Otwarcie Obwodnicy Metropolitalnej miało być przełomem dla kierowców – dziś jazda jest płynna, ale w perspektywie Trójmiasto znów się zakorkuje. Powód to brak jednego systemu zarządzania ruchem, słaba informacja dla kierowców i masowe zakupy gruntów przez deweloperów. Nowa trasa to szansa, ale bez zmian organizacyjnych stanie się tylko nowym pasem w korku.
Trzy szybkie fakty:
- Otwarto całą Obwodnicę Metropolitalną, ale korki wrócą.
- Systemy informacji drogowej nie obejmują dynamicznie całej aglomeracji.
- Deweloperzy kupują ogromne tereny przy trasie.
Nowa trasa działa dziś, jutro się zatka
23 grudnia oddano do ruchu brakujący fragment S7 – Obwodnica Metropolitalna jest przejezdna w całości. To 32 km nowoczesnej ekspresówki, która ma skierować tranzyt z istniejącej Obwodnicy Trójmiasta. Kierowcy, którzy w ten dzień wybrali się trasą, chwalili płynność jazdy. Fakty są jednak takie: dziś działa dobrze, za chwilę się zakorkuje.
Powodem tego nie jest długość drogi ani jej standardy techniczne, lecz to, co dzieje się poza nią. Już teraz okolice trasy przyciągają inwestorów i przyszłych mieszkańców. Firma Inpro zawarła umowy przedwstępne na zakup 50 ha gruntów w gminie Żukowo. To ziemia, na której powstaną kolejne osiedla mieszkaniowo-usługowe. To jeden z największych terenów pod zabudowę w regionie – więcej niż Garnizon we Wrzeszczu czy Lawendowe Wzgórze.
Proces zakupu jest skomplikowany i długotrwały, ale rynek już go odczuwa. Działki są przedmiotem prawa pierwokupu przez inne podmioty. Do dewelopera Inpro dołączą kolejni inwestorzy skuszeni nowymi możliwościami. W rezultacie powstaną tam tysiące nowych mieszkańców. A każdy z nich będzie codziennie korzystał z dróg.
Brak spójnego systemu informacji drogowej
Najpoważniejszym błędem planistycznym jest jednak brak jednolitego systemu zarządzania ruchem obejmującego cały obszar metropolitalny. Kierujący dziś mogą korzystać z aplikacji takich jak Google Maps, która oferuje dynamiczne informacje o korkach i utrudnieniach. Poza tą prywatną aplikacją nie ma żadnego oficjalnego, publicznego źródła wskazówek w czasie rzeczywistym dla całego regionu.
System Tristar działa przede wszystkim na trasie z Gdańska do Gdyni przez miasto a w ograniczonym zakresie w innych częściach miasta. To oznacza, że kierowcy wjeżdżający na Obwodnicę Metropolitalną nie otrzymują informacji o tym, co dzieje się dalej – w centrum, w Gdyni czy nawet na samej Obwodnicy Trójmiasta. Brak tablic zmiennej treści z realnymi danymi to dziś standard. Na niektórych odcinkach kierowcy dowiadują się o utrudnieniach dopiero wtedy, kiedy już w nich utkną.
Brak takiej integracji sprawia, że decyzje podejmowane są na oślep. Kierowca widzi tylko mapę w swojej aplikacji albo nie widzi nic. Nie ma informacji o zamknięciach dróg, kolizjach, długich kolejkach na węzłach. O tym, że w centrum Gdańska coś stoi, dowiaduje się dopiero wtedy, gdy ma tam wjechać. To nie jest tylko niedogodność – to realne pogorszenie jakości podróży.
Władze z Pomorza nie dźwigają tego tematu w ogóle. Jedynym rozwiązaniem są i tak już nabite podróżnymi pociągi PKM w godzinach szczytu.

Trójmiasto bez metropolitalnej polityki transportowej
Dlaczego tak jest? Ponieważ Trójmiasto formalnie nie funkcjonuje jako jeden organizm z centralnym zarządzaniem ruchem. Gdańsk, Gdynia i Sopot mają oddzielne zarządy dróg, różne systemy i własne priorytety. To powoduje, że nie ma jednego centrum, które łączyłoby dane z tras krajowych, miejskich i wojewódzkich. W efekcie kierowcy jadący nową trasą są pozbawieni informacji, które mogłyby pomóc im uniknąć korków.
W wielu krajach europejskich nowoczesne systemy tras łączą się z centralnym centrum informacji, które przewiduje korki i przekierowuje ruch. U nas takiej integracji nie ma. A bez niej nawet najlepsze drogi stają się tylko kolejnymi pasami w godzinach szczytu.
Deweloperski boom i jego konsekwencje
Zakup ogromnych gruntów przez deweloperów to tylko wierzchołek góry lodowej. Już dziś widać, że nowa trasa przyciąga inwestycje i chętnych do zamieszkania. To oznacza większy ruch lokalny – do sklepów, szkół, usług. Ten ruch nie będzie ograniczał się do S7. Lokalne drogi, ronda i wjazdy na obwodnicę zaczną być zatłoczone nie tylko w godzinach szczytu. Takim doświadczeniem mogą podzielić się mieszkańcy Straszyna, czy Żukowa.
Nowi mieszkańcy to także większe wymagania wobec infrastruktury społecznej – przedszkoli, szkół, służby zdrowia. Te usługi jeszcze dziś są przeciążone w wielu częściach aglomeracji. Boom inwestycyjny bez jednoczesnej inwestycji w infrastrukturę publiczną oznacza większe korki, większe koszty życia i większą frustrację mieszkańców.
Czytaj więcej: Korki w Gdańsku. Władze wiedziały o awarii, nie ostrzegły mieszkańców
Społeczne skutki braku koordynacji
To, co dziś działa płynnie, jutro może stanąć. Kierowcy tracą czas, a przedsiębiorcy tracą wydajność swoich flot. Koszty paliwa rosną, a emisje zanieczyszczeń idą w górę. Lokalne drogi, które nie były projektowane na taką skalę ruchu, zaczynają pękać w szwach.
Brak koordynacji między miastami to problem nie tylko techniczny – to problem społeczny. Ludzie stoją w korkach, tracą godziny życia, a młode rodziny rozważają zmianę miejsca zamieszkania na inne regiony Polski czy Europy. To efekt decyzji, które dziś wydają się drobnymi uzupełnieniami infrastruktury, ale jutro mogą okazać się powodem do codziennej frustracji.

Nowa trasa – nowa szansa, ale i nowe wyzwania
Otwarcie Obwodnicy Metropolitalnej to ważny krok, ale bez centralnego zarządzania ruchem, spójnej informacji i planowania przestrzennego – efekt będzie krótkotrwały. Dziś działa, ale jutro się zatka. Tylko kompleksowe podejście może zmienić tę perspektywę i sprawić, że inwestycje drogowe przyniosą realną ulgę kierowcom.
Zobacz też: Lotnisko w Gdańsku zyska nowe połączenie? Ruszył przetarg

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






