W Polsce pod rządami prokuratora generalnego Adama Bodnara zapanowały nowe standardy prokuratorskiej „sprawiedliwości”. Wygląda na to, że jeśli jesteś związany z patriotycznymi inicjatywami i narodową prawicą – jak Robert Bąkiewicz – to musisz odsiedzieć wyrok bez względu na to, czy trwa procedura ułaskawieniowa. Ale jeśli jesteś politykiem Platformy Obywatelskiej, jak Tomasz Grodzki – nawet podejrzenia o wieloletni proceder korupcyjny znikają w prokuratorskiej mgle. Przypadek? Nie w tym układzie.
Bąkiewicz? Odmowa. Bo nie zasłużył.
Robert Bąkiewicz został prawomocnie skazany na rok ograniczenia wolności (30 godzin miesięcznie nieodpłatnej pracy) i 10 tys. zł nawiązki. W 2023 roku złożył wniosek o ułaskawienie do prezydenta, a Prokurator Generalny wszczął postępowanie ułaskawieniowe i zawiesił wykonanie kary – co dopuszcza art. 568 KPK w przypadku „szczególnie ważnych powodów”.
Jednak Adam Bodnar podjął decyzję: wstrzymanie kary cofnięte. Skazany ma odbyć karę – mimo że wniosek o ułaskawienie nadal oczekuje na decyzję prezydenta.
W uzasadnieniu podano, że „brak decyzji w zakresie ułaskawienia” nie może dłużej usprawiedliwiać zawieszenia wykonania kary. W domyśle: skazany ma iść pracować fizycznie. Dla przykładu? Dla pokazówki?
Grodzki? Umorzenie. Bo nie znaleziono „znamion czynu”.
Tymczasem Tomasz Grodzki, senator KO, może spać spokojnie. Prokuratura Regionalna w Szczecinie umorzyła śledztwo ws. korupcji w szpitalu, którym kierował. Argument? Czyn „nie zawiera znamion przestępstwa”.
Nieistotne, że przed sądem toczy się proces wobec lekarzy z jego szpitala. Nieistotne, że prokuratura jeszcze rok temu twierdziła, iż Grodzki był inicjatorem całego mechanizmu „wpłać dziesięć tysięcy, a dostaniesz operację bez kolejki”.
Po zmianie władzy wycofano wniosek o uchylenie immunitetu Grodzkiemu. Teraz prokuratura nie widzi już żadnego problemu. Śledztwo umorzono po cichu, bez medialnych fajerwerków. Przypadek? Raczej polityczny scenariusz pisany pod tezę.
Czy prawo działa równo dla wszystkich?
Trudno nie odnieść wrażenia, że pod kierownictwem Adama Bodnara prokuratura działa selektywnie: jednych traktuje z całą surowością litery prawa, innym daje zielone światło, by unikać odpowiedzialności.
W sprawie Bąkiewicza sąd wydał wyrok, postępowanie ułaskawieniowe trwa, ale kara musi być wykonana. W sprawie Grodzkiego – gdzie świadkowie i dokumenty wskazywali na poważne zarzuty – prokuratura uznała, że „czynu nie było”. I zamknęła temat.
Kto następny na celowniku?
Decyzje prokuratury pod rządami obecnej władzy nie tylko budzą kontrowersje – one zaczynają przypominać praktykę systemu, w którym wyroki zależą od barw politycznych. Niewygodni mają być ścigani, upokarzani i przymuszani do odbywania kar, nawet jeśli prawo dopuszcza inne procedury. Swoi mogą liczyć na umorzenia i ochronę.
Jeśli sprawa Grodzkiego i cofnięcie decyzji o zawieszeniu wykonania kary wobec Bąkiewicza nie budzą waszego niepokoju, to znaczy, że najwyraźniej przyzwyczailiśmy się do państwa, w którym sprawiedliwość nie jest ślepa – tylko wybiórcza.
Zobacz też: Politycy i mieszkańcy Gdańska razem przeciwko nielegalnej imigracji

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






