Dwa oblicza Gdańska. Pomoc i obojętność dla Polaków na wschodzie

Miasto Gdańsk od lat prowadzi program pomocy dla Polaków powracających z Azji Środkowej. Repatrianci z Kazachstanu, Uzbekistanu, Gruzji czy Rosji otrzymują wsparcie finansowe, mieszkania, lekcje języka polskiego i realną szansę na nowe życie. Lokalni urzędnicy mówią o wspólnocie, solidarności i „naprawianiu krzywd historii”. Ale wystarczył jeden komentarz w mediach społecznościowych, by ta narracja pękła.

Wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski odpowiedział internaucie, który wskazywał trudną sytuację Polaków na Syberii. Po zamknięciu polskiego konsulatu w Irkucku, muszą oni pokonywać 4200 kilometrów do Moskwy, by załatwić podstawowe sprawy. Borawski odpisał krótko: „chcą żyć w Rosji – ich wybór”.

Miasto deklaruje pomoc. „Repatriacja to nasz obowiązek”

Rodzina Jacuńskich to jeden z przykładów repatriantów, którzy odnaleźli w Gdańsku nowy dom. Przyjechali z Kazachstanu w 2022 roku. Roman, doświadczony kucharz, kontynuuje tu swój zawód. Katarzyna, wcześniej pracująca w sektorze finansowym, po odbyciu stażu w jednej z miejskich instytucji, dziś ma stałą pracę. Ich sześcioletni syn Mirosław szybko odnalazł się w szkole i aktywnie uczestniczy w lokalnym życiu.

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz odwiedziła ich osobiście. Podczas spotkania powiedziała:

Gdańsk to wspólnota, w której każdy znajdzie swoje miejsce. Naszym zadaniem jest sprawić, by powrót do Polski był początkiem bezpiecznego, godnego życia.

Pomoc nie kończy się na mieszkaniach i pracy. Miasto finansuje transport z lotniska, pierwsze przejazdy po mieście, pokrywa koszty tłumaczeń dokumentów, oferuje jednorazową zapomogę finansową oraz organizuje lekcje języka polskiego – zarówno online, jak i stacjonarne.

Od 1996 roku Gdańsk zaprosił do siebie 51 rodzin. W 2021 roku Rada Miasta zwiększyła limit repatriacji z dwóch do czterech rodzin rocznie. W 2025 roku miasto przyjęło kolejne cztery rodziny – w sumie 12 osób.

Gorzkie słowa pod adresem Sybiraków. „To nie był ich wybór”

W ramach dyskusji o działaniach Rosji internauta Jarek Tabisz napisał o zamknięciu 30 grudnia konsulatu RP w Irkucku:

Efekt uboczny – Polacy z Syberii mieli konsulat w Irkucku, teraz aby coś załatwić czeka ich 3-dniowa podróż koleją do Moskwy, to tylko 4200 km.

W odpowiedzi Piotr Borawski, wiceprezydent Gdańska, skomentował:

Chcą żyć w Rosji – ich wybór.

Komentarz wywołał natychmiastową falę krytyki. Wśród głosów oburzenia znalazła się wypowiedź Natalii Kołc z Konfederacji, która przypomniała:

Polacy trafili na Syberię głównie przez masowe zsyłki polityczne po powstaniach narodowych oraz przez deportacje w latach II wojny światowej.

W sieci zawrzało. Komentatorzy zarzucili wiceprezydentowi Gdańska brak wiedzy historycznej, empatii i zrozumienia. Podkreślali, że Polacy na Syberii nie żyją tam z wyboru, lecz w wyniku brutalnych represji.

Czytaj też: „Die Welt”: Rosja też musi zapłacić za zbrodnie na Polsce

Dwa oblicza Gdańska – solidarność wybiórcza?

Gdańsk, który promuje się jako miasto otwarte i solidarne z repatriantami, nagle pokazuje drugą twarz. Jedna wypowiedź urzędnika rujnuje misternie budowaną narrację o empatii i pomocy. Komentarz Borawskiego nie został dotąd ani sprostowany, ani wyjaśniony.

Problem jest głębszy. Polacy mieszkający na Syberii są potomkami zesłańców, którym często brakuje środków, kontaktów i możliwości, by wrócić do kraju. Wielu z nich nie zna języka polskiego, nie ma już rodziny w Polsce, a formalności są skomplikowane i kosztowne. Do tego dochodzi problem zamknięcia konsulatu w Irkucku, przez co podstawowe sprawy muszą załatwiać w Moskwie – setki kilometrów dalej.

Sprowadza się tych, którzy mają środki, energię, dokumenty. A o tych, którzy zostali, mówi się: ich wybór. To hipokryzja – ocenił anonimowo jeden z działaczy zajmujących się tematyką repatriacyjną.

Czy pamiętamy o wszystkich?

Gdańsk pokazuje, że można stworzyć system pomocy, który działa – pod warunkiem, że jest skierowany do tych, którzy „pasują” do miejskiej polityki. Ale czy pamięta się o tych, którzy są wciąż daleko, bez wsparcia, bez głosu?

Komentarz wiceprezydenta nie jest tylko lapsusem. Pokazuje sposób myślenia, w którym tragedia tysięcy polskich rodzin mieszkających na Syberii zostaje zredukowana do rzekomego „wyboru”.

Gdańsk może być przykładem repatriacyjnego sukcesu. Ale jeśli chce utrzymać autentyczność tej misji, musi pamiętać, że polskość to nie tylko metryka, dokument i zdolność przystosowania. To również pamięć o historii, o zesłańcach i o tych, którzy nie mogą wrócić – nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nie mają jak.

Zobacz też: Katyń i Sybir. Rocznice, o których Polacy wciąż pamiętają

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.