Tłum wyznawców islamu przed meczetem w Gdańsku. Wyjaśniamy (FOTO: X)

Ołtarz oburza. A koniec Ramadanu? Tu jest cisza

Gdańsk, 30 marca. Ulica Abrahama zamknięta z powodu obchodów końca Ramadanu. Muzułmańska społeczność świętowała w przestrzeni publicznej, pod okiem policji, bez zgody miasta, bez wcześniejszych informacji dla mieszkańców. I nie wzbudziło to oburzenia. Tymczasem gdy katolicy organizują procesję albo wystawią ołtarz przy ścieżce rowerowej – rozlega się krzyk. Politycy mówią o opresji, w mediach widać komentarze o „zawłaszczaniu przestrzeni publicznej”. Co takiego się stało, że jedno święto religijne może wszystko, a drugie nic?

Trzy fakty, które wyjaśniają sytuację:

  • Muzułmańskie święto zorganizowano bez żadnego zgłoszenia do miasta – prawo na to pozwala.
  • Policja sama zdecydowała o zamknięciu ulicy – podobnie jak robi to dla procesji katolickich.
  • Oburzenia mediów i polityków – brak. Inaczej niż w przypadku katolików.

Dwa święta, dwie reakcje

Z jednej strony – zakończenie Ramadanu. Kilkuset uczestników, zamknięta ulica, policja na miejscu. Cisza w mediach, pełna akceptacja. Z drugiej – ołtarz ustawiony przy trasie rowerowej w czasie Bożego Ciała. Posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska wrzuca zdjęcie na Twittera z komentarzem: „Ołtarz na środku drogi rowerowej… Z przyczepką i dwójką maluchów w środku byliśmy bez szans, hm…”.

Tym razem obyło się bez dramatów – „Reszta trasy bez przeszkód” – dodała. Ale przekaz poszedł w świat: Kościół przeszkadza. Kościół blokuje. Kościół musi się wynieść z ulicy. Ta narracja przewija się co roku w publicystyce liberalnych mediów. A kiedy to samo robią inne religie – zapada wygodne milczenie.

Ulica zamknięta bez wiedzy mieszkańców na koniec Ramadanu

Jak potwierdziła podinsp. Magdalena Ciska z Komendy Miejskiej Policji, uroczystości końca Ramadanu przy ul. Abrahama odbyły się „zgodnie z przepisami artykułu 65h Ustawy prawo o ruchu drogowym”. Policja podjęła decyzję o zamknięciu ulicy ze względu na liczbę uczestników i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa.

– Podobnie działamy w przypadku procesji katolickich – tłumaczy.

Tyle że procesje są zazwyczaj planowane, ogłaszane i koordynowane z miastem. To powszechne święto. Tu nic takiego nie miało miejsca – i to właśnie budzi kontrowersje. Mieszkańcy nie wiedzieli, co się dzieje. Ani – co istotne – nie mogli wyrazić swoich uwag.

Czytaj więcej: Meczet w Gdańsku. Bójki, pożary, walka o władzę i pojednanie

Gdańsk – tolerancja wybiórcza?

W przestrzeni publicznej coraz wyraźniej widać podwójne standardy. Kościół katolicki traktowany jest jak intruz, nawet gdy organizuje legalne i zgłoszone wydarzenia. Tymczasem inicjatywy innych wspólnot religijnych – niezależnie od ich rozmachu – przechodzą bez echa.

To nie przypadek. W Gdańsku, bastionie liberalnej lewicy, islamskie święta zdają się zyskiwać przywileje, o które katolicy muszą walczyć. A gdy młoda posłanka trafia na ołtarz na swojej drodze rowerowej, nie szczędzi złośliwości i sarkazmu. Gdyby trafiła na modlących się muzułmanów – czy też wrzuciłaby zdjęcie? Czy byłoby „hm…”?

To pytania, które coraz częściej zadają sobie mieszkańcy polskich miast. Bo religia w przestrzeni publicznej nie powinna zależeć od tego, jaka to religia.

Zobacz też: Policja poszukuje kobiety zamkniętej w wiacie śmietnikowej

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.