sercu Gdańska, tuż przy nabrzeżu Motławy, można obecnie zaobserwować niecodzienne zjawisko. Zimową porą, gdy ruch turystyczny przycicha, czarne ptaki z długimi szyjami i połyskującym upierzeniem opanowały okolice rzeki. Ich obecność wzbudza żywe zainteresowanie mieszkańców i turystów. Mało kto potrafi je rozpoznać od razu. To kormorany zwyczajne – niezwykle skuteczni myśliwi i jedni z najciekawszych ptasich „gości”, którzy na zimę przenoszą się coraz chętniej do miast. Dlaczego właśnie tutaj? Co je przyciąga do ścisłego centrum Gdańska?
Trzy szybkie fakty:
- Kormorany zwyczajne nurkują na głębokość nawet kilkunastu metrów, by dopaść rybę.
- Po polowaniu suszą skrzydła, stojąc nieruchomo z rozpostartymi ramionami – wygląda to jak ptasi teatr.
- Choć powszechne na wybrzeżu, ich widok w miejskim centrum to nadal rzadkość i atrakcja.
Ptaki jak z filmu, ale w realu – kim są czarni łowcy z Motławy
Na pierwszy rzut oka przypominają postacie z gotyckiego obrazu. Czarne, połyskujące pióra, smukłe sylwetki, dziób zakrzywiony jak hak. Te ptaki to kormorany zwyczajne – Phalacrocorax carbo – i choć brzmi to jak nazwa ze starożytnego bestiariusza, są to jedne z najbardziej wyspecjalizowanych rybożernych ptaków Europy.
W Gdańsku ich widok zimą może zaskakiwać, zwłaszcza gdy siedzą na lodzie lub betonowych palach przy nabrzeżu i nagle rozkładają skrzydła jak posągi. To nie popis ani taniec godowy. Tak właśnie suszą pióra po nurkowaniu – ich upierzenie chłonie wodę, dlatego muszą je regularnie osuszać, zanim znów ruszą na łowy.
Dlaczego wybrały akurat Motławę?
Motława, choć leży w sercu miasta, to dla kormoranów miejsce wręcz idealne. Rzeka nie zamarza, nawet w największe mrozy, co zapewnia łatwy dostęp do ryb. Bliskość portu i miejskiej zabudowy daje też spokój – niewielu drapieżników odważy się zbliżyć. Co ciekawe, właśnie miasta stają się zimowymi azylami dla tych ptaków.
Kormorany nie są nowością na Pomorzu. Od lat spotyka się je na wybrzeżu Bałtyku, ale ich obecność w śródmieściu Gdańska to już coś wyjątkowego. Jeszcze kilkanaście lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dziś, w erze zmian klimatu i urbanizacji przyrody, to zjawisko staje się coraz powszechniejsze.
Czytaj więcej: Pies okazał się jenotem. Niezwykła akcja na policji
Rybożerne maszyny – za co nie lubią ich rybacy
Kormorany mają opinię bezwzględnych drapieżników. Potrafią wyjeść całe stawy hodowlane, jeśli nie są odpowiednio zabezpieczone. Ptak ten nurkuje głęboko, jest szybki, precyzyjny, a ryby połyka w całości. Rybacy od lat alarmują, że populacja kormoranów rośnie, a ich wpływ na środowisko i gospodarkę rybacką jest zbyt duży.
W Polsce podejmowano próby ograniczania ich liczby, ale to budzi spore kontrowersje. Gatunek ten jest częściowo chroniony, a jego rola w ekosystemie – choć problematyczna dla człowieka – jest niezaprzeczalna. Gdyby kormorany zniknęły, równowaga wodnych zbiorników mogłaby zostać poważnie zaburzona.
Ich miejskie migracje to dowód na inteligencję i adaptacyjność. Wykorzystują infrastrukturę, którą stworzył człowiek. Rzeka, betonowe nabrzeża, ciepło bijące z budynków – to wszystko sprawia, że Gdańsk zimą staje się dla nich przyjaznym domem.

To nie pierwszy raz – ale wciąż zaskakuje
Choć ornitolodzy dobrze znają ten proces, zwykli przechodnie często biorą kormorany za egzotyczne ptaki. W mediach społecznościowych pojawiają się zdjęcia z pytaniami: „Czy to pelikany?”, „Czy to czarne bociany?” – to pokazuje, jak niecodzienny jest ich widok.
Tym bardziej warto wybrać się na spacer nad Motławę. Można tam zobaczyć nie tylko architekturę Gdańska i piękno zimowego krajobrazu, ale też jednych z najbardziej niezwykłych ptasich przybyszy.
Nie wiadomo, jak długo zostaną. Gdy zrobi się cieplej, kormorany najpewniej odlecą w inne rejony. Tymczasem jednak tworzą niecodzienny spektakl w samym sercu miasta – czarne ptaki, które z gracją i determinacją przeczesują wody Motławy, przypominają, że przyroda potrafi zaskakiwać nawet w najbardziej zurbanizowanych zakątkach.
Zobacz też: Pies rasy husky skradziony sprzed sklepu w Sopocie
mn






