Śledź, król polskiego stołu, wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Jak pokazuje najnowsze badanie SW Research, niemal 90 proc. Polaków deklaruje, że jada śledzie. Choć dla wielu są one nieodłącznym elementem świąt, „śledzików” i postu, coraz częściej zaczynają pojawiać się pytania o ich pochodzenie i sposób połowu. Konsumenci coraz chętniej wybierają produkty ze zrównoważonych źródeł, choć wciąż nie do końca wiedzą, co to oznacza. Czy śledź ze znaczkiem MSC to tylko modny trend, czy rzeczywista troska o przyszłość mórz?
Trzy fakty, które zaskakują:
- Aż 75 proc. konsumentów śledzi deklaruje, że bardziej ufa produktom z certyfikatem zrównoważonego połowu.
- Mimo to ponad połowa nie potrafi wskazać, które populacje śledzi są poławiane w sposób zrównoważony.
- Co czwarty Polak gotów jest zapłacić za certyfikowanego śledzia więcej niż 10 zł.
Śledź jak święto – symbol, smak i tradycja
Dla wielu Polaków śledź to nie tylko przekąska, ale element tożsamości kulinarnej. Obowiązkowy na wigilijnym stole, nieodłączny podczas „śledzika” i popularny w okresie postu, budzi skojarzenia z tradycją i domem. Aż 90 proc. respondentów badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie organizacji Marine Stewardship Council (MSC), zadeklarowało, że jada śledzie. Z tej grupy ponad połowa sięga po nie okazjonalnie – od jednego do trzech razy w miesiącu, jedna czwarta je je co tydzień, a tylko nieliczni ograniczają się do kilku razy w roku.
Kultura spożywania śledzi jest silnie zakorzeniona i regularnie odradza się przy okazji świąt. Jednak w codziennych wyborach coraz większe znaczenie ma nie tylko smak, ale i pochodzenie produktu. To nowy trend, który powoli zmienia podejście do zakupów.
Cena śledzia rośnie, gdy pojawia się certyfikat
Badanie pokazało ciekawą zależność: konsumenci są skłonni zapłacić więcej za produkt, jeśli ma on certyfikat potwierdzający zrównoważony połów. Śledź bez takiego oznaczenia kosztuje zwykle 6 zł – tak zadeklarowało 22 proc. badanych. Jednak gdy ten sam produkt ma certyfikat MSC, cena rośnie – najczęściej do 10 zł (19 proc. wskazań) lub 9 zł (18 proc.). Co czwarta osoba jest gotowa zapłacić nawet powyżej 10 zł, a 8 proc. deklaruje, że wyda więcej niż 12 zł.
Świadczy to o rosnącej świadomości konsumenckiej, choć jednocześnie widać, że wiedza w tym zakresie jest ograniczona. Aż 53,6 proc. ankietowanych nie potrafi wskazać, jakie populacje śledzi są poławiane w sposób zrównoważony.
Czytaj więcej: Boże Narodzenie 2025. Tak rosną koszty Wigilii
Certyfikat zrównoważonego połowu – moda czy realna zmiana?
Marine Stewardship Council (MSC) od lat promuje odpowiedzialne rybołówstwo. W Polsce organizacja certyfikuje już około 400 produktów rybnych, w tym także śledziowych. Certyfikat MSC oznacza, że ryby zostały złowione z poszanowaniem zasobów naturalnych, nie zagrażając przetrwaniu populacji.
To odpowiedź na wyzwania, jakie stawia przed rynkiem zmieniający się klimat i przełowienie mórz. Konsument, wybierając produkt ze znakiem MSC, wspiera rybołówstwo, które uwzględnia dobro przyszłych pokoleń. Jednak bez edukacji – jak sugeruje badanie – nawet najlepszy certyfikat może pozostać tylko etykietą.
Dlatego dziś tak istotne staje się nie tylko promowanie śledzi jako zdrowego i tradycyjnego produktu, ale także edukowanie Polaków o tym, skąd one pochodzą i jak ich wybory wpływają na stan mórz i oceanów.
Zobacz też: Czerwona Kartka kontra radni PO w Gdyni. Afera o Piaska
mn






