Osiem lat temu otwarto jedno z najnowocześniejszych muzeów w Europie. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku miało być miejscem, gdzie Polacy odnajdą prawdę o swoim losie w najtragiczniejszym konflikcie XX wieku. Zamiast tego, nieprzerwalnie trwający, a zwłaszcza przy rocznicach, ten sam spektakl – polityczna bitwa o narrację. Teraz, w ósme urodziny MIIWŚ, znów o głos walczą muzealnicy, profesorowie, eksperci i media. Ale o zwykłych Polakach nikt nie pamięta.
Muzeum zamiast pomnika – komu dziś służy MIIWŚ?
Gdy w 2017 roku uroczyście otwierano Muzeum II Wojny Światowej, wielu miało nadzieję, że oto Polska otrzymuje miejsce, gdzie każdy będzie mógł zrozumieć ogrom cierpienia, jaki przyniosła wojna. Planowano pokazać nie tylko bitwy i czołgi, ale też tragedię ludności cywilnej, egzekucje, wysiedlenia, deportacje.
Ale od samego początku coś poszło nie tak. Historia Polaków – tych prawdziwych, z małych miejscowości, rodzin, które straciły bliskich i które od dziesięcioleci walczą o pamięć – zeszła na dalszy plan. W jej miejsce pojawił się międzynarodowy konsensus, ogólne hasła, europejska poprawność. Zamiast opowieści o polskiej krzywdzie – wykład o „nacjonalizmie i jego skutkach bez względu na granice”.
I kiedy przyszła polityczna zmiana po 2015 roku, rozpoczęła się walka o nową wersję wystawy. Ale znowu – nie po to, by przywrócić głos zwykłym Polakom. Raczej po to, by inna grupa elit mogła narzucić własną wizję.
Czytaj też: Muzeum II Wojny Światowej odpowiada na petycję portalu
Debata bez historii, historia bez bohaterów
Rocznica istnienia muzeum to idealny moment, by zapytać: komu dziś służy MIIWŚ? Zorganizowana w ramach obchodów „Debata, której nie było” przyciągnie znanych historyków, nazwiska z tytułami profesorskimi, ekspertów od pamięci zbiorowej. Po spijają sobie z dzióbków i prawdopodobnie zbiorą honoraria. Zabrakło natomiast… zwykłych ludzi.
Nie zaproszono rodzin ofiar. Nie poproszono o głos potomków Żołnierzy Wyklętych, dzieci repatriantów, rodzin wypędzonych z Kresów. A przecież to oni noszą w sobie największy ciężar historii. To oni od lat pytają, dlaczego w muzeum narodowym tak niewiele miejsca poświęca się im i ich bliskim. Dlaczego prawda o losie Polaków musi ustępować „uniwersalnemu przekazowi”. Za chwilę tych ludzi nie będzie wśród nas, odejdą do bliskich, którzy już gdzieś tam na nich czekają.
Głosy muzealników z obu stron sporu są coraz bardziej donośne. Jedni mówią o nowoczesnym spojrzeniu na historię, inni o potrzebie narodowej opowieści. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla tysięcy Polaków, którzy nadal nie poznali losów swoich dziadków, których rodziny wciąż szukają śladów zaginionych, zamordowanych, deportowanych?
Wojna o historię trwa, a Polacy nadal czekają
Muzeum II Wojny Światowej miało opowiadać historię Polski – nie tylko jako kraju, który padł ofiarą dwóch totalitaryzmów, ale też jako społeczeństwa, które przetrwało, zachowało godność, podjęło walkę. Tymczasem dziś placówka ta staje się sceną walki ambicji, politycznych rewizji i medialnych deklaracji. 8. rocznica, zresztą jak podobnych 7, przeszła pod znakiem wewnętrznej i płomiennej dyskusji środowisk akademickich. A przecież osiem lat temu to Polacy czekali na to muzeum.
Wystawa główna prezentuje wizję, która nie dla wszystkich jest zrozumiała. Wielu zwiedzających wychodzi z niej z poczuciem niedosytu. Nie znajdują tam siebie, nie znajdują odpowiedzi. Zamiast polskiej historii – często są to historie wojny w ogóle. Uniwersalne przesłanie, które zaciera szczegół.
I może to właśnie w tym tkwi największy dramat: muzeum, które miało być pomnikiem pamięci, staje się polem bitwy – nie tej z września 1939, ale tej współczesnej, między narracjami, między frakcjami, między ludźmi, którzy nie umieją się pogodzić z tym, że ktoś inny opowiada historię inaczej niż oni by chcieli.
Zobacz też: Boni, Holland, Engelking popierają działania prof. Wnuka w MIIWŚ
mn






