Rząd planuje rozszerzyć granice portu morskiego w Gdańsku o las na Stogach – mowa o 328 hektarach na Wyspie Stogi. Rada Miasta wydała co prawda negatywną opinię, podkreślając sprzeczność planu z polityką przestrzenną Gdańska. Jednak opinia samorządu nie ma mocy wiążącej – decyzja należy wyłącznie do rządu. Liczy się tylko sprzeciw mieszkańców. To starcie lokalnej wizji z centralną ingerencją.
Trzy szybkie fakty:
- Minister infrastruktury może zatwierdzić granice portu bez zgody samorządu.
- Rada Miasta Gdańska sprzeciwiła się przejęciu lasów na Stogach.
- Mieszkańcy i lokalni radni nie mają narzędzi prawnych, by zablokować decyzję.
Las na Stogach w cieniu decyzji z Warszawy
Wyspa Stogi to jedno z ostatnich nadmorskich miejsc w Gdańsku, gdzie mieszkańcy mają dostęp do plaży przez las. Rządowy plan zakłada, że część tego terenu – dokładnie 328 hektarów – trafi w granice portu. Formalnie chodzi o zmianę granic portu morskiego w Gdańsku. Decyzję w tej sprawie podejmuje Minister Infrastruktury, a nie lokalny samorząd.
Rada Miasta Gdańska w marcu 2025 roku wydała jednoznacznie negatywną opinię w sprawie tego fragmentu projektu. To ważny sygnał polityczny, ale nie blokuje on w żaden sposób działań rządu. Projekt rozporządzenia może zostać podpisany niezależnie od stanowiska samorządu.
Warto zrozumieć, że w tej procedurze głos miasta jest jedynie opinią – niezależnie od tego, jak zdecydowanie został wyrażony, nie ma on charakteru wiążącego. To rząd zdecyduje, czy głosy mieszkańców i radnych będą miały jakiekolwiek znaczenie.

Polityka przestrzenna kontra decyzja ministra
Gdańsk od lat ma wyznaczoną strategię rozwoju – zarówno w dokumentach planistycznych, jak i w działaniach inwestycyjnych. Studium Uwarunkowań oraz Strategia Rozwoju Miasta Gdańsk 2030 Plus przewidują na wschodnich Stogach rozwój terenów zielonych, rekreacyjnych i krajobrazowo-ekologicznych. Las ma być częścią miejskiego systemu zieleni aktywnej biologicznie.
Według miasta to przeciwwaga dla rozwijającej się części przemysłowej, która zlokalizowana jest po zachodniej stronie Wyspy Stogi, w rejonie Portu Północnego. Takie rozdzielenie funkcji miało zapewnić mieszkańcom dostęp do natury mimo bliskości infrastruktury przemysłowej.
Rządowy plan narusza ten balans. Ministerstwo chce sięgnąć po tereny, które lokalne władze od lat zabezpieczają jako przestrzeń rekreacyjną. W praktyce może to oznaczać, że przy plaży powstanie nowa strefa przeładunkowa, terminal kontenerowy lub inna forma przemysłu portowego.
Czytaj więcej: Nowe osiedle na Stogach w Gdańsku
Sprzeciw bez siły. Kto ma ostatnie słowo?
Wbrew pozorom, sprzeciw Rady Miasta Gdańska nie zatrzymuje procedury. Zgodnie z obowiązującym prawem, minister może dowolnie zignorować głosy lokalnych władz. Wystarczy, że uzna, iż zmiana granic portu leży w interesie państwa. I to właśnie stanowi sedno całego problemu – centralna decyzja może zdominować lokalną politykę przestrzenną.
Taka sytuacja pokazuje ograniczoną realną władzę samorządów wobec decyzji rządu w sprawach strategicznych, jak infrastruktura portowa. Głos mieszkańców, rad dzielnic i radnych może mieć znaczenie społeczne, ale nie daje żadnych gwarancji ochrony terenu.
Miasto podkreśla, że port i przemysł już dziś mają do dyspozycji 450 hektarów terenów. W tym ok. 38 hektarów, które wcześniej planowano pod zieleń lub inne funkcje miejskie. Dlaczego więc sięga się po kolejne, już chronione obszary? Brakuje odpowiedzi. Ministerstwo nie przedstawiło konkretnych planów zagospodarowania terenów na Stogach.
Zielone płuca Gdańska – las na Stogach pod znakiem zapytania
Nie tylko władze miasta, ale także mieszkańcy Stogów i organizacje lokalne obawiają się, że utrata lasu i dzikiej plaży oznacza nieodwracalną zmianę charakteru dzielnicy. Stogi mogą stracić status rekreacyjnej części Gdańska i stać się kolejnym przemysłowym zapleczem dla rosnącego portu.
Równolegle Miasto Gdańsk planowało inwestycje w infrastrukturę turystyczną: nowe ścieżki pieszo-rowerowe, lepsze dojścia do plaży, sportowe zaplecze przy wejściach w pasie nadmorskim. Te plany mogą zostać zawieszone, jeśli teren trafi pod jurysdykcję portu.
Mimo braku realnego wpływu na decyzję ministra, Rada Miasta postanowiła wyraźnie sprzeciwić się rozszerzeniu granic portu na tym odcinku. To symboliczny gest, który pokazuje kierunek myślenia lokalnej wspólnoty, ale nie daje prawnych narzędzi do obrony lasu.
To oznacza jedno: nawet jeśli miasto mówi „nie”, to rząd powie ostatnie słowo.
Zobacz też: Kiedy Stogi zyskają atrakcyjny bulwar nad Martwą Wisłą?
mn






