Pomorska Kolej Metropolitalna nie schodzi z nagłówków. Po tym, jak spółka zapowiedziała zawiadomienie o przestępstwie wobec osób, które zasłoniły biało-czerwoną wstęgą murale przy przystanku PKM Gdańsk Jasień, głos zabrali przedstawiciele środowisk prawicowych. Ich zdaniem to przykład niebezpiecznego precedensu, w którym publiczna instytucja reaguje z przesadą, a gest patriotyczny zostaje potraktowany jak wykroczenie.
Trzy szybkie fakty:
– PKM donosi o znieważeniu barw narodowych po akcji zasłonięcia murali „Solidarni z Ukrainą” biało-czerwoną wstęgą.
– Murale powstały w ramach projektu Samorządu Województwa Pomorskiego i ASP w Gdańsku.
– Działacze prawej strony mówią o „karaniu patriotyzmu” i pytają o granice neutralności instytucji publicznych.
Tło sprawy
Wieczorem 22 października dwie osoby zasłoniły fragment murali w barwach ukraińskich, powstałych w ramach akcji „Solidarni z Ukrainą”, biało-czerwoną wstęgą. Monitoring PKM zarejestrował zdarzenie. Sprawcy po odpaleniu rac oddalili się, a spółka zapowiedziała przekazanie nagrań policji. W komunikacie podkreślono, że doszło do „znieważenia barw narodowych poprzez ich przeciąganie po ziemi”.
Ten fragment wzbudził największe emocje. Dla wielu mieszkańców Gdańska był to sygnał, że kolejowa spółka – zamiast dbać o neutralność – staje się arbitrem tego, co można, a czego nie można w przestrzeni publicznej.
Reakcja prawicy: „kara za biało-czerwoną?”
Wielu komentatorów związanych z prawą stroną sceny politycznej odebrało działania PKM jako przejaw niechęci wobec polskich symboli i zbyt pochopne ściganie obywateli za gest, który – ich zdaniem – miał charakter symboliczny.
Dominik Migawski z Konfederacji Korony Polskiej stwierdził, że decyzja spółki jest kolejnym przykładem „walki z przejawami patriotyzmu pod pozorem neutralności”. W rozmowie z naszą redakcją tłumaczył, że murale, określane przez PKM jako „antywojenne”, w rzeczywistości pełnią funkcję upamiętnienia Ukrainy i mają jednostronny wydźwięk polityczny.
Władze pozwalają na jednoznaczny przekaz, a jednocześnie reagują z oburzeniem, gdy ktoś przypomina o biało-czerwonych barwach. To nie jest neutralność, to zaangażowanie w spór po jednej stronie. Tymczasem polskie symbole powinny łączyć, a nie być traktowane jak problem – podkreśla Migawski.
Polityk zauważył również, że podobne gesty – jak rozwieszanie flagi narodowej czy symboliczne nazwy ulic i skwerów – są wyrazem sprzeciwu wobec „jednostronnej narracji”, w której polska perspektywa bywa marginalizowana.
Polska ma własną historię, bohaterów i własne rocznice. Nie można karać za to, że ktoś chce o tym przypominać – dodaje.
Jego zdaniem prawdziwe przesłanie antywojenne polega na przypominaniu, jak tragiczne skutki przynosi konflikt, a nie na wspieraniu jednej ze stron.
Polska powinna dbać o własny pokój i bezpieczeństwo, a nie o cudze interesy – stwierdził.
Panie Redaktorze, wypadałoby jednak pisać prawdę – co „bohaterowie” ciągnęli biało-czerwoną po mokrej ziemi i tam też ją kładli. A to, jakby nie patrzeć, jest znieważenie barw narodowych. W załączeniu nagranie z monitoringu PKM. pic.twitter.com/pwOwtsSxS6
— PKMsaGdansk (@PKMsaGdansk) October 23, 2025
„PKM stała się narzędziem polityki”
Podobnie wypowiada się Piotr Bednarski z Ruchu Narodowego. Jego zdaniem Pomorska Kolej Metropolitalna przekroczyła granicę między działalnością gospodarczą a polityką.
Działania spółki wyglądają jak element szerszej narracji samorządowych władz Pomorza, które często wykorzystują miejskie przestrzenie do celów symbolicznych i ideowych. To już nie jest sztuka czy edukacja, ale świadoma polityka. Tym razem dotyczy to instytucji, która z założenia powinna być neutralna – mówi Bednarski.
Działacz zwrócił uwagę, że sposób, w jaki PKM zakwalifikowała incydent, budzi wątpliwości.
Trudno zrozumieć, jak można mówić o „znieważeniu barw narodowych” w sytuacji, gdy chodzi o wstęgę w biało-czerwonych barwach. Przepis, na który powołuje się PKM, dotyczy celowego obrażania symboli, a nie ich publicznej ekspozycji – zauważa.
Czytaj więcej: Oto oficjalne nazwy przystanków PKM Południe
W jego ocenie reakcja spółki pokazuje, że władze samorządowe zaczynają traktować symbole narodowe z podejrzliwością, gdy nie wpisują się w ich narrację.
Wystarczyło zaprosić autorów akcji do rozmowy, wyjaśnić intencje, a nie od razu kierować sprawę na policję – podsumowuje.

Głos emocji i polityki – PKM donosi ws. polskich flag
W przestrzeni publicznej spór o murale i wstęgę przerodził się w szerszą debatę o granicach wolności w miejskiej przestrzeni. Z jednej strony podkreśla się prawo do ekspresji artystycznej, z drugiej – pojawia się żądanie równego traktowania polskich symboli.
PKM w swoim oświadczeniu zaznaczyła, że nie kwestionuje barw narodowych, lecz sprzeciwia się „demonstracyjnemu wykorzystywaniu symboli w sposób, który je znieważa”. Dla wielu komentatorów ten argument brzmi jednak jak usprawiedliwienie przesadnej reakcji.
Migawski i Bednarski wskazują zgodnie, że sprawa z Jasienia ujawnia głębszy problem: brak wyczucia proporcji w działaniach instytucji publicznych.
Nie można mówić o wolności artystycznej tylko wtedy, gdy przekaz jest zgodny z linią samorządu. Równość symboli to podstawa zdrowego państwa – podkreśla Migawski.
Bednarski dodaje, że PKM powinna zająć się przede wszystkim jakością usług, a nie interpretowaniem intencji obywateli.
Kolej ma wozić pasażerów, nie rozstrzygać, kto jest patriotą, a kto nie – mówi.
Dyskusja, która nie ucichnie
W miarę jak do opinii publicznej docierają kolejne komentarze, emocje nie słabną. W sieci mnożą się wpisy pytające o sens karania za biało-czerwoną flagę. Jednocześnie pojawiają się głosy w obronie artystów i samego przesłania murali.
To pokazuje, jak delikatny stał się temat tożsamości i symboli w przestrzeni miejskiej. Jedno jest pewne – po incydencie przy PKM Jasień nic już nie pozostanie takie samo.
Zobacz też: Tysiąc drzew pod topór! PKM Południe wymazuje zieleń w Gdańsku

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






