Tatuaże z Hitlerem? Przeszłość w Blood and Honour i poręczenie od Karola Nawrockiego? Kim naprawdę jest Grzegorz „Śledziu” Horodko – człowiek, którego zna pół trójmiejskiej sceny politycznej? Na liście jego znajomych jest na pewno obecny wiceminister Jacek Karnowski i premier Polski, Donald Tusk.
Skąd Grzegorz „Śledziu” Horodko w życiorysie Karola Nawrockiego?
Jedną z głośniejszych spraw z powodu kampanii wyborczej stała się znajomość Karola Nawrockiego z Horodką. Dr Karol Nawrocki, obecny prezes IPN i kandydat popierany przez PiS, miał według mediów utrzymywać towarzyskie kontakty z Horodką. Onet ujawnił, że „Śledziu” należał do grona jego znajomych w środowisku kibiców Lechii Gdańsk. Sam Horodko jest legendą wśród chuliganów Lechii, a zarazem zadeklarowanym neonazistą utrzymującym międzynarodowe kontakty ze skrajną prawicą. W mediach społecznościowych znaleziono interakcje między nimi – np. gratulacje od Horodki dla Nawrockiego z okazji nominacji na szefa IPN w 2021 r. („Brawo Karol!!!”).
Nawrocki tłumaczył się z tej znajomości, twierdząc, że poznał Horodkę przypadkowo w trakcie działalności edukacyjnej. Utrzymywał, że jako pracownik IPN prowadził w gdańskim areszcie śledczym prelekcje historyczne dla osadzonych, gdzie Horodko miał być jednym ze słuchaczy.
„Grzegorza Horodko »Śledzia« poznałem w zakładzie karnym w Gdańsku podczas moich zajęć edukacyjnych dla 50 osadzonych, które tam prowadziłem jako pracownik IPN… Horodko był jednym z nich… Wywiązała się dyskusja historyczna. Swoją drogą ciekawa” – opisywał Nawrocki tę sytuację w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Podkreślał przy tym, że nie łączyła ich bliższa relacja ani przyjaźń; po prostu zetknęli się parę razy, m.in. na meczach Lechii czy opłatku dla kombatantów organizowanym przez środowisko kibiców.
„Ot, tyle że się kiedyś minęliśmy, bo chodzimy na ten sam stadion” – bagatelizował Horodko, potwierdzając jednocześnie wersję o poznaniu w więzieniu.
Jednak Służba Więzienna zdementowała opowieść Nawrockiego – według władz aresztu w Gdańsku żaden pracownik IPN (ani sam Nawrocki) nie prowadził tam takich wykładów. To podważyło wiarygodność tłumaczeń kandydata PiS i stało się źródłem medialnych ataków.
Sprawa tych powiązań wywołała ostrą dyskusję polityczną w kampanii wyborczej. Mainstreamowe media punktowały, że to kolejny niewygodny element życiorysu Nawrockiego, obok innych kontaktów z trójmiejskim półświatkiem (jak znajomość z Patrykiem Masiakiem „Wielkim Bu” czy Olgierdem L. ps. „Olo”).

Krytyka Karola Nawrockiego
Politolożka prof. Agnieszka Kasińska-Metryka poszła nawet dalej i nie kryła zdumienia:
„Zaskakują mnie nie tyle znajomości Nawrockiego w półświatku – jakiś »Śledziu« czy »Wielki Bu« – co fakt, że PiS tak kompletnie położył sprawdzenie przeszłości ich kandydata. I to się teraz mści” – mówiła dla Onetu.
Jej zdaniem nominowanie osoby utrzymującej kontakty z neonazistą świadczy bardzo negatywnie o partii rządzącej. Opozycja i niezależni komentatorzy sugerowali, że Nawrocki bagatelizował niebezpieczne związki, a sprawa podważa jego wiarygodność.
Z kolei sztab Karola Nawrockiego starał się odeprzeć zarzuty. Rzeczniczka kandydata w odpowiedzi dla Rzeczpospolitej wyjaśniała, że w 2017 r. Nawrocki i wiele innych osób zareagowało oburzeniem na brutalne traktowanie polskiego kibica przez duńską policję.
„Przemoc i bicie stosowane przez służby innych państw wobec polskich obywateli zawsze muszą wzbudzać naturalny sprzeciw. Niezależnie od tego, kto byłby zatrzymany w takich okolicznościach, sprzeciw budzi forma zatrzymania. Agresja i bicie ze strony obcych służb powoduje, że uzasadnione staje się sprzeciwienie takim działaniom i obrona polskiego obywatela” – tłumaczyła, nie odnosząc się wprost do osoby Horodki.
Była to próba usprawiedliwienia działań Nawrockiego jako motywowanych obroną praw Polaków za granicą, a nie sympatią do skazanego neonazisty. Gdy dziennikarze dopytali wprost, czy Nawrocki potwierdza, że wstawił się za Horodką w 2017 roku, sztab przerwał korespondencję i nie udzielił odpowiedzi.
W międzyczasie wyszło na jaw, że Nawrocki jeszcze w 2017 r. udostępniał w internecie apel o pomoc dla „Śledzia” po jego zatrzymaniu, co wskazuje, że znał sprawę i nie był to dla niego obcy człowiek.
Czytaj też: Kim jest Marta Nawrocka, żona prezesa IPN?
Sylwester Chruszcz i Witold Waszczykowski – interwencje w sprawie zatrzymania
Nie tylko Nawrocki zaangażował się w obronę Horodki po incydencie w Danii we wrześniu 2017 r. Gdy duńska policja aresztowała Horodkę (po burdzie przed meczem Dania–Polska w Kopenhadze), sprawa stała się głośna medialnie. Wiele osób było oburzonych nagraniami, na których duńscy funkcjonariusze biją leżącego Polaka po głowie.
Szybko jednak odkryto, że poszkodowanym nie był „zwykły kibic”, lecz właśnie Grzegorz „Śledziu” Horodko – postać z kryminalną przeszłością i nazistowskimi emblematami. Ówczesne państwo polskie nie pozostawiło go w osamotnieniu. Kilku polityków stanęło w jego obronie, argumentując to zasadami państwa prawa i ochroną obywateli.
Ówczesny poseł ruchu Kukiz’15 Sylwester Chruszcz osobiście zaniósł list w sprawie Horodki do Ambasady Królestwa Danii. Było to oficjalne pismo z prośbą o wyjaśnienia i zapewnienie Horodce należytego traktowania po zatrzymaniu. Jednocześnie ówczesny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zapowiedział interwencję dyplomatyczną.
– „W związku z tym, że jeden Polak został pobity, jest polska interwencja w tej sprawie u władz duńskich” – informował Waszczykowski na konferencji prasowej, dając do zrozumienia, że polski rząd upomni się o wyjaśnienie incydentu.
MSZ oficjalnie monitorowało sprawę poprzez konsula RP w Kopenhadze. Zarówno Chruszcz, jak i Waszczykowski podkreślali, że ich reakcja wynika z oburzenia doniesieniami o brutalności duńskiej policji, a nie z osobistej znajomości z Horodką. W momencie interwencji prawdziwa tożsamość zatrzymanego (jako neonazisty) mogła nie być jeszcze powszechnie znana – polskie media publiczne przedstawiały go wtedy po prostu jako pokrzywdzonego kibica.
Gdy jednak wyszło na jaw, kim jest „Śledziu”, pojawiły się pytania o zasadność tak gorliwej obrony. Politycy nie wycofali się ze swoich działań. Waszczykowski argumentował, że niezależnie od osoby poszkodowanego państwo ma obowiązek reagować, gdy polski obywatel doświadcza przemocy ze strony zagranicznych służb.
Chruszcz natomiast tłumaczył, że działał w imię prawdy o zajściach w Kopenhadze i obrony dobrego imienia polskich kibiców, zszarganego początkowo przez doniesienia o ich rzekomej agresji. Ostatecznie duński sąd skazał Horodkę na 60 dni więzienia i 6-letni zakaz wjazdu do Danii (zaliczając mu na poczet kary 2 miesiące aresztu).
Interwencje polskich polityków nie wpłynęły na wyrok, ale pokazały, że Horodko otrzymał wsparcie nawet na szczeblu rządowym.
Wiktor Osiatyński wziął w obronę “Horodkę”
Na przestrzeni lat Horodko znajdował także obrońców wśród osób ze świata polityki – świata liberalno-lewicowego – i życia publicznego, którzy widzieli w nim kogoś więcej niż tylko „niebezpiecznego neonazistę”. Przykładem jest prof. Wiktor Osiatyński – znany prawnik, wykładowca i obrońca praw człowieka.
Osiatyński już w pierwszej dekadzie XXI wieku zainteresował się przypadkiem Horodki. Na łamach „Gazety Wyborczej” opisywał go jako człowieka, który mimo radykalnej przeszłości stara się działać jako społecznik i wyjść na prostą. W archiwalnym tekście Dużego Formatu (GW) to właśnie Osiatyński publicznie bronił Horodki – podobnie jak samorządowiec Jacek Karnowski – przekonując, że warto dać mu szansę na resocjalizację.
Osiatyński znany był z poglądu, że społeczeństwo powinno wspierać wychodzenie młodych ludzi z ekstremizmów, zamiast ich dożywotnio stygmatyzować. Jego głos stanowił merytoryczną obronę Horodki, opartą na humanistycznych przesłankach, co kontrastowało z czysto politycznymi motywacjami innych orędowników.

Zobacz również: Trzaskowski minimalnie przed Nawrockim. Oficjalne wyniki PKW
Jacek Karnowski wśród znajomych
Jacek Karnowski – prezydent Sopotu (obecnie poseł KO) – odgrywał z kolei główną rolę w próbach zagospodarowania Horodki społecznie. Choć pytanie wyklucza Karnowskiego z grona poszukiwanych postaci, warto wspomnieć, że to on na szczeblu lokalnym umożliwił Horodce działalność prospołeczną. Już w 2002 r.
Karnowski przełamywał własne obawy wobec znanego skinheada:
„Na początku wzbudzał we mnie przerażenie. Okazało się jednak, że jest słowny, inteligentny. Gdyby wyrastał w innym środowisku, zrobiłby karierę” – mówił o Horodce, którego znał z Sopotu.
Miasto Sopot pod rządami Karnowskiego wspierało inicjatywy z udziałem Horodki – jak wynika z relacji medialnych, przekazywano nawet fundusze na projekty przez niego prowadzone. Horodko udzielał się jako animator sportu i wydarzeń patriotycznych: organizował turnieje piłkarskie, pomagał w świetlicach dla młodzieży, a także współorganizował wspomniane wcześniej kibicowskie spotkania opłatkowe dla kombatantów.
W tych ostatnich uczestniczyli zarówno fani Lechii, jak i kombatanci AK, przy wsparciu lokalnych władz oraz IPN – stąd bywał na nich i Karnowski, i Nawrocki. Karnowski wielokrotnie publicznie stanął w obronie Horodki, argumentując, że każdy zasługuje na drugą szansę, a dawny „Skin” może być wartościowym społecznikiem.
Takie opinie nie były jednak powszechnie podzielane – krytycy zarzucali wtedy Karnowskiemu naiwność lub cynizm polityczny.

Medialne kontrowersje, krytyka i próby odwrócenia uwagi
Powiązania rozmaitych polityków z Grzegorzem „Śledziem” Horodką stały się tematem medialnych kontrowersji, zwłaszcza gdy wyszły na jaw w kontekście walki politycznej. Krytyczne głosy dominowały w prasie głównego nurtu: Rzeczpospolita, Onet, Gazeta Wyborcza i inne tytuły przedstawiały Horodkę jako groźnego neonazistę, a kontakty z nim – jako obciążenie wizerunkowe dla osób publicznych. Wytykano np., że Karol Nawrocki dopiero pod naciskiem mediów przyznał się do znajomości ze „Śledziem”, a i tak próbował ją umniejszać wbrew faktom.
Podnoszono pytanie, czy politycy powinni angażować się w obronę kogoś o takiej reputacji.
Pojawiły się też głosy obronne – zwłaszcza z obozu rządowego i prawej strony sceny. Rzecznik IPN oraz sprzyjające PiS media usiłowały zdyskredytować doniesienia Onetu, przedstawiając je jako „atak polityczny” i przypominając o domniemanych sukcesach Nawrockiego w IPN. Sam Horodko, znany z dosadnego języka, próbował z kolei odwrócić narrację i zagroził ujawnieniem swoich kontaktów z politykami opozycji. W wulgarnym wpisie na Facebooku szydził, że skoro TVN i liberalne media nazywają go kumplem ludzi PiS, to on pokaże zdjęcia z liderami Platformy Obywatelskiej.
Chwalił się, że z Donaldem Tuskiem wypił „morze piwa”, a z Jackiem Karnowskim „trochę wódy” – dodając, że ma fotografie z tych spotkań. Wspomniał też o obecności śp. Macieja Płażyńskiego przy jednej z okazji. Była to próba wskazania, że „Śledzia” znają nie tylko politycy PiS, ale i czołowi działacze obozu liberalnego.
Rzeczywiście, Horodko bywał widywany w znanym sopockim klubie SPATiF, w którym w latach 2000. spotykała się śmietanka lokalnej polityki – stąd najpewniej pochodzą jego zdjęcia z Tuskiem czy Płażyńskim. Sugestie Horodki wykorzystali propagandyści prorządowi: np. dziennikarz Piotr Nisztor insynuował, że Horodko to wręcz „sąsiad Donalda Tuska” z Sopotu i kompan do gry w piłkę. Te próby rozmycia afery nie zmieniły jednak ogólnego wydźwięku dyskusji.
Horodko był zwyczajnie wszędzie
Podsumowując, Grzegorz „Śledziu” Horodko okazał się postacią, która splata losy skrajnego światka kibolskiego z polską polityką na różnych szczeblach. Znani politycy – od samorządowców po ministrów – mieli z nim kontakty lub zabierali głos w jego obronie. Jedni (jak Karnowski czy Osiatyński) czynili to w imię resocjalizacji i wspólnego dobra, drudzy (jak Nawrocki, Chruszcz, Waszczykowski) reagowali doraźnie, broniąc go jako „naszego obywatela” w określonym kontekście.
Działania te były uzasadniane troską o prawa człowieka, patriotyzmem lub wartościami chrześcijańskimi (wybaczenie win), ale zderzyły się z ostrą krytyką medialną. Wielu obserwatorów uważało, że politycy powinni bardziej roztropnie dobierać znajomych i nie legitymizować ekstremistów swoją przychylnością. Obrońcy Horodki odpowiadali natomiast, że każdemu należy dać szansę poprawy, a oceniać można tylko konkretne czyny – np. to, że Horodko realnie pomagał w pewnych inicjatywach społecznych.
Spór ten teraz wpisał się w szerszy kontekst politycznych przepychanek w Polsce: każda ze stron stara się wykorzystać wątek „Śledzia” do zdyskredytowania przeciwnika (czy to PiS za kumplowanie się z neonazistą, czy PO za hipokryzję, bo też go znali). Ostatecznie przypadek Horodki unaocznił, jak wrażliwe jest przenikanie się polityki z subkulturami skrajnymi – i jak ważna jest transparentność w kontaktach osób publicznych.

Przeczytaj też: Karol Nawrocki i “Wielki Bu”. Polityczne harakiri?
Źródła: Rzeczpospolita; Onet; Gazeta Wyborcza/Duży Format; Radio Gdańsk; wypowiedzi polityków cyt. za TVN24, Polsat, RMF24; Onet (archiwum GW); wpisy w mediach społecznościowych.

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






