Herb wybrany poza nami, ponad nami i wbrew opinii wielu z nas – pisze jedna z mieszkanek w mediach społecznościowych. – Przepchnięcie tego herbu jest obłędem – dodaje inny komentujący. W Pruszczu Gdańskim zawrzało po decyzji radnych. Zmiana symboli miasta miała być formalnością. Stała się zarzewiem poważnego sporu.
Historia tematu
-
Bez przetargu i bez konsultacji. Tak zlecano projekt herbu Pruszcza
Opublikowano: 02 gru 2025, 16:17
4 marca Rada Miasta przyjęła uchwałę nr XXV/221/2026. Za głosowało 16 z 20 obecnych radnych. Dwóch było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu. Nowe symbole wejdą w życie po 14 dniach od publikacji w Dzienniku Urzędowym Województwa Pomorskiego. I choć urząd podkreśla, że to uporządkowanie kwestii prawnych, mieszkańcy widzą to inaczej.
„Wybrany poza nami”
Pani Dagmara nie owija w bawełnę.
Klub Radnych Janusza Wróbla wybrał nam herb. W końcu mamy herb na miarę ich możliwości i gustu – pisze.
W jej ocenie decyzja zapadła ponad głowami mieszkańców. Padają mocne słowa o braku szacunku i o tym, że nie warto było pytać o zdanie, bo „jesteśmy niekompetentni i nie znamy się – zapewne na niczym, prawda?”.
To nie jest odosobniony głos. W komentarzach przewija się poczucie, że proces był zamknięty. Że projekt najpierw powstał, a dopiero potem pokazano go mieszkańcom. Władze przypominają, że w listopadzie odbyło się spotkanie informacyjne. Jednak dla części społeczności to było za mało – wywołało to już wtedy niezadowolenie. Bo konsultacje to nie prezentacja gotowej decyzji.
Warto zauważyć, że emocje koncentrują się nie tylko wokół samego wyglądu herbu. Chodzi o sposób procedowania. O styl rządzenia. O pytanie, kto tak naprawdę decyduje o symbolach wspólnoty.
Czytaj więcej: Pruszcz Gdański zmienia herb. Sprawa wywołuje wzburzenie
„Przepchnięte mimo opinii”
Pan Konrad w mediach społecznościowych pisze wprost:
Jak zwykle, najlepiej zasłaniać się procesem.
Jego zdaniem przeforsowanie herbu to błąd i brak przedstawienia woli mieszkańców. Podkreśla, że radni zostali wybrani przez społeczność i powinni jej słuchać.
Wielu mieszkańcom zależało na wyglądzie nowego herbu miasta – natomiast krótko mówiąc zostało to przeforsowane pomimo licznych negatywnych opinii. Wstyd! – czytamy.
Te słowa pokazują skalę rozgoryczenia. Bo dla wielu osób herb to nie detal graficzny. To znak, który widnieje na szkołach, dokumentach, miejskich wydarzeniach. Symbol tożsamości. Jeśli zmienia się go bez szerokiej akceptacji, rodzi się opór.
Z drugiej strony urząd powołuje się na ustawę z 21 grudnia 1978 r. o odznakach i mundurach. Dotychczasowy herb nie miał wymaganej opinii Komisji Heraldycznej ani ministra. Analizy wykazały błędny kształt tarczy, nieheraldyczną sylwetkę lwa i nieprawidłową kolorystykę. Projekt korekty uzyskał pozytywną opinię właściwych organów. Formalnie wszystko się zgadza.
Prawo swoje, emocje swoje
Miasto przekonuje, że herb to nie logotyp. Nie można go wybrać w powszechnym głosowaniu. Musi być zgodny z zasadami heraldyki. Musi przejść procedurę państwową. Co więcej, zmiana ma być wprowadzana stopniowo. Dokumenty i tablice będą używane do naturalnego zużycia. Nie będzie masowej wymiany z dnia na dzień.
Jednak mieszkańcy patrzą na sprawę inaczej. Dla nich liczy się poczucie wpływu. Nawet jeśli przepisy są jasne, sposób komunikacji ma znaczenie. Czy naprawdę nie dało się szerzej otworzyć dyskusji? To pytanie pada coraz częściej.
Pruszcz Gdański to ponad 30-tysięczne miasto. Ambitne, rozwijające się. Władze mówią o prestiżu i spójności wizualnej. Mieszkańcy mówią o braku dialogu. I tu rodzi się napięcie, którego nie rozładuje nawet najbardziej poprawny heraldycznie lew.
To może cię zaciekawić: Bez przetargu i bez konsultacji. Tak zlecano projekt herbu Pruszcza
mn






