Z pozoru błaha sytuacja – zawodnik rzuca czapkę w stronę trybun. Taki obrazek po meczu nikogo nie dziwi. A jednak. Gdy po wygranej Kamila Majchrzaka w drugiej rundzie US Open czapka miała trafić do chłopca, a przechwycił ją dorosły mężczyzna, rozgorzała ogólnokrajowa debata. O własność, intencje, prawo… i przyzwoitość. Dziś sytuacja przybiera niepokojący obrót – mężczyzna – przedsiębiorca został zidentyfikowany. To właściciel znanej firmy budowlanej. W sieci ruszyła fala nawoływań do bojkotu jego biznesu.
Trzy fakty:
- Mężczyzna, który przechwycił czapkę, został zidentyfikowany jako właściciel warszawskiej firmy budowlanej.
- W sieci pojawiły się wezwania do unikania jego usług i komentarze wzywające do bojkotu.
- Z pozoru sportowa sytuacja stała się problemem wizerunkowym z potencjalnie poważnymi skutkami finansowymi.
Czapka, która podzieliła trybuny
Po zakończonym meczu Kamila Majchrzaka na US Open 2025 nikt nie spodziewał się kontrowersji. Sportowiec, rozdając autografy, wykonał prosty gest – rzucił czapkę w stronę młodego kibica. Chłopiec wyciągnął ręce, jednak uprzedził go dorosły mężczyzna, stojący zaledwie kilka centymetrów dalej. Radość jednego – rozczarowanie i płacz drugiego. Chwila trwała ledwie kilka sekund, ale wystarczyło, by nagranie zdarzenia obiegło internet, wzbudzając społeczne oburzenie.
Dla wielu był to symbol. Zwycięstwo dziecka zostało odebrane przez dorosłego. Internauci nie mieli wątpliwości – czapka miała trafić do konkretnego odbiorcy. Tymczasem pojawiły się głosy, że gest Majchrzaka był „rzutem do tłumu”, a nie indywidualnym prezentem.
Ekspert kontra opinia publiczna
Głos w sprawie zabrał mecenas Jakub Jędrzejak z kancelarii WKB Lawyers. W oficjalnym oświadczeniu przekonuje, że nie można mówić o żadnym „przywłaszczeniu”. Powołuje się na konkretne artykuły Kodeksu cywilnego i karnego, wskazując, że nie doszło do złamania prawa. Według niego, czapka była dobrem publicznym, „rzuconym do tłumu”, a zatem – pozbawionym konkretnego adresata.
Prawnik podkreśla, że Majchrzak nie wskazał imiennie chłopca ani nie złożył formalnego oświadczenia woli przekazania darowizny. Wskazuje też, że „rzecz w obiegu publicznym” nie może zostać uznana za „cudzą”, dopóki nie zostanie przyjęta przez faktycznego posiadacza.
Słowa eksperta nie spotkały się jednak ze zrozumieniem w sieci. Komentarze fanów nie pozostawiały złudzeń – według opinii publicznej to dziecko było „prawdziwym właścicielem czapki”, niezależnie od zapisów w kodeksie.
Czytaj więcej: Gortat obraża Polaków. Czas zabrać mu szkołę w Gdańsku
Majchrzak ratuje sytuację
Sportowiec nie pozostał obojętny wobec całej sytuacji. Już kilkadziesiąt minut po meczu zamieścił w mediach społecznościowych apel o pomoc w odnalezieniu chłopca. Jego zaangażowanie i szybka reakcja spotkały się z pozytywnym odbiorem. Internauci ruszyli do działania. Finał tej historii okazał się szczęśliwy – chłopiec został odnaleziony, a Majchrzak osobiście przekazał mu czapkę.
„Jestem pod wrażeniem mocy internetu. Mamy to! Wszystko jest już w porządku” – napisał tenisista.
Dzięki temu gestowi, Majchrzak nie tylko zyskał ogromne wsparcie, ale też przywrócił wiarę w sportową przyzwoitość.
Rozpoznany i osądzony. Internet szuka winnych
Kilka godzin po opublikowaniu nagrania doszło do tego, czego można było się spodziewać – internauci rozpoznali mężczyznę, który przechwycił czapkę. Okazało się, że to właściciel znanej firmy budowlanej. Dane firmy szybko zaczęły krążyć w mediach społecznościowych, a w sieci pojawiły się pierwsze recenzje, komentarze i ostrzeżenia przed korzystaniem z jego usług.
Na firmowym profilu Google w zaledwie jeden dzień przybyło kilkadziesiąt nowych opinii – zdecydowana większość jednoznacznie negatywnych, często nieodnoszących się do faktycznej jakości usług, lecz do „moralności właściciela”. Hasła takie jak „kradnie czapki dzieciom” czy „nie polecam – brak szacunku do najmłodszych” zaczęły dominować.
Pojawiły się też komentarze w stylu: „Z kimś takim nie chcę mieć nic wspólnego”, „Bojkotuję firmę, która nie potrafi zachować się z klasą” czy „Wolę współpracować z ludźmi, którzy mają kręgosłup moralny”.
Wizerunek w gruzach
Reputacja to dziś najcenniejszy kapitał. A jej utrata może być nieodwracalna. W dobie mediów społecznościowych jedno nieprzemyślane zachowanie może przynieść straty większe niż wieloletnia kampania marketingowa. Przypadek przedsiębiorcy z czapką jest podręcznikowym przykładem tego, jak bardzo cienka jest granica między anonimowością a społeczną odpowiedzialnością.
O ile prawnicy bronią mężczyzny i jego prawa do przejęcia przedmiotu „rzuconego do tłumu”, o tyle opinia publiczna nie uznaje formalizmów. Tu liczył się gest, empatia, intencje. Zabrakło ich – i zapłata za to może być bardzo wysoka. Firma już traci zaufanie klientów. W branży, gdzie zaufanie i rekomendacje są podstawą funkcjonowania, każda kolejna godzina nagonki może oznaczać realne straty finansowe.
Zobacz też: Ordynarny fake news prezydent Gdańska i mediów o śmierci

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






