Po raz pierwszy od objęcia stanowiska w 2019 roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stanie przed wnioskiem o wotum nieufności w Parlamencie Europejskim. Inicjatorem jest europoseł Gheorghe Piperea z rumuńskiej partii AUR, który złożył wniosek wraz z wymaganym minimum 72 podpisów, pochodzących głównie z konserwatywnych ugrupowań narodowych.
Trzy szybkie fakty:
- Wniosek poparły głównie konserwatywne frakcje narodowe.
- Von der Leyen zarzuca się łamanie zasad przejrzystości i demokratycznej kontroli.
- Do odwołania potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów.
Kto podpisał wniosek i jakie są powody?
Podpisy wsparły grupy konserwatywne: Europejska Partia Konserwatywna i Reformatorów (ECR), Patriots oraz Europejskie Stowarzyszenie Narodowe (ESN). Warto jednak zauważyć, że największa frakcja ECR, czyli włoska partia Fratelli d’Italia rządząca pod przewodnictwem Giorgii Meloni, nie poparła wniosku. Zaskakujące jest natomiast, że część członków Europejskiej Partii Ludowej (EPP), formalnie sojuszników von der Leyen, podpisała dokument, co sygnalizuje rosnące napięcia wewnątrz obozu „Królowej Ursuli”.
Piperea powołuje się na „potwierdzone sądownie” naruszenia przejrzystości w tzw. „Pfizergate”, nielegalną ingerencję w wybory krajowe poprzez cenzurę mediów społecznościowych zgodnie z Dyrektywą o usługach cyfrowych (DSA), a także na „niewłaściwe” zastosowanie klauzuli wyjątkowej, pozwalającej Komisji na pominięcie Parlamentu przy przyspieszonym wdrożeniu programu zbrojeniowego o wartości 150 mld euro, tzw. SAFE, który jest przedmiotem sporu sądowego.
Co w praktyce oznacza wotum nieufności dla szefowej Komisji Europejskiej?
Wniosek trafi na posiedzenie liderów grup parlamentarnych 2 lipca, a głosowanie odbędzie się podczas sesji plenarnej w Strasburgu pomiędzy 7 a 10 lipca. Aby Komisja i przewodnicząca mogły zostać odwołane, potrzebna jest większość dwóch trzecich głosujących oraz minimum 361 głosów za.
Chociaż napięcia między Komisją a lewicowymi grupami parlamentarnymi (m.in. Socjalistami, Renew i Zielonymi) są wyraźne, zwłaszcza po wycofaniu przez von der Leyen kontrowersyjnej ustawy anty-greenwashingowej pod presją EPP, prawdopodobieństwo, że lewica poprze inicjatywę konserwatystów, jest minimalne. Ich koalicja z „Ursulą” pozostaje dla nich jedynym źródłem wpływów.
Cel wniosku i apel o jedność ponad podziałami
Jak przyznał doradca ECR, sukces odwołania Komisji jest mało prawdopodobny, jednak celem jest wysłanie jasnego sygnału oraz zwrócenie uwagi opinii publicznej na kluczowe problemy związane z zarządzaniem von der Leyen. Piperea apeluje, by odłożyć na bok polityczne sympatie i skupić się na fundamentalnych zasadach demokracji oraz transparentności w Unii Europejskiej.
W swoim oświadczeniu podkreśla: „Niniejsza inicjatywa nie wynika z ambicji politycznych czy osobistych uraz, ani nie wymierzona jest w komisariuszy, którzy wykonują swoje obowiązki z integralnością. Dotyczy poważnych zaniedbań w zarządzaniu.”
„Wzywam wszystkich posłów do aktywnego udziału w debacie plenarniej i obrony przejrzystości, legalności oraz demokratycznego ładu.”
Czytaj więcej: Dążenie do autorytaryzmu liberalnej lewicy w Polsce z poparciem Brukseli
Rzadkość takich wniosków i ich znaczenie
Wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej zdarza się niezwykle rzadko. Ostatni taki wniosek złożyły brytyjska UKIP i francuski Front Narodowy w 2014 roku przeciwko Komisji Junckera, związany z aferą „LuxLeaks”. Von der Leyen nigdy wcześniej nie musiała mierzyć się z takim wyzwaniem.
W 2022 roku liberalna grupa Renew próbowała bez powodzenia zebrać podpisy pod wnioskiem o wotum nieufności, zarzucając Komisji zbyt łagodne podejście wobec Polski.
Obecny wniosek to pierwszy od prawie sześciu lat realny ruch skierowany przeciwko przewodniczącej Komisji. Choć bez realnych szans na odwołanie, świadczy o rosnącym napięciu i możliwej zmianie w parlamencie oraz dążeniu do większej odpowiedzialności unijnego rządu.
Zobacz też: Protest Solidarności w Gdańsku. „Nie dla Zielonego Ładu!” 🎥
mn






