PiS i Nowa Nadzieja o odwołaniu prezydent Gdańska (FOTO: Grzegorz Mehring/gdansk.pl/mat. prasowe)

PiS i Nowa Nadzieja o odwołaniu prezydent Gdańska

Jedno pytanie w poście na Facebooku wystarczyło, by wywołać burzę. Czy w Gdańsku da się przeprowadzić skuteczne referendum? Emocje są duże. Teraz czas na liczby i twarde deklaracje. Zapytaliśmy przedstawicieli opozycji o realne szanse i zagrożenia. Teraz odpowiadają Przemysław Majewski z PiS i Michał Diug z Nowej Nadziei. Wypowiedzi pokazują jedno: łatwo nie będzie. W kolejnym artykule będą też działacze Ruchu Narodowego, Korony Konfederacji Polskiej i Młodzieży Wszechpolskiej.

50 proc. szans? PiS mówi: pół na pół

Przemysław Majewski, radny PiS, podchodzi do sprawy bez hurraoptymizmu. Z jednej strony wskazuje przykłady. Z drugiej studzi nastroje.

Przypadki innych polskich miast pokazują, że jest to możliwe co pokazało referendum w Zabrzu. Także Kraków ma na to duże szanse co pokazują obecne statystyki zebranych podpisów.”

Jednocześnie przypomina Wrocław. Tam mimo dwóch prób nie udało się zebrać ok. 46 tys. podpisów. To pokazuje, że internetowa mobilizacja nie zawsze przekłada się na realne podpisy na kartach.

Gdańsk uznawany jest za “bastion Platformy” co bez wątpienia utrudniłoby też zebranie ok. 37–38 tys. podpisów potrzebnych do uruchomienia procedury referendalnej.. Teoretyczne szanse na ten moment można oszacować na 50 proc. – podkreśla Majewski.

To nie jest deklaracja pewności. To raczej polityczne „sprawdzam”.

Próg 107 tysięcy. Największa bariera

Zebranie podpisów to dopiero pierwszy krok. Prawdziwa ściana to frekwencja. Aby referendum było ważne, musi w nim wziąć udział 3/5 liczby osób głosujących w ostatnich wyborach. To daje ok. 107 tys. mieszkańców.

Majewski nie ma złudzeń.

Przekroczenie progu frekwencji to jeszcze większe wyzwanie. Można spodziewać się, że Prezydent Dulkiewicz nawoływałaby swoich wyborców do nieuczestniczenia w wyborach, co swoją drogą stanowiłoby niezły paradoks w zestawieniu z hasłem “nie śpij bo Cię przegłosują” – mówi Majewski.

To scenariusz znany z innych miast. Władza nie musi mobilizować „za sobą”. Wystarczy, że przekona swoich wyborców, by zostali w domu. A przy referendum brak głosu działa na korzyść urzędującego włodarza.

Radny PiS podkreśla jeszcze jeden warunek.

Zainteresowanie uczestniczeniem w wyborach musiałyby też zbudować siły opozycyjne i przede wszystkim zaoferować realną alternatywę w postaci programu zmian i kandydata lub kandydatki bo rozdrobnione głosy nawet na dwóch opozycyjnych kandydatów to przepis na porażkę.

Jedno jest jasne. Bez wspólnego kandydata trudno myśleć o przekroczeniu 107 tys.

Czytaj więcej: Mieszkańcy chcą odwołania w referendum prezydenta Krakowa


Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę

Każda kawa pomaga nam działać:



Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.


Lidera brak. Opozycja szuka twarzy zmiany

Na dziś nie ma jednego nazwiska, które mogłoby stanąć na czele szerokiego ruchu referendalnego. Majewski przyznaje to wprost.

Rozmawiam z kolegami i koleżankami z ruchów miejskich, dzielnicowych czy partyjnych. Widzą potrzebę zmiany.

Dodaje jednak, że sukces wymaga wspólnej pracy i wyłonienia jednego kandydata.

Na ten moment jednego lidera lub liderki nie ma, a sukces wymaga wspólnej pracy na kandydata. Najbliższe miesiące powinny służyć wybraniu takiej osoby nie tylko na ewentualne referendum ale także na wybory w 2029 roku.

To ważny sygnał. Referendum zaczyna być postrzegane nie tylko jako narzędzie „tu i teraz”, lecz także element budowy zaplecza na kolejne lata.

Ale są też zagrożenia.

Oczywiście niezebranie podpisów, niewystarczająca frekwencja czy po prostu wygrana Aleksandry Dulkiewicz w referendum to scenariusze, które mogą złamać morale sił opozycyjnych ale pozostaje perspektywa wyborów w 2029 roku.

Jeszcze poważniejsze ryzyko? Paraliż decyzyjny.

To co moim zdaniem jest większym zagrożeniem to wygrana w wyborach ale brak mocy sprawczej w postaci braku większości w Radzie Miasta.

Obecnie KO i Wszystko dla Gdańska mają stabilną większość. Bez zmiany układu w radzie nowy prezydent mógłby mieć związane ręce.

Majewski wskazuje przykład Gdyni.

Taki scenariusz to zabetonowanie Gdańska na kolejne lata.

66 tysięcy głosów. Twarda baza opozycji

Michał Diug z Nowej Nadziei patrzy na sprawę przez pryzmat arytmetyki. W ostatnich wyborach kandydaci opozycyjni zdobyli łącznie ok. 66 tys. głosów. To punkt wyjścia.

Uzbieranie wymaganej liczby podpisów jest jak najbardziej realnym scenariuszem.

Zaznacza jednak, że trzeba zebrać więcej niż minimum.

Ważne jest również uzbieranej tzw. “górki”, czyli dodatkowych podpisów na wypadek nieprawidłowości związanych z podpisami i wysokim stopniem zaaranżowania politycznego PKW – dodaje Diug.

W Krakowie komitet planuje zebrać nawet 100 tys. podpisów przy wymaganych 58 tys. W Gdańsku, zdaniem Diuga, należałoby celować w ok. 50 tys.

Warunek? Pełna mobilizacja prawicowej opozycji. A nawet wsparcie środowisk miejskich walczących z patodeweloperką.

Frekwencja wciąż pod znakiem zapytania

Tu Nowa Nadzieja jest bardziej sceptyczna.

Z pewnością należy doliczyć część wyborców pani Aleksandry, którzy przejrzeli na oczy, co ona wyrabia z naszym ukochanym miastem – podkreśla Michał Diug.

Ale zaraz dodaje:

Nie zakładałbym, abyśmy tu znaleźli brakujące 40 tysięcy, raczej mówimy o kilku w porywach do kilkunastu tysięcy.

To oznacza jedno. Bez szerokiej prekampanii referendalnej i wyjścia poza twardą bazę 66 tys. wyborców próg 107 tys. pozostanie poza zasięgiem.

Czy to naprawdę wykonalne bez wyraźnego lidera i wspólnego programu?

Referendum teraz czy plan na lata?

Diug podkreśla, że referendum to narzędzie natychmiastowe.

Referendum zawsze jest narzędziem na “tu i teraz”, gdyż przed potencjalnym sukcesem referendalnym należy włożyć w to kupę pracy i wiele miesięcy wyrzeczeń, aby pojawił się cień szansy na sukces – uważa działacz Nowej Nadzieji.

Najpierw odwołanie. Dopiero potem rozmowy o koalicjach.

Diug wyklucza wspólny start z lewicowymi ruchami miejskimi i Partią Razem. W sprawie ewentualnej współpracy z PiS mówi ostrożnie.

Warunkiem koniecznym byłby start pod nową nazwą np. “Prawica dla Gdańska”.

Na końcu jednak stawia sprawę jasno.

Priorytetem powinno być wpierw odwołać te nieporadne władze – kończy Michał Diug.

Dyskusja trwa. Liczby są znane. 37–38 tys. podpisów. 107 tys. głosujących. 66 tys. twardej bazy. Reszta to mobilizacja, emocje i polityczna strategia.

W Gdańsku od lat mówi się, że „władza jest zabetonowana”. Referendum byłoby próbą sprawdzenia, czy ten beton naprawdę jest tak twardy.

Czytaj też: Nowa Nadzieja buduje struktury w Gdańsku

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.