Mieszkańcy przyportowych dzielnic Gdańska znaleźli się w sytuacji, którą trudno nazwać inaczej niż tragiczną. Od miesięcy ich życie to codzienny koszmar, a ich zdrowie jest zagrożone. Mimo licznych prób zwrócenia uwagi władz, nikt ich nie słucha.
W środę, 31 lipca, mieszkańcy wyszli na ulice, aby zaprotestować przeciwko działaniom Portu Gdańsk. Główna oś sporu to pył węglowy, który unosi się nad Nowym Portem, Letnicą i innymi dzielnicami w sąsiedztwie portu. Lokalizacja protestu – rondo przy Polsat Plus Arena Gdańsk – nie była przypadkowa. Organizatorzy chcieli zatamować ruch ciężarówek transportujących węgiel do Portu Gdańsk. Podkreślali, że blokada ruchu była ostatecznością.
Protest w Nowym Porcie
Sprawa pyłu węglowego była omawiana w gdańskim magistracie. Prezes gdańskiego portu Dorota Pyć spotkała się z przedstawicielami władz. Przedyskutowano wtedy sposoby minimalizowania negatywnych skutków transportu i przechowywania węgla. Mimo to mieszkańcy czują się pominięci. Brak nadzwyczajnej sesji rady miasta w tej sprawie, doniesienia o przedłużeniu umowy z Portem Service oraz problemy na ulicy Wyzwolenia przepełniły czarę goryczy.
Anna Motyl-Kosińska, jedna z organizatorek protestu, wyraziła jasno cel mieszkańców:
Chcemy zminimalizować przede wszystkim pylenie w Nowym Porcie, ograniczyć ruch ciężarówek na ulicy Wyzwolenia i żeby wreszcie władza Portu Gdańsk wyszła do nas i powiedziała, co będzie z Port Servicem.
Zdrowie mieszkańców zostało położone na szali z wielkim interesem narodowym, bo węgiel w Porcie Gdańsk to interes – czysty biznes.
Głos mieszkańców
Na protest przyszli mieszkańcy z transparentami: “Stop TIR-om na Wyzwolenia” „Płuca bez pyłu”, czy „Walczymy o nasze życie”. Organizatorzy wybrali godzinę, w której ruch ciężarówek był największy, aby podkreślić skalę problemu.
Mieszkańcy, który przyszli na protest przekonywali, że są tutaj w obronie własnego zdrowia, życia i bliskich. Podczas pikiety formułowali gotowość do dyskusji z portem. Przekonywali, że mają prawo do życia w zdrowym otoczeniu.
Problem pyłu węglowego
Sprawa zanieczyszczeń w Nowym Porcie i dzielnicach przyportowych powstała w momencie wybuchu wojny na Ukrainie. W rozkręconej wręcz panice, że zabraknie nam węgla, rząd PiS zaczął sprowadzać więcej węgla – jednym z celów był nabrzeża Portu Gdańsk, a przechowywany na otwartej przestrzeni węgiel zaczął stwarzać problemy.
Miasto twierdzi, że monitoruje sytuację – wysłano nawet EKOPatrol Straży Miejskiej, a prezes Portu Gdańsk Dorota Pyć oraz wiceprezes Alan Aleksandrowicz deklarują wzmożone kontrole i przeniesienie składowiska węgla na drugą stronę kanału portowego.
Zobacz również: Pył węglowy ponownie zagroził mieszkańcom Gdańska
Brak dialogu
Mieszkańcy są jednak nie widzą dobrej woli. Zarzucają Portowi Gdańsk brak szczerości i konkretnych działań. Oczekują rozmowy z przedstawicielami zarządu, ale brak dialogu sprawił, że głosy sprzeciwu przeniosły się z internetu i mediów na ulice miasta.
W obliczu takiej sytuacji trudno nie odnieść wrażenia, że głos mieszkańców, ich zdrowie i życie, są ignorowane. Każdy ma prawo do normalnego życia, w którym nie musi martwić się o zanieczyszczenia i hałas. Władze muszą zrozumieć, że zlekceważenie tych problemów prowadzi jedynie do dalszej eskalacji konfliktu. Czy jest jeszcze szansa na dialog i porozumienie? Mieszkańcy Gdańska na to liczą, ale czas pokaże, czy ich głos zostanie w końcu usłyszany.
Czytaj też: Rada Dzielnicy Nowy Port chce sesji ws. pyłu węglowego
mn






