Trzymali ją w kajdankach, jakby była zagrożeniem. Choć właśnie straciła syna. Nie dopuścili, by go wcześniej przytuliła, pożegnała, ucałowała. Oskar, czteroletni chłopiec, zmarł po czterech dniach w rodzinie zastępczej. Zabrany, jak paczka, od matki, która została wsadzona do więzienia za niezapłacone mandaty. Babcia i prababcia błagały, by zostawić dzieci w rodzinie. Urzędnicy uznali, że lepiej wiedzą, co dla nich dobre.
Fakty, które zostają w pamięci:
- Czteroletni chłopiec zmarł cztery dni po odebraniu od matki i przekazaniu rodzinie zastępczej.
- Matkę skuli i przywieźli na pogrzeb w więziennym uniformie – jak zbrodniarkę.
- Rodzina prosiła, by dzieci zostały w domu – państwo nie wysłuchało.
Dzieci odebrane, matka zamknięta – państwo wiedziało lepiej
Warszawa, XXI wiek. Sprawę poznaliśmy w programie interwencja. Kobieta trafia do więzienia, bo nie opłaciła mandatów. Jej dzieci – trzyletnia Lenka i czteroletni Oskar – zostają odebrane. Ojciec nieobecny, bo pracuje na budowach, babcia i prababcia gotowe do opieki. Ale nie, procedury ważniejsze. Urzędnicy wysyłają dzieci do obcych ludzi. Czterolatkowi wystarczyły cztery dni, by stracić życie.
Czy ktoś zapytał, czy bał się w nowym miejscu? Czy płakał za mamą? Czy prosił, by wrócić? Te pytania nie padły w dokumentach urzędników. Dla systemu był tylko jednym z „przypadków”.
Matka prowadzona jak więzień. Na pogrzebie własnego dziecka
Gdy przyszło do pożegnania, nie pozwolili jej nawet ubrać się jak człowiek. Kajdanki zespolone na nogach i rękach, zielony uniform więzienny. Kobieta ledwo trzymała się na nogach.
Cały czas jest na lekach uspokajających – mówiła babcia dziecka.
Wyglądało to okropnie – dodaje sąsiadka.
Cmentarz w Warszawie stał się sceną, która przeszła granice ludzkiej przyzwoitości.
Zdjęcia z pogrzebu obiegły internet. Tysiące osób nie mogły uwierzyć.
Czy was Bóg opuścił? – pytał dziennikarz Grzegorz Wszołek. – Państwo Tuska i Bodnara to państwo stalinowskie – pisano na profilu Konfederacji Korony Polskiej.
Czytaj więcej: Maja z Mławy nie żyje. Ojciec ujawnia wstrząsające szczegóły
Policja o sprawie
Po nagłośnieniu sprawy matki czteroletniego Oskara, która wzięła udział w pogrzebie dziecka skuta kajdankami, głos zabrała policja. Formacja stanowczo zdementowała informacje, jakoby kobieta odbywała karę pozbawienia wolności za niezapłacone mandaty.
Informacje przekazywane opinii publicznej przez część mediów i polityków, że przyczynę odbywania kary pozbawienia wolności stanowią ‘niezapłacone mandaty’, są nieprawdziwe i wprowadzają w błąd – podkreślono w oficjalnym komunikacie.
Policja zaznaczyła, że kobieta została skazana za przestępstwo oszustwa z artykułu 286 kodeksu karnego. Czynności funkcjonariuszy ograniczyły się do doprowadzenia skazanej do zakładu karnego. Jak wskazano, policja nie miała żadnego wpływu na organizację jej udziału w pogrzebie dziecka ani na sposób, w jaki ten udział się odbył.
Prawo silniejsze niż serce. System, który niszczy słabszych – kobieta w kajdankach
Czy naprawdę nie dało się inaczej? Czy matka dwojga dzieci, za kilka niezapłaconych mandatów, musiała trafić do więzienia? Czy w kraju, który zapewnia o ochronie rodziny, nie można było zostawić dzieci z babcią, która gotowa była rzucić wszystko?
W sprawie nie chodzi o jedną decyzję. Chodzi o cały system. System bez empatii. Bez zdolności do refleksji. System, który traktuje ludzi jak numery w rejestrze. A ich tragedie – jak drobny błąd w arkuszu kalkulacyjnym.
Ta historia to nie wyjątek. To obraz państwa, które nie działa dla obywatela, ale przeciw niemu. Kiedyś zabrali ci godność, dziś mogą odebrać dziecko.
Zobacz też: Wenezuelczyk brutalnie zaatakował 24-latkę w Toruniu. Zarzuty
mn






