Cisza, znicze i modlitwa. Przed pomnikiem „Golgoty Wschodu” na Cmentarzu Łostowickim znów przypomniano o jednej z najboleśniejszych kart polskiej historii. W 85. rocznicę drugiej masowej deportacji na Sybir oraz w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej zgromadzili się ci, dla których pamięć nie jest tylko datą w kalendarzu.
Trzy fakty, które trzeba znać:
- Zbrodnia katyńska to jedno z najlepiej udokumentowanych ludobójstw XX wieku, które przez 50 lat skrywano za żelazną kurtyną kłamstwa.
- Deportacje na Sybir objęły setki tysięcy Polaków – często całe rodziny z małymi dziećmi, wywożone w nieludzkich warunkach.
- Oficjalne przyznanie się do winy przez ZSRR nastąpiło dopiero w 1990 roku – bez prawnej odpowiedzialności sprawców.
Uczestnicy uroczystości oddali hołd ofiarom zamordowanym wiosną 1940 roku przez sowieckie NKWD oraz tym, których życie złamały zsyłki do sowieckich łagrów. W ich wspomnieniach – oficerowie, lekarze, nauczyciele i urzędnicy – elita, która zginęła tylko dlatego, że była wierna Polsce. Świadectwo ich tragedii nie znika wraz z upływem lat.
Nie tylko data, ale rana jaką przyniósł Sybir
Kiedy 5 marca 1940 roku zapadła decyzja o rozstrzelaniu polskich jeńców, nikt z nich nie miał możliwości się bronić. Ich winą była przynależność do państwa, które miało zniknąć z mapy. Morderstwo ponad 22 tysięcy Polaków to nie tylko wojskowi – to także sędziowie, naukowcy, duchowni, ziemianie. Byli wykształceni, świadomi i potrzebni – dlatego ich zamordowano.
W cieniu tych faktów, gdańska uroczystość była skromna, ale symboliczna. Modlitwa, wieńce i nazwiska szeptane przez potomków – wszystko po to, by nie dać historii umrzeć. Dla wielu obecnych to nie tylko hołd, ale obowiązek.
Czytaj więcej: To już 15 lat. Wrak Tu-154M wciąż w Rosji – i nic się nie zmienia
Pociągi na wschód, na Sybir, których nie zapomnimy
Rocznica drugiej wielkiej deportacji Polaków na Sybir również domaga się uwagi. W kwietniu 1940 roku sowieckie pociągi zabrały z Kresów dziesiątki tysięcy ludzi. Wyrwani nocą, bez prawa do pożegnania, trafili w bezkresne mrozy Syberii i kazachstańskich stepów. Tam czekała ich nędza, głód i niewolnicza praca.
Świadkowie tych wydarzeń wciąż mówią o chłodzie, który czuć do dziś. Deportowani byli traktowani jak wrogowie systemu – choć często nie rozumieli, co złego zrobili. Nieliczni wrócili po latach. Wielu zmarło z dala od ojczyzny, bez grobu i bez imienia.
Kłamstwo katyńskie trwało pół wieku
Przez dziesiątki lat władze sowieckie obarczały winą za Katyń Niemców. Dopiero w 1990 roku oficjalnie przyznano, że za morderstwo odpowiada NKWD. Winni? Nazwiska padły – Beria, Mierkułow – ale procesów nigdy nie było. Zbrodnia pozostała bezkarna.
Wspomnienie tamtych dni powraca każdego roku. Tym razem także przypomniano, że pamięć to nie tylko historia. To również przestroga. W czasach, gdy prawda historyczna znów jest kwestionowana, a symbole polskiego męczeństwa usuwane z miejsc pamięci na wschodzie, trzeba stawiać opór. Choćby modlitwą i zniczem.
Wśród uczestników uroczystości nie brakowało młodzieży, harcerzy i uczniów szkół. To ważny sygnał, że kolejne pokolenia chcą znać prawdę. Że wiedzą, czym była Golgota Wschodu. Ale potrzeba więcej – nie tylko pamięci, ale też narracji, która obroni prawdę przed zakłamaniem.
Zobacz też: Gdynia pamięta o ofiarach katastrofy smoleńskiej
mn






