Zawieszenie broni, które weszło w życie w piątek w Strefie Gazy, przynosi długo wyczekiwaną ulgę cywilom i pozwala na powrót do negocjacji. Uzgodnione na podstawie 20‑punktowego planu pokojowego Donalda Trumpa porozumienie to największy przełom od początku wojny, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar. Uwolnienie izraelskich zakładników, napływ pomocy humanitarnej i częściowy odwrót wojsk Izraela to konkrety, które już dziś zmieniają sytuację w regionie. Ale przyszłość porozumienia zależy od wielu zmiennych.
Trzy fakty, które mają znaczenie:
- Hamas zgodził się uwolnić zakładników, w tym ciała zabitych, ale nie zamierza się rozbrajać.
- Izrael kontroluje obecnie połowę Gazy i zapowiada dalszy odwrót tylko przy spełnieniu warunków.
- Trump zdołał przekonać zarówno Netanjahu, jak i arabskich liderów do poparcia swojej inicjatywy.
Pierwszy krok: wstrzymanie ognia i ratunek dla cywilów
Po ponad dwóch latach nieustannych bombardowań, śmierci blisko 1200 Izraelczyków i ponad 67 tysięcy Palestyńczyków, walki w Gazie zostały oficjalnie wstrzymane. Rozejm, będący efektem wielotygodniowych negocjacji, pozwolił na uruchomienie korytarzy humanitarnych, w tym przejścia w Rafahu, oraz rozpoczęcie dostaw żywności i leków.
W poniedziałek Hamas ma przekazać Izraelowi dwadzieścia żyjących zakładników i ciała dwudziestu ośmiu zmarłych. To jedno z kluczowych żądań izraelskiej opinii publicznej i rządu – warunek uznany za niepodlegający negocjacjom. Izrael, pomimo wewnętrznych podziałów, zaakceptował plan Trumpa, choć zastrzegł, że pełne zakończenie wojny jest uzależnione od demilitaryzacji Hamasu.
Czytaj więcej: Izrael bombarduje cele nuklearne w Iranie. Konflikt eskaluje
Trump w roli rozjemcy: plan, który działa
Donald Trump, po miesiącach presji międzynarodowej i własnych zapowiedzi, przedstawił szczegółowy plan składający się z 20 punktów. Znalazły się w nim m.in. propozycje stworzenia sił stabilizacyjnych, tymczasowej administracji palestyńskiej i perspektywa odbudowy Gazy. Kluczowe w tym planie okazało się poparcie monarchii Zatoki Perskiej i państw europejskich. Nawet Katar – miejsce pobytu wielu liderów Hamasu – zaakceptował amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa.
Izrael, mimo wcześniejszej stanowczości premiera Netanjahu, musiał ustąpić. Powodem było nie tylko międzynarodowe napięcie po nalocie na Katar, ale także wewnętrzna krytyka i pogarszająca się sytuacja wojskowa. Co więcej, opinia publiczna coraz mocniej domagała się zakończenia wojny, której koszt – zarówno ludzki, jak i polityczny – rósł z każdym tygodniem.
Trump, zdaniem obserwatorów, wykorzystał moment impasu i zaproponował rozwiązanie przypominające plan Joe Bidena z 2024 roku. To jednak jego nazwisko widnieje dziś pod dokumentem, który podpisały obie strony.
Niepewna przyszłość: rozbrojenie, wycofanie, państwo Palestyna?
Plan zawiera kontrowersyjne zapisy. Hamas wciąż deklaruje, że nie odda broni, natomiast izraelski rząd nie zamierza dopuścić do powstania niepodległej Palestyny. To kwestie, które mogą zablokować wdrożenie kolejnych faz rozejmu. Trudno też mówić o jednolitym stanowisku Autonomii Palestyńskiej, której rola w planie pozostaje niejasna.
Izraelskie wojska obecnie kontrolują połowę Strefy Gazy. Warunkują dalszy odwrót od demilitaryzacji Hamasu. Zapowiedziano też utrzymanie „strefy bezpieczeństwa” przy granicy – do momentu „pełnego zabezpieczenia przed odrodzeniem się terroru”. Oznacza to, że realne zakończenie obecności militarnej Izraela może się przeciągnąć na miesiące, a może i lata.
Obawy budzi również scenariusz znany z Libanu – po rozejmie z Hezbollahem w 2024 roku Izrael przeprowadził setki punktowych uderzeń, tłumacząc je prawem do samoobrony. Taki rozwój wypadków w Gazie jest realny, szczególnie jeśli rozmowy o drugiej fazie będą się przedłużać.
Jednocześnie plan Trumpa zakłada odbudowę i rozwój gospodarczy Gazy, bez przesiedleń Palestyńczyków – co odróżnia go od wcześniejszych pomysłów prezydenta. To zapis, który ma dać nadzieję mieszkańcom zrujnowanego terytorium.
Zobacz też: Donald Trump może zapewnić pokój na Ukrainie
mn






