Choć na papierze chodzi tylko o zmiany organizacyjne w strukturach kultury, to właśnie teraz władze Gdańska miałyby idealny moment, by wycofać się z honorowania jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii miasta. Günter Grass, laureat literackiej Nagrody Nobla, znany pisarz i artysta, pozostaje trwałym symbolem miejskiej narracji – mimo, że sam przyznał się do służby w Waffen-SS. Po decyzji o połączeniu Gdańskiej Galerii Miejskiej i Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” część środowisk kultury apeluje o pozostawienie jego imienia w przestrzeni publicznej. Czy jednak mieszkańcy mają świadomość, kim tak naprawdę był Günter Grass?
Grass urodził się w Gdańsku, ale był zdeklarowanym Niemcem. Walczył w szeregach formacji, która w Polsce jednoznacznie kojarzy się z okupacją, terrorem i zbrodniami wojennymi. Mimo to jego nazwisko wpisano w tkankę miasta jako… symbol „wielokulturowości”. Obecne decyzje gdańskich władz pokazują, że nie chcą rewidować tej postaci – choć okazja ku temu pojawiła się po raz pierwszy od lat.
Służył w Waffen-SS, ale ma swoje rondo i tramwaj
Grass urodził się w roku 1927 w Gdańsku-Wrzeszczu (wówczas Danzig-Langfuhr). Wychowany w niemieckiej rodzinie z kaszubskimi korzeniami, był przesiąknięty tożsamością niemiecką. W wieku 17 lat został wcielony do Waffen-SS – elitarnej i najbardziej brutalnej formacji wojskowej III Rzeszy. Do tego faktu przyznał się dopiero w roku 2006, co wywołało ogólnoświatowy skandal.
Grass był aktywnym uczestnikiem niemieckiej machiny wojennej, a jego późniejsza działalność literacka nie wymazała przeszłości. Mimo to, Gdańsk – władze i część środowisk artystycznych – od lat lansują jego postać jako jeden z filarów „gdańskiej tożsamości”. W mieście są miejsca nazwane jego imieniem: rondo, tramwaj, ławeczka. Grass otrzymał także tytuł honorowego obywatela Gdańska.
Czy nazwisko Grassa znika z mapy Gdańska? Nie, wręcz przeciwnie
We wrześniu tego roku radni miejscy uchwalili decyzję o połączeniu Gdańskiej Galerii Miejskiej z CSW Łaźnia. W efekcie zniknąć może jedna z ważniejszych instytucji upamiętniających Grassa – Galeria Güntera Grassa, działająca dotąd przy ulicy Szerokiej. Pomimo tego, przedstawiciele magistratu stanowczo twierdzą, że dziedzictwo noblisty nie jest w żaden sposób zagrożone.
W Gdańsku nie usuwa się Güntera Grassa z przestrzeni kultury ani symbolicznej, ani instytucjonalnej – zapewnia PAP Marta Formella z Urzędu Miejskiego w Gdańsku. – Jego obecność ma być wręcz wzmacniana, szczególnie w kontekście zbliżającego się jubileuszu 100-lecia urodzin pisarza – dodaje.
Jubileusz będzie przypadał w 2027 roku, to wtedy na świat w Wolnym Mieście Gdańsk przyszedł właśnie Günter Grass.
W tym celu powołano osobną instytucję – Dom Literatury – który ma zająć się promowaniem literackiego dziedzictwa miasta. Günter Grass ma być jedną z centralnych postaci tego projektu. Przy ulicy Sierocej powstaje właśnie wystawa stała poświęcona literackiej historii Gdańska, w której Grass będzie miał swoje miejsce obok takich postaci jak Maria Janion czy Paweł Huelle.
Niemiecki pisarz twarzą „gdańskości”? Nie wszyscy się z tym godzą
Nie wszyscy jednak przyjmują te zapewnienia bezkrytycznie. Pracownicy połączonych instytucji protestują przeciw decyzji o fuzji, twierdząc, że podjęto ją bez konsultacji. Krytycznie wypowiada się także środowisko skupione wokół Stowarzyszenia Güntera Grassa. Prezeska organizacji, prof. Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk, podkreśla, że to już druga instytucja związana z nazwiskiem Grassa, która znika z mapy Gdańska – wcześniej, w 2023 roku, zamknięto Dom Chodowieckiego i Grassa.
W jej opinii działania władz miasta mogą być odczytane jako próba wymazywania noblisty z krajobrazu kultury.
To nie tylko ograniczenie, ale i symboliczna redukcja jego znaczenia w dziedzictwie Gdańska – stwierdziła dla PAP.
Z apelem o zachowanie nazwiska Grassa w miejskiej przestrzeni wystąpili według PAP nawet naukowcy ze Lwowa. Dr Sofiya Varetska i dr Lyubomyr Borakovskyy wskazali na jego rolę jako „ambasadora pamięci o wielokulturowym dziedzictwie Gdańska”. Swój głos dorzucił także aktor Jerzy Kiszkis, który opisał Grassa jako „człowieka organicznie związanego z nazwą Gdańsk”.
Czytaj więcej: Artyści kontra ratusz – spór o kulturę w Gdańsku
Miasto Gdańsk nie wykorzystuje okazji
Wszystkie te głosy świadczą o jednym: postać Güntera Grassa nadal dzieli gdańszczan. Dla jednych jest symbolem „pogodzenia się z historią” i otwarcia na wielokulturowość. Dla innych – wciąż Niemcem, który służył w Waffen-SS i nigdy naprawdę nie rozliczył się ze swoją przeszłością. Władze miasta mają dziś realną okazję, by zredefiniować przekaz kulturowy – zamiast tego wybierają utrzymanie narracji stworzonej jeszcze za czasów Pawła Adamowicza.
Decyzja o połączeniu dwóch instytucji kultury nie jest więc jedynie zabiegiem strukturalnym. To akt polityczny – także w wymiarze symbolicznym. Władze Gdańska decydują się nie tylko na pozostawienie nazwiska Güntera Grassa w przestrzeni publicznej, ale na jego dalsze eksponowanie. I to mimo że postać ta – z pełnym bagażem historycznym – wciąż budzi w Polsce silne emocje.
Zobacz też: Olga Tokarczuk doktorem honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego
mn/PAP






