To były minuty, które mogły zdecydować o czyimś życiu. Na wiadukcie w centrum Gdańska kobieta siedziała po drugiej stronie barierki. Jeden nieostrożny ruch i tragedia gotowa. Na miejsce ruszyli policjanci z Oddziału Prewencji. Zadziałali natychmiast.
W poniedziałek wieczorem dyżurny gdańskiej komendy odebrał zgłoszenie z ul. 3 Maja. Informacja była krótka i konkretna. Na wiadukcie, po drugiej stronie zabezpieczeń, siedzi osoba w kryzysie emocjonalnym. Liczyła się każda sekunda, bo w takich sytuacjach czas nie działa na korzyść nikogo. Na miejsce skierowano sierż. Marcela Naumowicza oraz post. Wiktora Witkowskiego z Oddziału Prewencji Policji w Gdańsku. Funkcjonariusze wiedzieli, że nie ma przestrzeni na błąd.
Chwila, która mogła skończyć się tragedią
Gdy patrol dotarł na miejsce, sytuacja była napięta. Kobieta siedziała po zewnętrznej stronie barierki. Pod nią kilka metrów do twardej nawierzchni. Wystarczył moment zawahania. Policjanci nie podnieśli głosu. Nie było nerwowych ruchów. Rozpoczęli spokojną rozmowę. To często jedyna droga, by przebić się przez mur emocji.
Jeden z funkcjonariuszy znalazł się tuż obok kobiety. Asekurował ją, ale robił to tak, by nie wzbudzić dodatkowego lęku. Drugi prowadził rozmowę. Empatia, cierpliwość i konsekwencja. Tak wyglądała ta interwencja od środka. Dzięki temu udało się przekonać kobietę, by zeszła z niebezpiecznego miejsca. Została przeprowadzona na bezpieczną stronę wiaduktu.
Rozmowa zamiast siły
Tego typu zgłoszenia to dla Policji absolutny priorytet. Tu nie chodzi o mandat ani pouczenie. Chodzi o ludzkie życie. Funkcjonariusze zostali z kobietą do czasu przyjazdu ratowników medycznych. Udzielali wsparcia psychicznego. Rozmawiali. Tłumaczyli. Byli obok.
Co istotne, takie interwencje wymagają nie tylko procedur, ale i wyczucia. Każda osoba w kryzysie reaguje inaczej. Czasem wystarczy jedno zdanie. Innym razem potrzeba kilkunastu minut spokojnej rozmowy. Czy to naprawdę przypadek, że w takich chwilach kluczowa okazuje się zwykła, ludzka obecność? Policjanci z Gdańska pokazali, że mundur nie wyklucza empatii.
W efekcie kobieta trafiła pod opiekę służb medycznych. To był finał tej historii. Na szczęście bez tragicznego zakończenia.
Czytaj więcej: Zdrowie psychiczne polskich mikroprzedsiębiorców w kryzysie
Kryzys może dotknąć każdego
Kryzys emocjonalny nie wybiera. Nie patrzy na wiek, stanowisko ani stan konta. Może dotknąć studenta, pracownika korporacji, przedsiębiorcę czy emeryta. W Polsce każdego roku tysiące osób mierzy się z myślami rezygnacyjnymi. Za każdą liczbą stoi konkretna historia.
Dlatego tak ważna jest reakcja otoczenia. Jeśli widzisz, że ktoś przeżywa trudne chwile, nie odwracaj wzroku. Czasem zwykłe pytanie „co się dzieje?” potrafi otworzyć drzwi do rozmowy. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy dzwonić pod numer 112. Ten numer działa 24 godziny na dobę.
Osoby w kryzysie mogą skorzystać z bezpłatnego wsparcia. Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym działa pod numerem 800 70 2222 i jest czynne całą dobę. Telefon Zaufania dla Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym to 116 123. Z kolei dzieci i młodzież mogą zadzwonić pod numer 116 111. Można także wejść na stronę www.pomorskiedlaciebie.pl i tam szukać pomocy.
Ta historia z Gdańska pokazuje jedno. Czasem o wszystkim decyduje szybka reakcja i kilka spokojnych zdań wypowiedzianych we właściwym momencie. Mundur nie jest tylko symbolem władzy. Bywa też symbolem wsparcia.
Zobacz też: Podwójna eutanazja starszych par coraz częstszym przypadkiem
mn






