Były wiceminister sportu i turystyki Łukasz Mejza, obecnie poseł Prawa i Sprawiedliwości, znów znalazł się w centrum uwagi. Policjanci z drogówki zatrzymali go na ekspresówce S3 w okolicy Polkowic, gdy pędził samochodem z prędkością 200 kilometrów na godzinę. Funkcjonariusze zaproponowali mu mandat w wysokości dwóch i pół tysiąca złotych, lecz Mejza odmówił przyjęcia – powołując się na immunitet poselski.
Trzy fakty:
- Mejza przekroczył prędkość niemal dwukrotnie, jadąc 200 km/h w terenie z ograniczeniem.
- Policjantom odmówił przyjęcia mandatu, powołując się na immunitet.
- To kolejny incydent z udziałem posła, niedawno ukaranego przez Komisję Etyki Poselskiej.
200 na liczniku i żadnych konsekwencji?
Jak podaje RMF FM, do zdarzenia doszło we wtorek, 14 października. Patrol drogówki zatrzymał pędzące auto posła na odcinku drogi S3 w rejonie Polkowic. Gdy funkcjonariusze poinformowali go o przekroczeniu prędkości, Mejza miał odpowiedzieć, że jako parlamentarzysta nie przyjmie mandatu. Policjanci sporządzą teraz wniosek o ukaranie, który trafi do Marszałka Sejmu.
W sieci zawrzało – internauci zwracają uwagę, że politycy często traktują immunitet jak tarczę ochronną przed odpowiedzialnością, a nie jak narzędzie służące niezależności mandatu.
Czytaj więcej: Policyjny pościg na Żuławach. Kierujący jechał 200 km/h
Nie pierwszy raz w centrum afery
To nie pierwsze kontrowersje wokół Łukasza Mejzy. Zaledwie kilka dni wcześniej Komisja Etyki Poselskiej ukarała go naganą za obrażenie senatora Wadima Tyszkiewicza. Do zdarzenia miało dojść w kwietniu w Nowym Domu Poselskim – Mejza miał krzyczeć do senatora, nazywając go „chorym psychicznie oszustem”, a słowa posła miały być pełne wulgaryzmów.
Polityk bronił się, twierdząc, że to Tyszkiewicz zaczepił go pierwszy. Komisja nie miała jednak wątpliwości i uznała zachowanie Mejzy za niegodne parlamentarzysty.
Polityk, który nie schodzi z nagłówków
Łukasz Mejza, mimo młodego wieku, już kilkukrotnie znalazł się na czołówkach mediów – wcześniej głośno było o jego działalności biznesowej i kontrowersyjnych projektach rzekomo „leczących nieuleczalne choroby”. Teraz znów pokazuje, że nie boi się prędkości – ani tej drogowej, ani politycznej.
Internauci ironizują, że Mejza jest jedynym kierowcą w Polsce, który może „legalnie” jeździć 200 km/h, jeśli tylko zdąży przypomnieć sobie o immunitecie.
Zobacz też: Szalony rajd Mustangiem. 181 km/h, kokaina i brak prawa jazdy
mn






