Choć świąteczny Jarmark Bożonarodzeniowy kojarzy się z ciepłem grzańca i zapachem pierników, to praca tam to często walka z zimnem i zmęczeniem. Młodzi ludzie, w większości studenci, podejmują się tego sezonowego wyzwania, by dorobić przed świętami. Wspomnienia Patrycji, która rok temu pracowała przy jednym ze stoisk, pokazują prawdziwe oblicze jarmarkowej codzienności – tej z drugiej strony lady.
Bajka z widokiem na kasę fiskalną
Targ Węglowy w Gdańsku lśnił blaskiem tysięcy światełek, a świąteczna muzyka rozbrzmiewała nieprzerwanie. To właśnie tam Patrycja spędziła niemal cały grudzień, pracując przy stoisku z kosmetykami. Każdy dzień zaczynał się podobnie – od ustawienia towaru, włączenia oświetlenia i… założenia trzech warstw ubrań.
Na zmianie nosiłam termoaktywną bieliznę, dwa swetry i polar, a i tak marzłam – wspomina Patrycja. – Ręce miałam cały czas lodowate, a przecież musiałam podawać ludziom produkty, obsługiwać kasę, doradzać”.
Mimo że stoisko było zadaszone, nie było ogrzewania. Grzejnik elektryczny pozwalał lekko podnieść temperaturę, ale tylko w obrębie nóg. Góra ciała dalej wystawiona była na lodowaty przeciąg, który wpadał przez otwarte wejście.
Czytaj więcej: Lotnisko w Gdańsku pod presją. Związkowa Alternatywa nie wyklucza strajku
Klient nie widzi zimna, widzi tylko twój uśmiech
Klienci przychodzili tłumnie – najwięcej po godzinie 16. Wielu zadawało te same pytania, część szukała prezentów na ostatnią chwilę, niektórzy niecierpliwili się, że kolejka się nie przesuwa.
Musiałam być uprzejma, nawet jeśli ledwo trzymałam towar w dłoni – mówi Patrycja. – Nie mogłam powiedzieć, że mi zimno, że mam już dość. Liczyło się to, żeby dobrze doradzić i sprzedać.
Praca trwała osiem godzin bez realnej przerwy. Najdłuższy moment wytchnienia to krótka wizyta w zapleczu, gdzie można było napić się gorącej herbaty z termosu i na chwilę usiąść na plastikowym stołku.
Najgorsze były weekendy. Tłumy nieprzerwanie od południa do wieczora, żadnego czasu na regenerację – dodaje. – Ale wtedy też najlepiej się zarabiało. Potrafiłam w jeden dzień wyrobić dwieście złotych na rękę.
Zimna kalkulacja, gorący bilans
Mimo trudów Patrycja nie żałuje. Przez miesiąc pracy udało jej się zarobić ponad trzy tysiące złotych. Przed świętami te pieniądze były jak znalazł. Ale podkreśla, że nie każdemu to odpowiada.
Dużo osób rezygnowało po jednym dniu. Jedna dziewczyna poprosiła o zmianę już po pierwszej godzinie – mówiła, że nie da rady wytrzymać w takim zimnie – opowiada Patrycja.
Praca na jarmarku to nie tylko sprzedaż. To też pilnowanie towaru, rozliczanie się z gotówki, sprzątanie, reagowanie na pytania i prośby klientów. To wszystko w ciągłym chłodzie i hałasie.
Zdarzało się, że wracając do domu, płakałam z zimna. Ale też z satysfakcji – że dałam radę – mówi.
Nie każdy wytrzyma w takich warunkach. Ale dla wielu młodych ludzi to niepowtarzalna szansa – i próba sił.
Rada dla chętnych – zimowa praca nie dla każdego
Dla tych, którzy rozważają pracę na Jarmarku Bożonarodzeniowym, Patrycja ma kilka rad.
Najważniejsze to nie mieć złudzeń – to nie są spacery wśród światełek, tylko konkretna robota w zimnie. Jeśli ktoś łatwo się męczy, marznie albo nie znosi tłumów, lepiej poszukać czegoś pod dachem – mówi.
Podkreśla też, że warto zainwestować w dobrą bieliznę termiczną, ciepłe buty i rękawiczki z możliwością obsługi ekranu dotykowego. Przydaje się także termos z gorącą herbatą i mała przekąska w kieszeni.
Ale jeśli ktoś lubi kontakt z ludźmi, potrafi działać pod presją i nie boi się wyzwań – to może być świetna przygoda. Nie zapomnę tej atmosfery nigdy – dodaje z uśmiechem.
Ile można zarobić? Od 30 zł za godzinę plus prowizja “pod stołem” od utargu. Przy jedzeniu są jeszcze napiwki, ale tu szału nie ma.
Zobacz też: Praca dla przedstawicieli pokolenia Z. Nie martwią się o dyplom

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






