W najnowszym wystąpieniu telewizyjnym premier Donald Tusk straszy – wyraźnie zarysował stawkę nadchodzącej II tury wyborów prezydenckich. Przestrzegając przed możliwym zwycięstwem kandydata PiS, Karola Nawrockiego, Tusk w ostrych słowach przekonywał, że jedynym ratunkiem jest pełna mobilizacja elektoratu Koalicji Obywatelskiej. W tle pojawiły się też mocne oskarżenia, dramatyczne kontrasty i jasne podziały – dobro kontra zło, wojna kontra pokój. Zdaniem premiera, alternatywą dla prezydentury Trzaskowskiego ma być „paraliż państwa” i polityczna „wojna domowa”.
Trzy szybkie fakty:
- Tusk ostrzega, że bez masowej mobilizacji wyborców KO Trzaskowski przegra wybory prezydenckie.
- Premier nazywa Karola Nawrockiego „człowiekiem związków przestępczych” i „narzędziem Kaczyńskiego”.
- Stawką wyborów – według Tuska – jest wybór między „wojną i pokojem”, „bałaganem i porządkiem”.
Wybory jako bitwa o wszystko
W swoim emocjonalnym wystąpieniu Donald Tusk nie przebierał w słowach. W jego ocenie, Polska stoi przed wyborem fundamentalnym. Jeśli, jak mówił, strona „demokratyczna” nie wykaże się równie silną mobilizacją jak w październiku 2023 roku, Rafał Trzaskowski poniesie porażkę. Premier przypominał tamten moment jako chwilę, gdy wyborcy KO „odzyskali świadomość” i „pokazali siłę”. Teraz ta siła, według Tuska, znów jest konieczna.
Premier otwarcie sugerował, że Karol Nawrocki jest kandydatem narzuconym przez Jarosława Kaczyńskiego i ma pełnić funkcję blokującą wobec rządu. Wprost nazwał go „wysłannikiem Kaczyńskiego do wojny z polskim rządem”. Według Tuska jego wybór oznaczałby „dwa i pół roku politycznej wojny”, która miałaby zahamować wszelkie reformy.
Ataki personalne i groźby paraliżu – Tusk straszy
Tusk, posługując się językiem ostrym i bezpośrednim, przedstawił Karola Nawrockiego jako osobę o „związkach ze światem przestępczym”. Mówił o jego „towarzyszach podróży”, którzy „porywali kobiety” i stosowali metody przestępcze. Słowa te mają na celu budowę atmosfery zagrożenia – wyborcy mają poczuć, że stawką głosowania nie jest tylko urząd, ale bezpieczeństwo całego państwa.
Premier zagrał również kartą geopolityczną. Stwierdził, że wypowiedź Nawrockiego o sprzeciwie wobec członkostwa Ukrainy w NATO to „zdrada stanu”. Przypomniał, że w tej sprawie panowała zgoda między nim a prezydentem Lechem Kaczyńskim, co ma podkreślać wagę i „świętość” tego konsensusu.
Czytaj więcej: Marsz Nawrockiego kontra marsz Trzaskowskiego
Mobilizacja przez strach
Tusk wielokrotnie odnosił się do emocji swoich wyborców. W jego narracji dominowały hasła o zagrożeniu, potrzebie „pełnej mobilizacji” i konieczności „zdania testu”. Padły nawet słowa o „śmiertelnych zagrożeniach” związanych z wojną Rosji przeciwko Ukrainie, które – według premiera – mają odbicie w krajowej polityce.
Przekaz był jednoznaczny: jeśli Trzaskowski nie wygra, kraj pogrąży się w chaosie i stanie się ofiarą „wewnętrznej wojny”. Ten sposób komunikacji, pełen dramatyzmu i kontrastów, ma wywołać w elektoracie KO poczucie obowiązku – jeśli nie pójdą głosować, zostaną współodpowiedzialni za „katastrofę”.
W tym duchu premier Tusk zaprosił także na zapowiadany Wielki Marsz Patriotów w Warszawie, gdzie obok niego mają pojawić się m.in. Rafał Trzaskowski i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Ma to być nie tylko manifestacja poparcia, ale także publiczny sprawdzian gotowości obozu rządzącego do dalszej walki.
Zobacz też: Afera #TrzaskNASK. Trzaskowski obwinia Rosję – filmy od posłów PO
mn






