Mieszkańcy Gdańska pytają: gdzie są ławki i leżaki za 200 tys. zł? (FOTO: Krzysztof Skrzypski/FB)

Mieszkańcy Gdańska pytają: gdzie są ławki i leżaki za 200 tys. zł?

W gdańskiej dzielnicy Przymorze Wielkie mieszkańcy wskazują na nieprawidłowości w realizacji zadania z Zielonego Budżetu Obywatelskiego – „Skweru Kwitnących Wiśni”. Za kwotę 300 tys. zł miała powstać zielona przestrzeń spotkań z pełnym wyposażeniem. Tymczasem, według lokalnych relacji, na miejscu nie ma ani ławek, ani leżaków, ani stylizowanej bramy. Równocześnie, w sąsiedniej dzielnicy Oliwa, tamtejsza rada przygotowuje uchwałę o zapytanie dotyczące możliwości samorozwiązania. Oba wydarzenia pokazują napięcia między mieszkańcami, dzielnicami a miastem Gdańsk.

Trzy szybkie fakty:

  1. Rada Dzielnicy Oliwa przyjęła uchwałę ws. wystąpienia do miasta o informacje prawne w sprawie samorozwiązania.
  2. Projekt „Skweru Kwitnących Wiśni” zakładał kompleksową przestrzeń rekreacyjną – z większością elementów nieukończoną.
  3. Mieszkańcy pytają o 200 tys. zł z drugiego etapu projektu, które – ich zdaniem – nie zostały widocznie spożytkowane.

Skwer kwitnących obietnic, czyli co zniknęło z planów

Zaczęło się od pomysłu, który zdobył serca mieszkańców. „Skwer Kwitnących Wiśni” miał być nową, zieloną wizytówką dzielnicy Przymorze Wielkie. W pierwszym etapie (Zielony Budżet Obywatelski 2021) za 100 tys. zł wykonano alejki, zabezpieczono drzewostan i uporządkowano teren. Ten etap został zrealizowany. Drugi etap – na papierze jeszcze bogatszy – miał kosztować aż 200 tys. zł.

Według opisu, mieszkańcy głosowali na projekt zakładający:

  • nasadzenie ozdobnych drzew wiśni oraz zieleni uzupełniającej,
  • montaż ławek, w tym bujanych,
  • ławki połączone z biblioteczką plenerową,
  • stół biesiadny, leżaki,
  • fontannę do picia,
  • elementy wodne i stylizowaną bramę tori.

Po realizacji etapu drugiego mieszkańcy – w tym radny dzielnicy Krzysztof Skrzypski – opublikowali zdjęcia , pod którymi pojawiały się liczne komentarze. Na miejscu widoczne były głównie ścieżki i nasadzenia. Ławek nie było. Leżaków nie było. Bramy – nie było. „To fikcja. Zamiast przestrzeni spotkań mamy goły skwerek” – piszą mieszkańcy.

Czytaj więcej: DRMG potwierdza wyciek danych z przetargu tramwajowego

Miasto mówi „zrealizowano”. Mieszkańcy: „Gdzie są pieniądze?”

W odpowiedzi na zapytanie radnego dzielnicy, Gdański Zarząd Dróg i Zieleni poinformował, że „obydwa etapy zostały zakończone, wykonano nawierzchnie, nasadzenia oraz montaż elementów małej architektury”. Jednak mieszkańcy tego nie widzą.

W sieci pojawiły się setki komentarzy:

„Gdzie są te ławki za kilkadziesiąt tysięcy?”
„Mała architektura to chyba dwa śmietniki…”
„Jak można tak ignorować ludzi? Głosowaliśmy, więc chcemy widzieć efekty!”

Dyskusja zatacza coraz szersze kręgi. W komentarzach pojawiają się zarzuty o brak kontroli, nietransparentność, a nawet nadużycia. Mieszkańcy proszą o udostępnienie dokumentacji projektowej i pełnego kosztorysu inwestycji.

Na ten moment GZDiZ nie odpowiedział na pytania o konkretne elementy, które miały się znaleźć na skwerze. Nie wiadomo też, czy planowane obiekty zostały zamówione, zamontowane, czy też całkowicie pominięte.

Problem dotyka czegoś więcej niż tylko jednego projektu. Podważa wiarę w budżet obywatelski jako realne narzędzie wpływu mieszkańców.

Rada dzielnicy bezradna? Oliwa pyta o możliwość samorozwiązania

Równolegle, choć z pozoru niezależnie, w dzielnicy Oliwa toczy się inna historia. 28 października 2025 roku Rada Dzielnicy Oliwa podejmuje uchwałę, która wywołuje poruszenie wśród lokalnych samorządowców. Rada występuje do Rady Miasta Gdańska o udzielenie informacji prawnej – w jaki sposób jednostka pomocnicza, czyli rada dzielnicy, może zgodnie z przepisami prawa dokonać samorozwiązania.

Choć dokument ma charakter proceduralny, jego wydźwięk jest polityczny. Dlaczego rada miałaby się rozwiązać? Czy chodzi o brak wpływu? Brak wysłuchania? Brak sensu działania w strukturze, która nie słucha głosu lokalnego społeczeństwa?

To pytania, które zaczynają zadawać sobie również mieszkańcy innych dzielnic – jak Przymorze. Skoro inwestycje są realizowane niezgodnie z projektami, skoro nie ma narzędzi kontroli i egzekwowania odpowiedzialności, to gdzie kończy się sens działania społeczników?

W Oliwie sytuacja jest na tyle poważna, że radni chcą zrozumieć, czy w ogóle mają prawo wycofać się z tej formy uczestnictwa. To precedens, który może odbić się echem w całym Gdańsku

Co łączy Oliwę i Przymorze? Więcej niż się wydaje

Choć sprawy „Skweru Kwitnących Wiśni” i uchwały oliwskiej rady dotyczą formalnie różnych dzielnic, łączy je jedno: frustracja wynikająca z poczucia braku sprawczości.

W obu przypadkach lokalni liderzy próbują działać. Pytają. Pismami, mailami, komentarzami. Ale zderzają się ze ścianą instytucjonalnej obojętności.

Skwer na Przymorzu miał być symbolem zielonej wspólnoty. Stał się – na razie – symbolem niespełnionej obietnicy. Uchwała w Oliwie to może nie akt buntu, ale na pewno desperacji.

Mieszkańcy zaczynają rozumieć, że piękne opisy projektów, ładne wizualizacje i wzniosłe hasła nie zawsze kończą się realnym działaniem. A jeśli lokalna rada nie może nawet wymusić informacji, to po co istnieje.

Zobacz też: Nowy podatek mieszkaniowy w Gdańsku? Nawet 35 zł za metr

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.