Gdańsk ogłasza przetarg na projekt przebudowy najbardziej zużytego torowiska tramwajowego przy Operze Bałtyckiej w ciągu al. Hallera. Zamiast jednak myśleć odważnie i przyszłościowo, miasto znów wybiera bezpieczną drogę remontu starego układu. Czy nie pora postawić pytanie: dlaczego nie zaprojektować zupełnie nowego przebiegu trasy, który stworzy realną integrację z koleją i podniesie komfort mieszkańców? Powstałby węzeł przesiadkowy.
Trzy szybkie fakty:
- Obecna trasa tramwaju nie umożliwia wygodnych przesiadek na SKM Politechnika.
- Prosty przebieg torów przez nasyp kolejowy jest fizycznie możliwy i technicznie wykonalny.
- Miasto stawia na doraźny remont, mimo że inwestycja alternatywna stworzyłaby nowe centrum przesiadkowe.
Dlaczego nie nowa trasa zamiast liftingu starej?
Odcinek torowiska przy Operze Bałtyckiej to dziś jeden z największych komunikacyjnych absurdów Gdańska. Tramwaj porusza się tu wolno, między pasami jezdni, po fatalnej nawierzchni. Miasto planuje wydać niemal 2 mln zł na dokumentację projektową dla remontu tego układu – zamiast pomyśleć o przebudowie całego rozwiązania komunikacyjnego w tej części Wrzeszcza.
Po skręcie z al. Zwycięstwa, tramwaj mógłby jechać prosto, równolegle do obecnej linii kolejowej. Przecięcie z nasypem kolejowym, które dziś stanowi barierę, można pokonać przy użyciu tunelu w istniejącym przesmyku – dokładnie pod przystankiem SKM Politechnika.

Zintegrowany węzeł komunikacyjny – szansa, którą Gdańsk odrzuca
Nowy przebieg trasy tramwajowej stworzyłby prawdziwe centrum przesiadkowe. SKM Politechnika to dziś stacja z dużym potencjałem, który pozostaje niewykorzystany. Z przystanku tramwajowego przy Operze trzeba do niej iść pieszo niemal 300 metrów. Z Wyspiaskiego – pół kilometra.
Gdyby tramwaj jechał wzdłuż obecnego nasypu, w rejonie obecnej stacji SKM możliwe byłoby zbudowanie wspólnego przystanku tramwajowo-autobusowo-kolejowego. Pasażerowie mogliby się przesiadać bez wychodzenia na ulicę, bez przeciskania się między zaparkowanymi samochodami i bez konieczności pokonywania dziesiątek schodów.
Co więcej, za nasypem kolejowym – po stronie ul. Klinicznej – istnieje już korytarz ciepłowniczy – szeroki i przystosowany – pod którym można przeprowadzić trasę tramwajową. To nie wizja rodem z futurystycznych planów, tylko konkretna infrastruktura, która już czeka.
Miasto na ten cel ma też rezerwę terenową.
Czytaj więcej: Armii Krajowej zwężona do jednego pasa. Budowa rowerostrady

Remont torowiska to nie wizja, to doraźność – czekamy na węzeł przesiadkowy
Zamiast nowego rozwiązania, miasto decyduje się na kosztowny lifting starego odcinka. Chodniki, jezdnia, odwodnienie – to wszystko trzeba będzie robić jeszcze raz, gdy kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, że torowisko jednak warto przenieść.
Stary wiadukt? Może zostać w całości oddany samochodom, rowerzystom i pieszym. Można tam wyznaczyć pasy dla aut, szerokie ścieżki rowerowe, dodatkowe miejsca postojowe – bez konieczności dzielenia przestrzeni z tramwajem. Przestrzeń miejska w tym miejscu zyskałaby zupełnie nową jakość.
Koszt nowej trasy? Z pewnością większy niż remont. Ale czy miasto nie powinno inwestować w rozwiązania długofalowe, które zmienią oblicze komunikacji publicznej na dekady? Czy warto łatać stare, zamiast budować lepsze?
Zobacz też: Kiedy otwarcie OMT? GDDKiA wskazała termin

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






