Polska przyciąga dziś migrantów zarobkowych szerokim strumieniem z tak odległych państw jak Kolumbia i Wenezuela. Problem zaczął się pojawiać w 2022 r., choć trudno go było jeszcze zidentyfikować. Jednak dopiero prawdziwa fala migrantów z Ameryki Łacińskiej kuszona mylnie wysokimi zarobkami ruszyła w 2023 r. Rok później ambasada w Bogocie podjęła działania, ale okazały się zbyt mało stanowcze. Dlaczego Polska stała się ich celem? Próbujemy to wyjaśnić tym obszernym raportem opartym o liczne źródła polsko- i hiszpańskojęzyczne.
Od 2022 roku Polska stała się nowym kierunkiem migracji zarobkowej dla mieszkańców Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza Kolumbii i pogrążonej w kryzysie Wenezueli. Choć nadal największą grupę pracujących cudzoziemców stanowią Ukraińcy, ich udział procentowy maleje na rzecz przybyszów z bardziej odległych krajów. Liczba Kolumbijczyków w Polsce rosła lawinowo – w ciągu ostatnich kilku lat wzrosła niemal 50-krotnie. Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców Kolumbia znalazła się już na 4. miejscu pod względem liczby wniosków o pobyt w Polsce (18 tys. wniosków w 2024 r.). Również migranci z Wenezueli zaczęli coraz częściej pojawiać się w statystykach – Straż Graniczna odnotowała w 2023 r. pierwsze grupy migrantów zarobkowych z tego kraju w Polsce.
Dynamiczny napływ Latynoamerykanów do Polski jest zjawiskiem nowym, wynikającym z unikalnej kombinacji czynników wypychających (sytuacja w krajach pochodzenia) i przyciągających (warunki oferowane przez Polskę).
Poniższy raport omawia motywacje kolumbijskich i wenezuelskich migrantów, trasy ich podróży (legalne i nielegalne), rolę agencji pośrednictwa pracy w obu regionach oraz doświadczenia samych migrantów – od pozytywnych historii po przykłady rażącego wyzysku.

Motywacje migracyjne: czynniki wypychające i przyciągające
Dlaczego wyjeżdżają z Kolumbii?
Głównym czynnikiem skłaniającym Kolumbijczyków do emigracji zarobkowej są trudności ekonomiczne i brak perspektyw w kraju. Średnie płace w Kolumbii są wielokrotnie niższe niż w Europie – badania wskazują, że imigranci z Ameryki Łacińskiej zarabiają w Polsce przeciętnie około 950 USD netto miesięcznie, czyli trzy razy więcej niż w ojczyźnie. Wizja uzyskania znacznie wyższych dochodów i poprawy bytu rodzin stanowi potężną zachętę. Jak relacjonuje jeden z migrantów, „obietnica lepszej pensji i szans zawodowych” popchnęła setki Kolumbijczyków do podjęcia ryzyka wyjazdu do Polski, postrzeganej jako “destino de esperanza” – miejsce dające nadzieję.
Wielu Kolumbijczyków decyduje się na wyjazd, choć wiąże się on z ogromnymi wyrzeczeniami finansowymi. Często sprzedają dobytek (np. motocykle) lub zaciągają pożyczki, aby opłacić koszty podróży do Europy. Przykładowo, jak podaje raport za infobae.com Yesid de León z Santa Marty sfinansował bilet do Polski kredytem 6 mln peso (ok. 6 tys. zł) z 10 proc. odsetek. Tego typu inwestycje w “lepszą przyszłość” wydają się uzasadnione, bo różnica w zarobkach jest kolosalna – polska płaca minimalna rzędu 3,5 tys. zł netto miesięcznie to około 4,8 mln peso kolumbijskich, czyli więcej niż wiele osób w Kolumbii jest w stanie zarobić w ciągu kilku miesięcy.
Dodatkowo sytuacja społeczno-polityczna w Kolumbii, choć stabilniejsza niż w Wenezueli, również skłania do emigracji – wciąż wysokie bezrobocie wśród młodych, nierówności społeczne oraz niedawne zawirowania gospodarcze po pandemii sprawiają, że część obywateli szuka szansy na lepsze jutro za granicą.
Zobacz też: Pani Katarzyna obezwładniła Kolumbijczyka. Została wyróżniona
Kryzys w Wenezueli – ucieczka przed zapaścią
W przypadku Wenezuelczyków emigracja ma często charakter ucieczki przed głębokim kryzysem humanitarnym i politycznym kraju. Od 2015 r. z Wenezueli uciekło ponad 3 miliony ludzi – głównie z powodu zapaści systemu opieki zdrowotnej i braku dostępu do żywności. Hiperinflacja, masowe niedobory podstawowych towarów i leków oraz zagrożenie bezpieczeństwa sprawiły, że zwykła egzystencja stała się tam niezwykle trudna.
Według ONZ każdego dnia Wenezuelę opuszczało w szczytowym momencie 25 tysięcy osób, szukając schronienia przede wszystkim w krajach sąsiednich (Kolumbia, Peru, Ekwador). Jednak niektórzy wybierają bardziej odległe kierunki, licząc na stabilizację – również Europa zaczęła przyciągać część wenezuelskich migrantów.
Polska pojawiła się na radarze Wenezuelczyków jako jeden z możliwych azylów zarobkowych m.in. dzięki liberalnym dotąd zasadom wjazdu (o czym niżej) oraz zapotrzebowaniu na pracowników. Choć liczebność Wenezuelczyków w Polsce wciąż jest niewielka, trend jest rosnący – Straż Graniczna odnotowała w 2023 r. przypadki nielegalnej pracy obywateli Wenezueli na terenie kraju, co wcześniej praktycznie się nie zdarzało.
Motywacje tych osób łączą czynniki ekonomiczne (perspektywa zarobków w stabilnej walucie, możliwość wysyłania pieniędzy rodzinie) z chęcią wydostania się z kraju pogrążonego w chaosie. Wenezuelczycy nierzadko traktują migrację do Europy jako jedyną szansę na normalne życie – jak stwierdza Amnesty International, wyjeżdżając kierują się poczuciem zagrożenia życia i wolności we własnym kraju. Możliwość znalezienia nawet nisko płatnej pracy za granicą jest dla wielu atrakcyjniejsza niż pozostanie w kraju, gdzie miesięczna pensja często nie starcza na podstawowe potrzeby.

Dlaczego akurat Polska? – Czynniki przyciągające
Polska okazała się atrakcyjnym celem dla migrantów z Ameryki Łacińskiej z kilku powodów. Po pierwsze, sytuacja na polskim rynku pracy od lat sprzyja cudzoziemcom – gospodarka boryka się z niedoborem rąk do pracy w sektorach takich jak budownictwo, produkcja czy rolnictwo. Po wybuchu wojny na Ukrainie część ukraińskich pracowników wyjechała, potęgując braki kadrowe, które polscy pracodawcy zaczęli uzupełniać rekrutując pracowników z odleglejszych krajów. Jak zauważa Natalia Myskova z firmy Smart Solutions, rynki Ameryki Południowej stają się dla Polski coraz ważniejszym źródłem pracowników – Latynosi szybko przystosowują się do wymagań polskiego rynku, a ich zaangażowanie i etyka pracy pomagają wypełnić luki kadrowe. Przedsiębiorcy doceniają ich chęć do pracy i lojalność, co dodatkowo napędza popyt na takich migrantów.
Po drugie, wyższe zarobki i poziom życia w Polsce działają jak magnes. Nawet praca fizyczna czy niewykwalifikowana jest w stanie zapewnić kilkukrotnie wyższy dochód niż w Kolumbii czy Wenezueli. Według badań, przeciętny imigrant z Ameryki Łacińskiej zarabia w Polsce netto około 950 dolarów (ok. 3,8 tys. zł), podczas gdy w swojej ojczyźnie zarobiłby trzy razy mniej. Również koszty życia – choć w Polsce rosną – nadal są relatywnie niższe niż na Zachodzie Europy, co sprawia, że część zarobków można odkładać lub przesyłać rodzinie. Dla wielu migrantów Polska jawi się więc jako kompromis między bogatymi krajami Zachodu a dostępnością – jest w Unii Europejskiej i oferuje europejski standard życia, ale jednocześnie łatwiej się do niej dostać i zacząć pracę.
Wizy turystyczne otworzyły rynek
Ogromną rolę odegrał tu bezwizowy ruch turystyczny z krajami takimi jak Kolumbia i Wenezuela. Do niedawna obywatele tych państw mogli wjechać do strefy Schengen bez wizy na 90 dni – formalnie w celach turystycznych. Dla potencjalnych migrantów oznaczało to możliwość legalnego przekroczenia granicy i trzymiesięcznego pobytu, w trakcie którego można próbować znaleźć zatrudnienie lub uregulować status.
Przez trzy miesiące miałam być legalna! To jak miałam nie zaryzykować? – wspomina 28-letnia Paula z Bogoty, tłumacząc, czemu oferty pracy w Polsce wydały jej się warte uwagi – czytamy w oko.press.
W przeciwieństwie do migracji do USA (wymagającej niebezpiecznej wędrówki przez Amerykę Środkową) czy do Wielkiej Brytanii/Kanady (gdzie potrzebne są kosztowne wizy), wyjazd do Polski jawił się jako stosunkowo prosty i osiągalny dla przeciętnej osoby. Kolumbijczycy rozważający emigrację wiedzieli, że mogą kupić bilet i bez większych przeszkód wjechać do UE na paszporcie – to zdecydowanie obniżyło barierę decyzji.
Wreszcie, niebagatelne znaczenie miała aktywna promocja ofert pracy w Polsce kierowana do Latynoamerykanów. Polskie firmy rekrutacyjne oraz pośrednicy zaczęli przedstawiać nasz kraj jako miejsce, gdzie czeka praca, stabilizacja i możliwość zalegalizowania pobytu. W kolumbijskich miastach pojawiły się ulotki i ogłoszenia zachęcające hasłami typu „Lepsze życie w Polsce”, „Spełnij swój europejski sen”. Wieści o znajomych, którym udało się wyjechać i podjąć pracę w Polsce, rozchodziły się po rodzinach i społecznościach, tworząc efekt kuli śnieżnej.
Zobacz także: Bijatyka Kolumbijczyków w Gdańsku. Osiem osób zatrzymanych
Szlaki i mechanizmy migracji – jak docierają do Polski?
Większość Kolumbijczyków i Wenezuelczyków przybywa do Polski legalnie – przynajmniej w momencie przekraczania granicy – wykorzystując ruch bezwizowy lub uzyskane wizy. Typowa trasa migracji zarobkowej z Ameryki Południowej do Polski wiedzie przez podróż lotniczą do Europy Zachodniej (najczęściej do Hiszpanii) i dalej lądem lub kolejnym lotem do Polski.
Popularność Hiszpanii jako pierwszego etapu wynika z dwóch przyczyn: dostępności bezpośrednich połączeń lotniczych z Ameryki Łacińskiej oraz braku bariery językowej podczas kontroli granicznej. Przykładowo wielu Kolumbijczyków wybiera tanie loty linii Avianca z Bogoty do Madrytu. Na miejscu starają się upodobnić do zwykłych turystów – kupują bilety powrotne, rezerwują hotele na pierwsze tygodnie pobytu w Polsce oraz przygotowują wiarygodną legendę na wypadek pytań ze strony służb granicznych.
Wskazówki dla przybyszów z Ameryki Południowej
Zaleca się im ubrać schludnie (żadnych sportowych bluz, by nie budzić podejrzeń), a podczas kontroli w Madrycie opowiadać z entuzjazmem o planach zwiedzania Europy: „komunistyczna Polska, potem praskie piwo, termy w Budapeszcie – marzyłem o tym od zawsze!”. Ważne jest okazanie przy wjeździe wydrukowanego biletu powrotnego i rezerwacji hotelu, aby potwierdzić rzekomy turystyczny cel pobytu. Po przejściu kontroli w strefie Schengen migranci ruszają dalej – np. z Madrytu niektórzy wybierają autobus do Warszawy trwający 45 godzin (tańszy od lotu), inni korzystają z tanich linii lotniczych na trasach wewnątrz Europy. W rezultacie do Polski docierają już niemal niewidoczni dla straży granicznej, korzystając z zasady swobodnego przemieszczania się w Schengen.
Niejednokrotnie migranci formalnie wjeżdżają do Polski jako turyści, choć ich faktycznym zamiarem jest podjęcie pracy. Proceder ten stał się na tyle masowy, że dorobił się wśród samych zainteresowanych miana „zawodu: turysta”. Na forach internetowych i grupach WhatsApp Latynosi wymieniali się szczegółowymi poradami, jak zorganizować taką wyprawę po pracę w Polsce – począwszy od wyboru najtańszego lotu i dnia tygodnia, po wskazówki, co mówić hiszpańskim lub niemieckim celnikom.
Całe to przedsięwzięcie traktują jak inwestycję: ankiety pokazują, że przeciętny imigrant z Azji czy Ameryki Łacińskiej jest gotów wydać nawet 1,5 tys. dolarów na koszty związane z dotarciem do pracy w Polsce (bilety, pośrednicy, dokumenty). Wielu udaje się do naszego kraju samodzielnie, nie korzystając z usług agencji – tacy pionierzy chwalą się potem w social mediach swoim sukcesem i zachęcają kolejnych znajomych.
Czytaj też: Kolumbijczyk – morderca w hotelu. Właściciel: „Oddałem go policji”
Są jednak przypadki próby rządowej normalizacji
W niektórych przypadkach migranci przyjeżdżają z ważną wizą pracowniczą – dotyczy to głównie osób rekrutowanych bezpośrednio przez polskich pracodawców bądź programy rządowe/NGO. Przykładowo istnieją inicjatywy zapewniające oficjalne zatrudnienie jeszcze przed wyjazdem: w 2025 r. ogłoszono nabór na 800 miejsc pracy dla Kolumbijczyków w Polsce we współpracy z agencjami certyfikowanymi przez polski rząd. Osoby zakwalifikowane w takim trybie otrzymują od razu wizę krajową (typ D) i umowę, a często także pakiet wsparcia – opłacone zakwaterowanie, ubezpieczenie medyczne itp. Jest to ścieżka całkowicie legalna i bezpieczna, choć wymaga spełnienia szeregu formalności przed przyjazdem (np. uzyskania pozwolenia na pracę przez pracodawcę w Polsce).
Nielegalna migracja jako taka (tj. przekroczenie granicy w sposób niedozwolony) w przypadku Kolumbijczyków i Wenezuelczyków praktycznie nie występowała – korzystali oni z otwartych drzwi ruchu wizowego. Pewne wyjątki mogły stanowić próby nadużycia procedur azylowych lub humanitarnych. Zdarzało się np., że obywatele Wenezueli aplikowali o ochronę międzynarodową w krajach UE z uwagi na sytuację polityczną – jednak Polska rzadko przyznawała azyl (w 2018 r. tylko 1 Wenezuelczyk otrzymał ochronę w Polsce, w 2019 r. – 2 osoby). Ogólnie jednak, zdecydowana większość Latynoamerykanów przylatywała legalnie – problem pojawiał się dopiero później, gdy zaczynali pracować niezgodnie z deklarowanym celem pobytu (turystyka).

Zmiany, które nic nie daje
Od połowy 2024 roku nastąpiły istotne zmiany prawne mające ukrócić nadużycia. 15 sierpnia 2024 r. Polska wprowadziła wymóg, by obywatele Kolumbii zamierzający podjąć pracę posiadali stosowną wizę – nie mogą już legalnie podejmować pracy w ramach ruchu bezwizowego. Decyzję tę uzasadniono koniecznością zmniejszenia nieprawidłowości związanych z pracą “na turystycznej pieczątce” i zwiększenia kontroli nad procesami migracyjnymi.
Już na początku 2024 r. polska ambasada w Bogocie wydała ostrzeżenie dla obywateli Kolumbii, przypominając, że każda praca w Polsce wymaga wizy – apelowano o zgłaszanie się do konsulatu w razie wątpliwości co do ofert i dokumentów przedstawianych przez pośredników. Również rządowa afera z handlem wizami (ujawniona we wrześniu 2023) spowodowała zaostrzenie przepisów wizowych i przegląd wydanych dokumentów, co utrudniło migrantów z globalnego Południa uzyskanie polskich wiz w podejrzany sposób.
W efekcie od końca 2024 r. napływ Latynoamerykanów nieco wyhamował – polskie służby odnotowały, że po wprowadzeniu obowiązku wizowego “Polska nie jest już dla nich tak atrakcyjna” jak wcześnie. Mimo to proceder sprowadzania pracowników z Kolumbii czy Wenezueli wciąż trwa (choćby poprzez omijanie prawa – np. przyjazd jako turysta i podjęcie pracy na czarno). Dokładna skala zjawiska jest trudna do oszacowania, bo wielu migrantów figuruje w statystykach wyłącznie jako krótkoterminowi turyści – szacuje się jednak, że kilkaset osób rocznie z samej Ameryki Łacińskiej mogło w ostatnich latach trafiać do Polski w celach zarobkowych niezgłoszonych oficjalnie.
Rola agencji pośrednictwa pracy w rekrutacji Latynosów
Agencje rekrutacyjne na miejscu (w Kolumbii, Wenezueli i krajach ościennych) aktywnie poszukują kandydatów do pracy w Polsce. Często są to nowo powstałe firmy lub wręcz jednoosobowi pośrednicy, którzy wykorzystują Facebook, WhatsApp, YouTube i Instagram do dotarcia do zainteresowanych. Tylko w Kolumbii naliczono w 2023 roku kilkanaście agencji otwarcie oferujących wyjazdy zarobkowe do Polski.
Ich metody obejmują m.in. publikowanie ogłoszeń typu „Spełnij swój europejski sen – legalna praca w Polsce czeka!”, organizację webinarów informacyjnych, a nawet współpracę z lokalnymi liderami społeczności. Często rekruterzy starają się budować zaufanie poprzez personalny kontakt – odzywają się do potencjalnych migrantów w ich ojczystym języku, a nawet dialekcie, opowiadając o rzekomych sukcesach innych rodaków w Europie.
Skandaliczne działania
Przykładem jest historia młodej Wenezuelki z Maracaibo, do której niespodziewanie napisał na Facebooku pracownik polskiej agencji pracy – był z tego samego miasta, mówił tym samym slangiem, więc wzbudził jej sympatię i przekonał do wyjazdu. Po przyjeździe okazało się, że agencja zabrała jej paszport i grozi deportacją w razie skarg – kobieta stała się ofiarą handlu ludźmi, choć na szczęście z pomocą fundacji La Strada uzyskała ochronę prawną w Polsce.
Typowa usługa oferowana przez takie agencje obejmuje pośrednictwo w uzyskaniu pracy i dokumentów. Pośrednicy często obiecują kandydatom załatwienie pozwolenia na pracę i innych formalności w Polsce – np. jedna z kolumbijskich agencji reklamowała się, że “współpracuje z polskim rządem” i instruowała klientów, by wypełnili gotowy wniosek o zezwolenie na pracę do urzędu wojewódzkiego. W praktyce jednak wielu pośredników posługuje się półprawdami: radzą migrantom wyjechać na wizie turystycznej, a po przyjeździe “znajdzie się praca i załatwi legalizacja”.
Oczywiście taka strategia z góry stawia migrantów w sytuacji niepewności prawnej. Co więcej, za swoje “usługi” agencje każą sobie słono płacić – bezpośrednio lub pośrednio. Mogą to być opłaty rekrutacyjne, koszty rzekomego przygotowania dokumentów, pakiety “szkoleniowe” przed wyjazdem itp. Według badań EWL, przeciętny migrant z Azji czy Ameryki Łacińskiej deklaruje, że jest gotów zainwestować ~1,5 tys. dolarów, by przyjechać do pracy w Polsce. Spora część tych środków trafia właśnie do kieszeni pośredników.
Pośrednictwo w Polsce też szokuje
Agencje pośrednictwa w Polsce odgrywają równie istotną rolę na dalszym etapie. Po przybyciu migrantów często przejmują ich polskie firmy (agencje zatrudnienia, agencje pracy tymczasowej), które organizują konkretną pracę i zakwaterowanie. Model zatrudnienia bywa następujący: agencja polska podpisuje z cudzoziemcem umowę (zwykle umowę zlecenie, nie gwarantującą pełni praw pracowniczych), a następnie outsourcuje go do pracy u swoich klientów – np. w fabryce, magazynie czy na budowie.
Formalnie agencja pozostaje pracodawcą, odpowiada za wypłatę wynagrodzenia i rozliczenia, podczas gdy realną pracę wykonuje się w innej firmie. Ten model – outsourcing pracowniczy – nie jest w Polsce ściśle uregulowany. W przeciwieństwie do agencji pracy tymczasowej, agencje outsourcingowe nie muszą nawet mieć wpisu do Krajowego Rejestru Agencji Zatrudnienia (KRAZ). W efekcie w branży pośrednictwa panuje “wolna amerykanka” – luka prawna pozwoliła przez lata obchodzić przepisy kodeksu pracy i minimalizować ochronę zatrudnianych migrantów. Na początku 2024 r. w KRAZ figurowało ponad 8,5 tysiąca agencji o rozmaitym profilu (pośrednictwo pracy, doradztwo personalne, praca tymczasowa), ale wiele szemranych podmiotów działa poza rejestrem.
Branże, w których Latynosi znajdują pracę w Polsce za pośrednictwem agencji, to przede wszystkim przemysł (produkcja, przetwórstwo spożywcze), budownictwo, logistyka, rolnictwo i usługi niskopłatne. Kolumbijscy migranci wspominają oferty pracy “na budowach, w magazynach, w zakładach mięsnych, na taśmie z rybami” – czyli tam, gdzie najbardziej brak rąk do pracy. Dane Straży Granicznej potwierdzają, że w 2023 r. najwięcej cudzoziemców (legalnie i nielegalnie) pracowało właśnie w budownictwie i przemyśle przetwórczym, a także poprzez agencje zatrudnienia oraz w usługach prostych.
75 proc. imigrantów to mężczyźni
Agencje kierują Latynosów np. do zakładów mięsnych (praca na chłodniach przy pakowaniu mięsa), do przetwórni ryb na północy Polski, do szklarni i gospodarstw rolnych (zbiór pieczarek, warzyw), na magazyny logistyczne, do sprzątania czy nawet jako opiekunów osób starszych. Większość przybyszyów to osoby stosunkowo młode i silne fizycznie – badania pokazują, że wśród imigrantów zarobkowych z Azji i Ameryki Łac. aż 75 proc. stanowią mężczyźni, co koresponduje z charakterem oferowanych prac.
Niestety, działalność części agencji pośrednictwa na tym polu jest daleka od standardów etycznych. Wiele z nich dopuszcza się nadużyć wobec cudzoziemców, co eksperci określają wręcz mianem współczesnego handlu ludźmi (choć formalnie nie zawsze spełnione są znamiona tego przestępstwa).
Jakie są problemy w pracy
Fundacja La Strada, monitorująca problem pracy przymusowej, alarmuje, że liczba poszkodowanych rośnie – w 2023 r. organizacja udzieliła pomocy 295 osobom wykorzystywanym przez polskie firmy, z czego ponad jedną trzecią stanowili Kolumbijczycy. Według rządowych statystyk, Kolumbijczycy stali się najczęstszymi ofiarami handlu ludźmi w Polsce – odnotowane przypadki wzrosły z 1 osoby w 2019 r. do 125 osób w 2023 r.
Na kolejnych miejscach znaleźli się m.in. Gwatemalczycy (75 ofiar). Mechanizmy wykorzystywania są dość typowe:
- Pobieranie ukrytych opłat i potrąceń – Agencje często obciążają migrantów rozmaitymi kosztami, znacznie pomniejszając ich realne pensje. Przykładowo agencja Leadtrust HR pobierała od Kolumbijczyków 400 zł za badania lekarskie i 700 zł za rzekome załatwienie karty pobytu, której nigdy nie dostarczyła.
- Zaniżanie płac w stosunku do ustaleń – Zdarza się, że migrant podpisuje umowę na określoną stawkę godzinową, lecz otrzymuje dużo mniej.
- Fatalne warunki zakwaterowania za wygórowaną opłatą – Agencje zwykle zapewniają cudzoziemcom nocleg, ale bywa to kolejna forma zysku kosztem pracowników. Standardem są przeludnione kwatery – np. 14 osób stłoczonych w domu, po 4 osoby w pokoju, z zawilgoconymi ścianami i często bez ogrzewania.
- Nadmierny czas pracy i łamanie przepisów BHP – Migranci często pracują po 10-12 godzin dziennie, 6-7 dni w tygodniu, aby zarobić jak najwięcej lub sprostać oczekiwaniom agencji. Bywają przypadki przepracowania ponad 250 godzin w miesiącu (przy opłaconych tylko 200).
- Intimidacja i szantaż – Cudzoziemcy często są trzymani w ryzach poprzez groźby utraty legalnego statusu. Agencje potrafią straszyć, że jeśli pracownik będzie zgłaszał zastrzeżenia czy np. pójdzie na policję poskarżyć się na warunki, to zostanie deportowany, bo firma wycofa wniosek o jego kartę pobytu.
- Brak realnej pomocy i informacji – Bariera językowa i nieznajomość lokalnych przepisów sprawiają, że ofiary nadużyć często nie wiedzą gdzie szukać pomocy. Część nie ufa policji (nierzadko pochodzą z krajów, gdzie służby są skorumpowane).
Jak służby reagują na nieprawidłowości?
Polskie władze stopniowo reagują na patologie. Straż Graniczna i inspekcja pracy nasiliły kontrole legalności zatrudnienia cudzoziemców. W 2023 r. wykryto 2600 przypadków nielegalnej pracy cudzoziemców (głównie Ukraińców, Gruzinów, Mołdawian), a wśród nowych zjawisk odnotowano grupy pracowników z Ameryki Południowej zatrudnionych “na czarno”. W kwietniu 2024 Straż Graniczna ujawniła np. 20 Kolumbijczyków pracujących bez zezwoleń w zakładzie przetwórstwa ryb w okolicach Elbląga.
Innym razem skontrolowano firmy w Kwidzynie i Elblągu, gdzie nielegalnie zatrudniano łącznie 23 Latynosów – 21 obywateli Kolumbii, 1 Argentyńczyka i 1 Wenezuelczyka. Przeciwko pracodawcom skierowano wnioski do sądu (grożą im grzywny do 30 tys. zł), zaś cudzoziemcom wszczęto procedury zobowiązania do powrotu. T
e incydenty pokazują, że skala nielegalnego zatrudnienia migrantów z Kolumbii i Wenezueli nie jest marginalna, a polskie służby dopiero uczą się radzić z nowym wyzwaniem.
Podsumowując, agencje – zarówno te działające w krajach pochodzenia migrantów, jak i w Polsce – pełnią kluczową funkcję organizacyjną w całym procesie migracyjnym. Ułatwiają wyjazd i znalezienie pracy, ale zarazem często uzależniają od siebie migrantów i stwarzają warunki do ich wyzysku. Brak dostatecznych regulacji i nadzoru nad tym sektorem w Polsce do niedawna powodował, że “co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Dopiero nagłośnienie przypadków skrajnych nadużyć i presja społeczna (m.in. raporty mediów i NGO) wymusiły działania naprawcze – zaostrzono przepisy wizowe, planuje się kompleksową ustawę regulującą zatrudnianie cudzoziemców, a organy ścigania powołały specjalne jednostki ds. handlu ludźmi. Mimo to proceder rekrutacji Latynosów do niskopłatnych prac w Polsce wciąż trwa, choć można mieć nadzieję, że będzie się stopniowo cywilizował.

Doświadczenia migrantów: blaski i cienie
Pozytywne doświadczenia i osiągnięcia
Migracja zarobkowa do Polski okazała się dla wielu Kolumbijczyków i Wenezuelczyków szansą na poprawę losu, z której są zadowoleni. Wielu z nich podkreśla przede wszystkim aspekt finansowy – nawet jeśli warunki pracy są ciężkie, zarobki pozwalają utrzymać rodzinę lepiej niż w ojczyźnie. Według badania EWL i Uniwersytetu Warszawskiego, przeciętny imigrant z Ameryki Łacińskiej zarabia około 3-krotności swojego dawnego wynagrodzenia w kraju pochodzenia.
To sprawia, że mogą oni odkładać oszczędności lub regularnie wysyłać przekazy pieniężne bliskim. Wielu migrantów deklaruje, że dzięki pracy w Polsce spłaciło długi zaciągnięte na podróż, a nawet zaczęło budować oszczędności na przyszłość. Co więcej, niemal połowa badanych planuje zostać w Polsce dłużej niż dwa lata, a więc widzi tu perspektywy stabilizacji.
Legalizacja pobytu dla obywateli Kolumbii
Istotnym pozytywem jest również możliwość legalizacji pobytu i ułożenia sobie życia na miejscu. Choć procedury bywają długotrwałe, to spora grupa Latynosów skorzystała z okazji, by z tymczasowej pracy uczynić trwały pomost do emigracji. W 2024 r. wydano około 3 tys. pozytywnych decyzji pobytowych dla obywateli Kolumbii (karty czasowego lub stałego pobytu).
Oznacza to, że poza pracą migranci ci zyskali prawo legalnego pobytu, dostęp do opieki zdrowotnej, a często ściągnęli do Polski swoich małżonków czy dzieci (procedury łączenia rodzin). Organizacje pośredniczące zachęcają do tego – np. program Work&Travel dla Kolumbijczyków oferuje pomoc w uzyskaniu karty pobytu jeszcze przed wygaśnięciem wizy, co umożliwia sprowadzenie rodziny. Dla wielu osób emigracja zarobkowa przerodziła się więc w długoterminową zmianę miejsca zamieszkania, z perspektywą osiedlenia się na stałe.
Migranci z Ameryki Łacińskiej chwalą sobie też polskie warunki życia w porównaniu z realiami swoich krajów. Polska jest krajem bezpiecznym – niższy poziom przestępczości niż np. w Kolumbii czy Wenezueli oznacza brak obaw o życie na co dzień. Dostęp do usług publicznych, czysta infrastruktura, względny porządek prawny – to wszystko rzeczy często wymieniane jako przewagi. Ponadto Polacy są postrzegani przeważnie jako przyjaźni i pomocni wobec cudzoziemców (choć zdarzają się incydenty dyskryminacji, o czym niżej).
W środowiskach latynoskich rozchodzi się wiele pozytywnych historii o pracy w Polsce. Aż 77 proc. imigrantów z Azji i Ameryki Łacińskiej przebadanych przez EWL zadeklarowało, że poleciłoby pracę w Polsce swoim znajomym i bliskim. To bardzo wysoki odsetek, świadczący że mimo trudów, migranci dostrzegają znaczące korzyści. Niektórzy stali się wręcz ambasadorami polskiego rynku pracy – na forach internetowych doradzają kolejnym falom, jak najlepiej przygotować się do wyjazdu i gdzie szukać uczciwych ofert.
Pozytywna ocena wśród pracodawców o obywatelach Kolumbii i Wenezueli
Pracodawcy często wypowiadają się o Latynosach z uznaniem. Podkreślana jest ich pracowitość, sumienność i pozytywne nastawienie. Przedstawicielka agencji Smart Solutions stwierdziła, że „pracownicy z tych krajów szybko się uczą i ich wysoka etyka pracy pomaga wypełniać braki kadrowe”.
Podsumowując, dla sporej części Kolumbijczyków i Wenezuelczyków wyjazd do pracy w Polsce okazał się korzystny. Zdobyli stabilny dochód, często uregulowali swój pobyt i poczynili krok ku lepszemu życiu. Jak przyznają sami zainteresowani, w Polsce „zarabia się więcej niż w Kolumbii”, a choć praca bywa ciężka, „wytrzymujemy tu, bo walczymy o lepsze życie”. Ci, którym się powiodło, zachęcają kolejnych – tworząc efekt sieci migranckiej, który napędza dalsze przyjazdy (przynajmniej do czasu zaostrzenia przepisów wizowych).
Negatywne doświadczenia i wyzysk
Obok sukcesów i pozytywnych aspektów, migracja zarobkowa Latynosów do Polski ma niestety także ciemną stronę. Wiele osób boleśnie zderzyło się z rzeczywistością odbiegającą od obietnic. Pojawiają się relacje o oszustwach, nadużyciach i wręcz zniewoleniu ekonomicznym, jakiego doświadczyli migranci w naszym kraju.
Najczęstszym rozczarowaniem jest niezgodność warunków pracy z obietnicami. „Większość z nas przyjechała tu oszukana, a na miejscu człowiek zderza się z rzeczywistością” – mówi gorzko Yesid de León, określając to, co zastał w Polsce, mianem “esclavitud moderna”, czyli współczesnego niewolnictwa. Do najbardziej uciążliwych należą warunki mieszkaniowe i socjalne, które wielu określa jako uwłaczające godności. Często 10–15 osób gnieździ się w ciasnych mieszkaniach lub barakach robotniczych. Yesid opisuje, że mieszka z 13 innymi osobami w jednorodzinnym domu – “12 Kolumbijczyków, Gruzin i Hindus pod jednym dachem”.
Praca ponad siły to kolejny element negatywnych doświadczeń. Standardem stały się 12-godzinne zmiany, często nocne, z krótkimi (15-minutowymi) przerwami. W sektorze produkcji czy logistyki od migrantów wymaga się pełnej dyspozycyjności – “pracowałem 7 dni w tygodniu”, “w jednym miesiącu przepracowałem 252 godziny” – relacjonują poszkodowani. Zdarza się, że łamią prawo pracy, nie zapewniając minimalnych odpoczynków. W efekcie ludzie są przemęczeni, łatwiej ulegają wypadkom, a jednocześnie boją się zgłosić chorobę.
Frustracje się mnożą
Oszukiwanie na wynagrodzeniach to bodaj najbardziej bolesny aspekt, bo uderza w główny cel emigracji – zarobek. Niemało jest relacji o niewypłaconych pensjach lub ich części. Pablo, Kolumbijczyk pracujący poprzez agencję w zakładach mięsnych, opowiada że po odejściu z pracy nie otrzymał pieniędzy za ostatni miesiąc, mimo że przepracował wszystkie dni poza niedzielami. Obiecywano mu przelew – na próżno; dopiero po kilku miesiącach i interwencjach wypłacono mu 1000 zł, ułamek należności.
Szok kulturowy i tęsknota również mogą przyczyniać się do negatywnych odczuć. Wenezuelczycy czy Kolumbijczycy trafiający do Polski muszą zmierzyć się z barierą językową, odmiennym klimatem i samotnością z dala od rodziny. Wielu z nich nigdy wcześniej nie opuszczało własnego kraju, a nagle znaleźli się na drugim końcu świata, często w środowisku, gdzie nikt nie mówi po hiszpańsku. To rodzi stres i poczucie izolacji.
Co prawda młodsi migranci radzą sobie poprzez media społecznościowe, na których trzymają kontakt z rodakami, ale nic nie zastąpi bliskości rodziny. Niektórzy przyznają, że samotność i stres pchnęły ich np. w nadużywanie alkoholu czy popadanie w stany depresyjne. Takie kwestie rzadko są dostrzegane przez pracodawców czy agencje.
W skrajnych sytuacjach dochodziło do niebezpiecznych incydentów z udziałem migrantów. Media odnotowały np. przypadek, gdy Wenezuelczyk, będący pod wpływem alkoholu, dopuścił się tragicznego czynu – zasztyletował młodą Polkę w Toruniu.
Czytaj też: Mieszkańcy Nowego w szoku. Kolumbijczyk podejrzany o zabicie Polak
Obywatele Kolumbii i Wenezueli nie czują się tu dobrze
Znaczna grupa kolumbijskich i wenezuelskich migrantów doświadczyła w Polsce trudnych, wręcz skrajnych warunków pracy i życia. Wyzysk ekonomiczny, łamanie praw pracowniczych, kiepskie warunki socjalne i presja psychiczna sprawiły, że niektórzy określają swój los mianem “piekła” czy niewolnictwa w XXI wieku.
Niemniej jednak nawet ci poszkodowani często pozostają w Polsce tak długo, jak to konieczne, by spłacić długi i zarobić cokolwiek dla rodziny. Dopiero potem decydują się wracać lub szukać innego kraju. Ta determinacja świadczy o desperacji, z jaką opuszczali swoje ojczyzny – realia w Wenezueli czy ubogich regionach Kolumbii musiały być na tyle przykre, że nawet gorycz polskich doświadczeń nie od razu skłania do rezygnacji.
Dokąd zmierzamy?
Lata 2022–2025 przyniosły narodziny nowego zjawiska na polskim rynku pracy – emigracji zarobkowej z odległych krajów Ameryki Łacińskiej. Polska z kraju wysyłającego emigrantów sama stała się celem migracji dla ludzi z drugiego końca globu. Motorem tego procesu były z jednej strony głębokie kryzysy polityczno-ekonomiczne w Kolumbii i szczególnie w Wenezueli, a z drugiej – chłonny rynek pracy i otwarte granice Polski.
Losy kolumbijskich i wenezuelskich migrantów w naszym kraju pokazują dwa oblicza tej migracji. Z jednej strony – spełnione nadzieje: wyższe zarobki, szansa na stabilizację, często poprawa bytu całych rodzin oraz pozytywne kontakty międzykulturowe. Z drugiej strony – nowe problemy: wyzysk pracowników, rozwój szarej strefy zatrudnienia, wyłanianie się zjawiska pracy przymusowej i handlu ludźmi oraz wyzwania integracyjne.
ŹRÓDŁA:
Raporty i artykuły prasowe (polskojęzyczne): Opryszek S., OKO.press, 2023; Tygodnik Powszechny 2024; PAP/Radio Maryja 2025; Onet.pl 2024; Business Insider Polska 2024; gov.pl – Ambasada RP w Bogocie 2024; EY Newsletter 2025; Straż Graniczna
Raporty i artykuły (hiszpańskojęzyczne): Infobae Colombia 2025 (art. D. Garzón i F. Saavedra); R4V/Plataforma Regional Venezuela 2023; Amnesty International Polska (dot. Wenezueli).

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






