Gdańsk, 30 marca. Ulica Abrahama zamknięta z powodu obchodów końca Ramadanu. Muzułmańska społeczność świętowała w przestrzeni publicznej, pod okiem policji, bez zgody miasta, bez wcześniejszych informacji dla mieszkańców. I nie wzbudziło to oburzenia. Tymczasem gdy katolicy organizują procesję albo wystawią ołtarz przy ścieżce rowerowej – rozlega się krzyk. Politycy mówią o opresji, w mediach widać komentarze o „zawłaszczaniu przestrzeni publicznej”. Co takiego się stało, że jedno święto religijne może wszystko, a drugie nic?
Historia tematu
-
Meczet z tęsknoty za Wilnem. Historia Tatarów na Pomorzu
Opublikowano: 01 kwi 2025, 07:00 -
Meczet w Gdańsku. Bójki, pożary, walka o władzę i pojednanie
Opublikowano: 31 mar 2025, 12:12
Trzy fakty, które wyjaśniają sytuację:
- Muzułmańskie święto zorganizowano bez żadnego zgłoszenia do miasta – prawo na to pozwala.
- Policja sama zdecydowała o zamknięciu ulicy – podobnie jak robi to dla procesji katolickich.
- Oburzenia mediów i polityków – brak. Inaczej niż w przypadku katolików.
Dwa święta, dwie reakcje
Z jednej strony – zakończenie Ramadanu. Kilkuset uczestników, zamknięta ulica, policja na miejscu. Cisza w mediach, pełna akceptacja. Z drugiej – ołtarz ustawiony przy trasie rowerowej w czasie Bożego Ciała. Posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska wrzuca zdjęcie na Twittera z komentarzem: „Ołtarz na środku drogi rowerowej… Z przyczepką i dwójką maluchów w środku byliśmy bez szans, hm…”.
Tym razem obyło się bez dramatów – „Reszta trasy bez przeszkód” – dodała. Ale przekaz poszedł w świat: Kościół przeszkadza. Kościół blokuje. Kościół musi się wynieść z ulicy. Ta narracja przewija się co roku w publicystyce liberalnych mediów. A kiedy to samo robią inne religie – zapada wygodne milczenie.
Ulica zamknięta bez wiedzy mieszkańców na koniec Ramadanu
Jak potwierdziła podinsp. Magdalena Ciska z Komendy Miejskiej Policji, uroczystości końca Ramadanu przy ul. Abrahama odbyły się „zgodnie z przepisami artykułu 65h Ustawy prawo o ruchu drogowym”. Policja podjęła decyzję o zamknięciu ulicy ze względu na liczbę uczestników i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa.
– Podobnie działamy w przypadku procesji katolickich – tłumaczy.
Tyle że procesje są zazwyczaj planowane, ogłaszane i koordynowane z miastem. To powszechne święto. Tu nic takiego nie miało miejsca – i to właśnie budzi kontrowersje. Mieszkańcy nie wiedzieli, co się dzieje. Ani – co istotne – nie mogli wyrazić swoich uwag.
Czytaj więcej: Meczet w Gdańsku. Bójki, pożary, walka o władzę i pojednanie
Gdańsk – tolerancja wybiórcza?
W przestrzeni publicznej coraz wyraźniej widać podwójne standardy. Kościół katolicki traktowany jest jak intruz, nawet gdy organizuje legalne i zgłoszone wydarzenia. Tymczasem inicjatywy innych wspólnot religijnych – niezależnie od ich rozmachu – przechodzą bez echa.
To nie przypadek. W Gdańsku, bastionie liberalnej lewicy, islamskie święta zdają się zyskiwać przywileje, o które katolicy muszą walczyć. A gdy młoda posłanka trafia na ołtarz na swojej drodze rowerowej, nie szczędzi złośliwości i sarkazmu. Gdyby trafiła na modlących się muzułmanów – czy też wrzuciłaby zdjęcie? Czy byłoby „hm…”?
To pytania, które coraz częściej zadają sobie mieszkańcy polskich miast. Bo religia w przestrzeni publicznej nie powinna zależeć od tego, jaka to religia.
Zobacz też: Policja poszukuje kobiety zamkniętej w wiacie śmietnikowej
mn






