Wystawa „Nasi chłopcy” w Muzeum Gdańska, ukazująca losy Pomorzan wcielonych do Wehrmachtu, wzbudziła ostrą reakcję opinii publicznej. Portal wbijamszpile.pl w tej sprawie poprosił o komentarz posła Konfederacji. Krzysztof Szymański przestrzega przed „relatywizacją zdrady” i „emocjonalnym oswajaniem kolaboracji”.
Trzy szybkie fakty
- Poseł Konfederacji oskarża wystawę o „zacieranie granic między bohaterem a zdrajcą”.
- Muzeum Gdańska podkreśla, że ekspozycja ukazuje przymusową służbę i tragedię jednostki.
- Wystawa, współtworzona z PAN i MIIWŚ, wywołała debatę o moralnym kompasie narodowej pamięci.
Poseł uderza w sedno: „To nie nasi chłopcy, to byli żołnierze obcej armii”
Poseł Konfederacji Krzysztof Szymański rozmowie z portalem wbijamszpile.pl idzie o krok dalej.
Mamy do czynienia z niepokojącym zjawiskiem w polskiej przestrzeni publicznej, z próbą oswajania i rehabilitowania postaw, które przez całe pokolenia uchodziły za haniebne – mówi Szymański, wskazując na wystawę „Nasi chłopcy” jako przykład niebezpiecznego trendu.
Zwraca uwagę, że „język emocjonalny i empatyczny w odniesieniu do ludzi, którzy, niezależnie od motywacji i przymusu służyli zbrodniczemu państwu niemieckiemu”, może prowadzić do moralnego zamętu. Jego zdaniem, wojna była „momentem ostatecznej próby lojalności wobec wspólnoty narodowej” i nie wolno usprawiedliwiać wyborów tych, którzy zdecydowali się pójść „pod obce sztandary”.
Zamiast oddawać hołd tej lojalności, powszechnej i heroicznej wśród Polaków, którzy ginęli w powstaniach, w partyzantce, w egzekucjach za ukrywanie Żydów, w okopach kampanii wrześniowej i w szeregach armii polskiej na wszystkich frontach, wystawa przesuwa punkt ciężkości na losy ludzi, którzy wybrali inną drogę – ocenia poseł.
Muzeum Gdańska: „To nie rehabilitacja, to przypomnienie o niemieckiej przemocy”
Muzeum Gdańska wydało oświadczenie, w którym stanowczo broni swojej inicjatywy. Przypomina, że wystawa została przygotowana we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej oraz Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Jej celem jest ukazanie tragicznej sytuacji ludzi, którzy po 1939 roku byli zmuszani do podpisywania Volkslisty i służby w Wehrmachcie – pod groźbą represji wobec siebie i swoich rodzin.
Nie będziemy milczeć o ofiarach, które przez dziesięciolecia ukrywały ten fakt, bojąc się potępienia i wykluczenia. Pokazujemy cierpienie ludzi, którym odebrano wybór – czytamy w komunikacie.
Wystawa prezentuje m.in. historię Edmunda Tyborskiego, który za dezercję z Wehrmachtu i próbę dołączenia do partyzantki został zgilotynowany. Ukazane są też dramaty rodzin, które trafiały do obozów koncentracyjnych z powodu propolskiej postawy.
Tytuł “Nasi chłopcy” dotyczy setek tysięcy synów, braci i ojców z pomorskich rodzin. Zostali postawieni w sytuacji bez wyboru – podkreśla muzeum.
Czytaj więcej:
„To nie empatia, to relatywizacja zdrady” – poseł Szymański formułuje zarzuty
Dla Krzysztofa Szymasńskiego to tłumaczenie nie wystarcza.
To nie jest wyraz historycznej wrażliwości, to nie jest “odtabuizowanie pamięci”. To jest próba relatywizacji zdrady – podkreślał.
W jego ocenie, nawet jeśli przymus był faktem, to nie można uznawać służby w armii okupanta za element wspólnej tożsamości.
W imię rzekomej empatii zaciera się granice między bohaterstwem a słabością, między ofiarą a sprawcą, między wiernością a kolaboracją – ostrzega.
Polityk wyraził przekonanie, że mieszkańcy Pomorza nie potrzebują „pedagogiki wstydu”, lecz „jasnego kompasu moralnego”.
W mocnym zakończeniu swojej wypowiedzi postawił pytanie, które nie pozostawia miejsca na kompromis:
Bo jeśli “nasi chłopcy” byli w Wehrmachcie, to kim byli ci, którzy zginęli z ich rąk? Obcymi?
Wystawa „Nasi chłopcy” nadal dostępna jest w Muzeum Gdańska. Pomimo kontrowersji, organizatorzy zachęcają do odwiedzin i samodzielnej oceny ekspozycji.
Zobacz też: Rozbudowa Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






