To nie było spokojne spotkanie informacyjne. To było starcie emocji z urzędowym językiem. Rodzice dzieci z niepublicznego przedszkola “Stokrotka” na gdańskim Przymorzu Małym przyszli, bo poczuli, że są pomijani – decyzje zapadły, a oni mają się z nią pogodzić. Miasto planuje likwidację niepublicznego przedszkola. W jego miejscu ma powstać placówka dla osób niepełnosprawnych. Koszt inwestycji to około 11 mln zł. Rodzice mówią jasno: nie zgadzamy się.
Spotkanie, które od początku było nerwowe
Warto jednak podkreślić na wstępie, że przedszkole “Stokrotka” położone przy ul. Arkońskiej działa od wielu lat. To część historii dzielnicy Przymorze Małe. To było miejsce obowiązkowe w drodze do dorosłości dla wielu pokoleń. Budynek jednak należy do miasta, a obecna placówka edukacyjna jest jego dzierżawcą.
Już pierwsze wypowiedzi pokazały, że to nie będzie rozmowa o detalach. Rodzice pytali o przyszłość dzieci, urzędnicy odpowiadali procedurami. Padały pytania o rekrutację, o liczbę dzieci na osiedlu, o to, dlaczego miasto zakłada spadek zapotrzebowania na miejsca w przedszkolach, skoro na Przymorzu Małym widać coraz więcej młodych rodzin, a w miejscu centrum handlowego Alfa Centrum, ma powstać blok na 800 mieszkań.
Jeden z rodziców zwrócił uwagę, że obecnie w Stokrotce uczy się około 70 dzieci (120 przed rozpoczęciem wygaszania). Dyrekcja prowadzi rekrutację i, jak podkreślano, na osiedlu nie brakuje rodziców z wózkami. Problem w tym, że przyszłość placówki wisi na włosku.
Od początku przewijał się jeden wątek. Przez lata nikt nie mówił o likwidacji. Były rozmowy o zmniejszeniu powierzchni, o ewentualnym współdzieleniu budynku, o kompromisie. O zamknięciu przedszkola nie było mowy.
Pisma, których nikt nie widział
Rodzice i dyrekcja wracali do dokumentów. Kluczowe pismo datowane na 14 sierpnia 2024 roku, w którym miasto informuje, że po 30 czerwca 2026 dalsze użytkowanie budynku przez przedszkole nie będzie możliwe.
Problem w tym, że przedszkole tego pisma nie otrzymało. Nie ma potwierdzenia odbioru. Padały pytania, czy dokument faktycznie został doręczony. W tym samym dniu z urzędu wyszły dwa pisma. Jedno mówiło o częściowym użytkowaniu budynku, drugie o całkowitym braku możliwości przedłużenia umowy.
Rodzice pytali wprost: jak mamy planować przyszłość dzieci, skoro nawet dokumenty z jednego urzędu są ze sobą sprzeczne?

Czytaj więcej: Skandal w gdańskim przedszkolu. Opiekunka szarpała dziecko
Prezydent Dulkiewicz: potrzeby są coraz większe
Na pytania rodziców odpowiadała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Podkreślała, że miasto musi reagować na zmieniające się potrzeby społeczne.
Osób z niepełnosprawnościami jest coraz więcej. To są realne potrzeby. Chcemy tworzyć miejsca, które umożliwią im możliwie samodzielne życie, z dostępem do opieki wytchnieniowej i aktywizacji – mówiła.
Prezydent tłumaczyła, że miasto szukało budynków, w których takie funkcje można realizować. Wskazywała na środki dostępne w ramach zintegrowanych inwestycji terytorialnych i na to, że program narzuca konkretne warunki.
Ten mechanizm finansowania jest tak skonstruowany, że po modernizacji nie można łączyć funkcji edukacyjnej i społecznej – wyjaśniała. – To nie jest decyzja polityczna, tylko warunek programu.
W innym fragmencie zapewniała, że intencją miasta było stopniowe wygaszanie funkcji przedszkolnej, a nie nagłe zamknięcie. Podkreślała, że analizowano wariant kompromisowy, ale ze względów technicznych i formalnych okazał się niemożliwy.
Jej wypowiedzi nie uspokoiły sali.
Prezydent Gdańska dopytywana przez portal wbijamszpile.pl o to, czy nie ma żadnej innej nieruchomości na Przymorzu Małym, gdzie można przenieść przedszkole, Aleksandra Dulkiewicz stwierdziła, że sprawdzali dokładnie, czy jest gdzieś taki obiekt, do którego można przenieść placówkę, ale nie udało się.
Tymczasem jeden z rodziców wskazał taką nieruchomość należącą do Skarbu Państwa, miasto obiecało sprawdzić lokalizację.
11 mln zł, które zamykają dyskusję
Momentem przełomowym była informacja o kosztach. Około 11 mln zł. Tyle ma kosztować nowa placówka dla osób niepełnosprawnych. Przy tych pieniądzach, jak usłyszeli rodzice, nie ma już miejsca na kompromisy.
Padło pytanie, czy naprawdę nie da się wygospodarować choćby kilku sal dla przedszkola po remoncie. Odpowiedź była jednoznaczna. Nie. Program wyklucza takie rozwiązanie. Ktoś z sali rzucił gorzko: czyli pieniądze są ważniejsze od dzieci. To zdanie wywołało poruszenie, ale nie doczekało się konkretnej riposty.
Radny dzielnicy Przymorze Małe, Piotr Bednarski zauważył, że miasto rzuca na jedną szalę kwestię dzieci, a na drugą niepełnosprawnych. Jego zdaniem to próba nieuczciwego podejścia. Dulkiewicz odpowiedziała krótko, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i będziemy potrzebować obiektów częściej właśnie dla niepełnosprawnych.
Zobacz: Sanepid ujawnił nieścisłości w przedszkolu. Miasto i kuratorium ich nie widzi
Dane kontra życie
Urzędnicy przywoływali statystyki. Według danych ze stycznia 2026 roku w rejonie Przymorza Małego i Wielkiego ma być kilkadziesiąt wolnych miejsc w przedszkolach publicznych i niepublicznych. Miasto mówi o trendzie spadkowym i o tym, że liczba wolnych miejsc rośnie.
Rodzice mówili o czymś innym. O dojazdach. O pracy zmianowej. O tym, że wolne miejsca są w innych rocznikach albo kilka kilometrów dalej. Padały konkretne liczby. 4 wolne miejsca dla czterolatków. Kilkanaście dla pięciolatków. To nie rozwiązuje problemu kilkudziesięciu rodzin z jednej dzielnicy.
W tle pojawił się też temat nowych inwestycji mieszkaniowych. W promieniu kilkunastu minut ma powstać około 950 mieszkań. Rodzice pytali, czy ktoś realnie sprawdził, jak to wpłynie na zapotrzebowanie na miejsca w przedszkolach.
Straż pożarna i atmosfera presji
Dodatkowym wątkiem były kwestie ppoż – straż pożarna miała zastrzeżenia do budynku, w którym jest przedszkole. Miasto podkreślało, że jej decyzje są niezależne. Rodzice mówili jednak o strachu. O poczuciu, że każda kontrola może być użyta jako argument za zamknięciem placówki.
Prezydent Dulkiewicz zapewniała, że przedszkole może funkcjonować do końca sierpnia 2027 roku, jeśli spełni wymogi bezpieczeństwa. Dla wielu rodziców to za mało. Ich dzieci dopiero zaczęły edukację. One nie zdążą jej tam skończyć.
Czy to naprawdę tylko zbieg okoliczności?
Bez rozstrzygnięcia, ale z zapowiedzią dalszego sporu
Spotkanie zakończyło się bez przełomu. Miasto nie wycofało się z planów.
Spotkanie zakończyło się okrzykami: dymisja!
Nie odpuścimy i będziemy sprawdzali jakie lokale gminne i skarbu państwa można wykorzystać na ośrodek dla osób niepełnosprawnych. Damy radę – zapowiada radny miejski z PIS Przemysław Majewski, obecny na spotkaniu.
Wtórowali mu tam Andrzej Skiba i Barbara Imianowska – również rajcy z PiS.
Jedno było pewne. Spotkanie to nie była zwykła dyskusja o nieruchomości. To była rozmowa o tym, jak w Gdańsku waży się potrzeby różnych grup społecznych. I o tym, że na Przymorzu Małym dzieci i osoby niepełnosprawne postawiono po przeciwnych stronach barykady.
Zobacz też: Gdańsk nie radzi sobie ze śniegiem. Opozycja uderza w Dulkiewicz
mn

