Tragedia, która wydarzyła się 13 grudnia 1961 roku na statku M/S „Maria Konopnicka”, na długo pozostała tematem tabu. Przez dziesięciolecia ofiary pozostały bezimienne, a winni – bezkarni. Tego dnia, w samym sercu Stoczni Gdańskiej, w żarze i dusznej ciszy zadymionej maszynowni, życie straciło 22 stoczniowców. Choć wciąż nie wiadomo, dlaczego nie podjęto działań, które mogłyby uratować uwięzionych, nie milkną głosy, że władze bały się zniszczenia statku przeznaczonego dla ZSRR.
Trzy fakty:
- W wyniku zaniedbań zginęło 22 pracowników, mimo że można było ich uratować.
- Przez ponad 40 lat ofiary nie miały nawet imiennej tablicy pamiątkowej.
- Po tragedii wprowadzono obowiązkowe oznaczenia miejsc ewakuacyjnych w kadłubach statków.
Plan był święty, ludzie byli tylko narzędziem
Statek M/S „Maria Konopnicka” powstawał jako część eksportowego kontraktu dla ZSRR. Miał być jednym z dziesięciotysięczników – dumą stoczni i dowodem wydolności gospodarki planowej PRL. Kiedy do planowanego przekazania statku pozostały trzy dni, a liczba usterek sięgała dziesiątek, dyrekcja stoczni nie zawahała się: do prac skierowano trzystu robotników. Tempo, nie bezpieczeństwo, miało znaczenie.
W atmosferze pośpiechu doszło do katastrofy. Rurociąg dostarczający paliwo został odłączony przez jedną z ekip w celu poprawy spawów. Nieświadomy tego drugi pracownik odkręcił zawór. Ropa zalała spawacza, który spłonął natychmiast. Pożar zaczął rozprzestrzeniać się błyskawicznie przez zalane ropą pomieszczenia.
Zamknięci żywcem i opuszczeni przez system
Pożar wybuchł w części statku, która błyskawicznie została odcięta przez zamykające się automatycznie śluzy. Miały one zatrzymać ogień, ale tym razem odcięły drogę ucieczki. Dwudziestu dwóch pracowników znalazło się w pułapce, bez szansy na ewakuację. Schronili się w maszynowni. Nie objęła jej fala ognia, ale nie było z niej wyjścia.
Pojawiła się szansa na ratunek. Uwięzieni dawali sygnały – walili młotami w poszycie statku. Strażacy dotarli na miejsce, ale bez odpowiedniego sprzętu – nie mieli ani aparatów oddechowych, ani ubrań ognioodpornych. Najbardziej dramatyczne okazało się jednak oczekiwanie na decyzję z Warszawy. Przez długie godziny czekano, czy można przeciąć kadłub i wyciągnąć robotników. Kiedy decyzja nadeszła – było już za późno. Ciała wyciągano spalone i przymocowane do blach.
Czytaj więcej: Dźwig stoczniowy wpadł do kanału żeglugowego [NAGRANIE]
Czy życie przegrało z polityką?
Nie brakowało pogłosek, że powodem zwłoki była obawa przed zniszczeniem kadłuba statku przeznaczonego dla sowieckiego odbiorcy. Dla władz ważniejsza mogła być realizacja planu niż ratowanie ludzi. Oficjalne tłumaczenie mówiło o zagrożeniu rozprzestrzenieniem ognia przy dopływie tlenu.
Śledztwo nie przyniosło skutków. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Rodziny ofiar musiały walczyć o pamięć – dopiero w 2004 roku odsłonięto przed stocznią tablicę, na której nie umieszczono nawet imion i nazwisk. Różne źródła podają, że ofiar było 21 lub 22.
Od tej tragedii na każdym statku budowanym w Polsce wprowadzono obowiązkowe miejsce w kadłubie do szybkiego rozcięcia w razie potrzeby. Można było to wprowadzić wcześniej. Można było uratować 22 ludzi.
Ofiary pożaru na m/s „Konopnicka”:
- Eugeniusz Antosik (27 lat) – hydraulik, Wydział W-2, Stocznia Gdańska
- Władysław Bereza (43 lata) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Kazimierz Bujnowski (38 lat) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Hubert Dawidowski (21 lat) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Jan Grudziński (27 lat) – IV mechanik, Polskie Linie Oceaniczne
- Ryszard Hyra (36 lat) – smarownik, Wydział P-1, Stocznia Gdańska
- Tadeusz Kaczor (37 lat) – palacz okrętowy, Wydział P-1, Stocznia Gdańska
- Jan Kania (50 lat) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Włodzimierz Korol (53 lata) – monter maszyn, Wydział P-1, Stocznia Gdańska
- Stanisław Korzeniowski (45 lat) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Leon Labuda (23 lata) – ślusarz-elektryk, Wydział W-4, Stocznia Gdańska
- Mieczysław Lisiak (28 lat) – monter maszyn, Wydział P-1, Stocznia Gdańska
- Michał Nikowicz (28 lat) – ślusarz, Wydział W-3, Stocznia Gdańska
- NN – dane nieustalone
- Stanisław Nowicki (34 lata) – elektryk, Zakłady Okrętowych Urządzeń Elektrycznych
- Zdzisław Nowosad (32 lata) – motorzysta, Polskie Linie Oceaniczne
- Józef Rulko (35 lat) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Józef Runowski (31 lat) – brygadzista, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Zygmunt Szczepanowski (33 lata) – budowniczy statku, Wydział TP, Stocznia Gdańska
- Jan Tałanda (53 lata) – monter maszyn, Wydział P-1, Stocznia Gdańska
- Klemens Zieliński (53 lata) – robotnik, Spółdzielcze Przedsiębiorstwo Usług Morskich „Port Service”
- Wiktor Zychlak (Zychalak) (23 lata) – monter rurociągów, Wydział W-2, Stocznia Gdańska
Zobacz też: Stocznia Gdańska: od strajków do upadłości. Kto odpowiada za koniec legendy?
mn






