Nowy rok w Iranie rozpoczął się od eskalacji społecznego gniewu. W czwartek co najmniej trzy osoby zginęły w trakcie protestów rozlewających się poza największe miasta. Jak donoszą agencje AFP i AP, demonstracje przybierają na sile, a reakcja reżimu staje się coraz bardziej zdecydowana. Opozycyjne źródła informują o wystąpieniach nawet w świętym mieście Kom – bastionie władzy teokratycznej. Tłem protestów jest kryzys gospodarczy, spadek wartości riala i zaostrzona polityka wobec studentów. Reżim sięga po znane metody: aresztowania, zamykanie kampusów i przenoszenie zajęć na tryb zdalny.
Trzy fakty:
- Protesty wybuchły po historycznym spadku wartości irańskiego riala, co wywołało strajki kupców i chaos gospodarczy.
- Władze zamknęły uniwersytety, wprowadzając nauczanie online, by zablokować studentom możliwość organizacji.
- Demonstracje objęły już nie tylko Teheran, ale też prowincje i święte miasto Kom – duchowe centrum władzy.
Ofiary i represje: protesty wychodzą poza stolicę
Agencja AFP poinformowała w piątek o śmierci co najmniej trzech osób podczas protestów. Do demonstracji doszło nie tylko w Teheranie, ale też w Junkanie w zachodnim Iranie oraz w Kom – centrum szyickiego szkolnictwa religijnego. To szczególnie symboliczny punkt na mapie Iranu, gdzie protesty oznaczają wyłom w lojalności wobec reżimu.
Państwowe media potwierdziły aresztowanie siedmiu osób – pięciu określanych jako monarchiści i dwóch innych z rzekomymi powiązaniami z grupami z Europy. Agencja Mehr News Agency informuje o podpaleniach i atakach na obiekty religijne, w tym biuro imama odpowiedzialnego za piątkowe modlitwy.
Reżim wyłącza studentów z przestrzeni publicznej
Największym ciosem dla irańskich władz może okazać się udział studentów. To właśnie oni byli główną siłą protestów po śmierci Mahsy Amini w 2022 roku. Teraz znów wyszli na ulice – w protestach 30 grudnia brały udział osoby z co najmniej 10 uczelni.
W odpowiedzi władze ogłosiły środę dniem wolnym w większości kraju, tłumacząc to rzekomo niską temperaturą. Oficjalnie. Nieoficjalnie – chodziło o opróżnienie miasta na czas irańskiego weekendu. Dodatkowo nakazano zamknięcie kampusów, a zajęcia mają do końca semestru odbywać się online.
Ministerstwo Nauki, Badań i Technologii próbowało ugasić napięcia, zwalniając część pracowników ds. bezpieczeństwa po zarzutach o przemoc wobec studentów. Zdaniem amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną była to próba wyciszenia nastrojów przed możliwymi rozruchami.
Czytaj więcej: Katastrofa helikoptera z prezydentem Iranu. Obawy USA przed wojną
Pezeszkian nic nie może, rial tonie
Prezydent Masud Pezeszkian sygnalizował chęć negocjacji z protestującymi, ale sytuacja ekonomiczna kraju coraz bardziej wymyka się spod kontroli. Spadek wartości riala osiągnął historyczne minimum, co uderzyło w podstawy handlu i zaopatrzenia. To właśnie od strajków sklepikarzy zaczęły się obecne protesty.
Pezeszkian otwarcie przyznał, że jego wpływ na sytuację jest ograniczony. Teokratyczna struktura władzy w Iranie sprawia, że najważniejsze decyzje zapadają nie w Pałacu Prezydenckim, lecz w Radzie Strażników Rewolucji i u Najwyższego Przywódcy.
Kiedy Kom mówi „nie”, reżim sięga po broń
Protesty w świętym mieście Kom, gdzie mieszczą się główne seminaria i ośrodki wpływu religijnego, mogą być punktem zwrotnym. To właśnie tam szkolą się przyszli duchowni, a zarazem architekci polityki moralnej Islamskiej Republiki. Skandowane tam hasła nie tylko kwestionowały władzę, ale też wyrażały sentymenty monarchistyczne – wprost poparcie dla dynastii Pahlawi obalonej w 1979 roku.
Władze mogą potraktować to jako próbę zamachu na ideologiczne podstawy systemu. A to zwykle oznacza, że reakcja będzie jeszcze bardziej brutalna. Śmierć trzech osób w pierwszych dniach protestów może być sygnałem, że era miękkich reakcji już się skończyła.
Zobacz też: Iran zaprezentował lotniskowiec dronowy – nowa broń Teheranu
mn






