W Polsce 2050 wrze. Miało być świeżo i demokratycznie, a są oskarżenia o „uchwałę kagańcową”. Posłowie mówią o symbolicznym końcu projektu. I to nie z ław opozycji, lecz z własnych szeregów.
Uchwała, która podzieliła partię
Sobotnia Rada Krajowa miała uspokoić nastroje. Zamiast tego dolała oliwy do ognia. Przyjęto uchwałę, która zobowiązuje członków do wstrzymania eskalacji napięć do Zjazdu Krajowego 21 marca. Ma też zawiesić postępowania dyscyplinarne i wstrzymać zmiany personalne w organach publicznych.
Brzmi jak próba rozejmu. W praktyce wywołało to bunt. Paulina Hennig-Kloska mówi wprost o „uchwale kagańcowej”. Jej zdaniem została przegłosowana „trochę ustawioną większością”. Twierdzi, że odbiera parlamentarzystom prawo decydowania o sobie. I że to przewodnicząca ma decydować, kto stanie na czele klubu.
Nie zapisywaliśmy się do partii, w której zabiera się ludziom głos – podkreśla.
Symboliczny koniec projektu
Aleksandra Leo nie owija w bawełnę. Nazywa to „symbolicznym końcem Polski 2050”, do której wstępowała. Miała być demokratyczna. Solidarna. Zielona.
Hennig-Kloska mówi o „cementowaniu władzy”. Padają mocne porównania. Nawet do rozwiązań forsowanych kiedyś w Prokuraturze Krajowej. Emocje są duże. I trudno się dziwić. Różnica głosów w wyborach na przewodniczącą była niewielka. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wygrała, ale jej rywalka miała niemal tyle samo poparcia.
W klubie jest 31 posłów. Każdy mandat ma znaczenie. Po obradach z partii odeszła Żaneta Cwalina-Śliwowska. Wskazała na wątpliwości co do sposobu zwołania Rady Krajowej. Zasugerowała brak przejrzystości i możliwe naruszenie regulaminu. To już nie jest drobna rysa. To pęknięcie.
Czytaj więcej: Awaria w Polsce 2050. Wybory lidera unieważnione
Niesmak i nerwy
Nie wszyscy widzą sytuację tak samo. Łukasz Osmalak mówi o różnicy zdań, która trwa od dawna. Sugeruje, że niektórzy „nie trzymają ciśnienia”. I że reagują nerwowo, bo sprawy nie potoczyły się po ich myśli. Michał Gramatyka mówi o „dużym niesmaku”. Twierdzi, że część kolegów próbuje walczyć metodami, które z demokracją mają niewiele wspólnego. Podkreśla, że teraz czas na pracę, a nie wewnętrzne wojny.
Problem w tym, że wyborcy widzą chaos.
Polska 2050 współtworzy koalicję rządową z KO, PSL i Lewicą. Miała być języczkiem u wagi. Projektem nowej jakości. Tymczasem partia boryka się z kryzysem zaufania. Tak przynajmniej mówią jej liderzy. Hennig-Kloska przyznaje, że ugrupowanie ma „ogromny problem” z zaufaniem społecznym. I że takie działania odbierają mu tlen. Jeśli nie ma zaufania wewnątrz klubu, trudno oczekiwać go od sympatyków.
Polityka nie znosi próżni. Wyborca też nie czeka w nieskończoność. Do Zjazdu Krajowego zostało kilka tygodni. To może być moment przesilenia. Albo próba zszycia rozdarcia, które już widać gołym okiem.
Jedno jest pewne. Mit partii bez wewnętrznych wojen właśnie się rozsypał. A odbudowa zaufania to proces, który trwa miesiące, czasem lata. W polityce to wieczność. Zobacz też: Napięcia w koalicji. Kto zyska, kto straci?
Zobacz też: Członek PZPR marszałkiem Sejmu. Tak, to się dzieje
mn






