Zamknięcie jednej z kluczowych przychodni w Sztumie uruchomiło lawinę pytań i zarzutów wobec lokalnych władz i całego systemu ochrony zdrowia. Mieszkańcy zostaną pozbawieni dostępu do podstawowych świadczeń medycznych, a gmina nie zaproponowała żadnej realnej alternatywy. Dominik Migawski z Korony Konfederacji Polskiej wprost mówi o „fikcji ochrony zdrowia” i ostrzega przed przyszłością, w której pacjenci będą musieli liczyć na lekarzy, którzy nie znają ani języka, ani potrzeb społeczności lokalnej.
Trzy szybkie fakty:
• Przychodnia AG Zdrowie w Sztumie kończy działalność – gmina nie ma zabezpieczenia dla pacjentów.
• NFZ zapewnia finansowanie nowych świadczeniodawców, ale decyzje należą do samorządu.
• W tle: zamknięta porodówka, prywatyzacja szpitala i coraz starsza kadra lekarska.
Sztum traci przychodnię, a z nią poczucie bezpieczeństwa
W Sztumie – niewielkim powiatowym mieście na Pomorzu – życie toczy się wolniej niż w dużych aglomeracjach. Ale właśnie tu zderzenie z rzeczywistością może być szczególnie bolesne. Przez lata mieszkańcy korzystali z przychodni AG Zdrowie, która zapewniała im podstawową opiekę medyczną. Teraz – jak mówi Dominik Migawski z Korony Konfederacji Polskiej – wszystko zmieniło się z dnia na dzień.
Lekarka przechodzi na emeryturę. To całkowicie zrozumiałe. Ale to, że gmina nie ma żadnego planu awaryjnego, jest nie do przyjęcia – komentuje Migawski. – Ludzie zostają bez opieki. Dwóch pozostałych placówek nie wystarczy, żeby obsłużyć tysiące pacjentów.
Problemy z terminami, wielotygodniowe kolejki i przepełnione gabinety to dziś codzienność w Sztumie. Dla wielu osób starszych, rodzin z dziećmi czy kobiet w ciąży oznacza to poważne zagrożenie dla zdrowia. Zmuszeni są dojeżdżać do Malborka, a nawet dalej – mimo że nie każdy ma samochód czy środki na prywatną wizytę.
Tak wygląda dostępność opieki zdrowotnej w Polsce powiatowej – gorzko podsumowuje Migawski.
Porodówka zamknięta, szpital sprywatyzowany, odpowiedzialność rozmyta
Przypadek sztumskiej przychodni nie jest incydentem, ale objawem głębszej choroby systemu. Kilka lat temu w mieście zamknięto porodówkę. Dziś najbliższy oddział położniczy znajduje się ponad godzinę drogi od wielu wsi w okolicy.
To nie jest jakiś abstrakcyjny problem. To rzeczywistość kobiet w ciąży, które w razie komplikacji muszą pokonać kilkadziesiąt kilometrów – przypomina Migawski. – To zagraża ich życiu i zdrowiu.
W tle tej sytuacji jest też sprywatyzowany szpital, który trafił w ręce amerykańskiej spółki po tym, jak popadł w 14-milionowe zadłużenie. Zamiast ratunku – zamknięto trzy oddziały. Tymczasem samorząd i państwo wciąż inwestują w placówkę publiczne środki: na remonty, parkingi, estetyzację. Migawski pyta: po co?
Skoro i tak dokładamy miliony z budżetu, dlaczego wcześniej oddano to w prywatne ręce? Kto dziś za to odpowiada? Kto ponosi konsekwencje tych decyzji? Bo mieszkańcy – to pewne.
Czytaj więcej: NFZ odpowiada na likwidację ważnej przychodni w Sztumie
System, w którym składki są pewne, a lekarz to loteria
Równolegle trwa cichy dramat tych, którzy co miesiąc wpłacają składki do ZUS, ale nie mogą się dostać do lekarza. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników. Migawski mówi wprost:
Płacimy jak za luksusową usługę, a dostajemy tylko obietnice. To nie jest „solidarność społeczna”, tylko układ, w którym pieniądze są pewne, a świadczenia już nie.
Ale to nie koniec. W regionie od lat mówi się o starzejącej się kadrze lekarskiej. Wielu specjalistów ma już ponad sześćdziesiąt lat, a w kolejce do odejścia czekają następni. Czy będzie ich komu zastąpić?
Coraz częściej pojawia się głos, że luka zostanie uzupełniona lekarzami z zagranicy – głównie z Ukrainy. Migawski nie ma złudzeń:
To nie kwestia narodowości. Ale czy pacjent ma rozmawiać z lekarzem przez tłumacza? W medycynie bariera językowa to nie drobiazg – to potencjalna tragedia. Ci ludzie nie znają naszych pacjentów, naszych realiów.
To głos, który nie pojawia się na oficjalnych spotkaniach rady. Mieszkańcy mówią o tym tylko między sobą. Bo oficjalnie – wszystko przecież działa. Tylko pacjentów coraz trudniej się dopatrzyć w tej układance.
Gmina pisze pisma, NFZ myje ręce, pacjent czeka
8 stycznia Pomorski NFZ otrzymał pismo burmistrza Sztumu w sprawie likwidacji przychodni AG Zdrowie. Fundusz odpowiedział, że gotów jest sfinansować nowy podmiot, który podejmie się świadczenia usług. Warunek? Spełnienie wymogów formalnych.
NFZ to płatnik, nie organ organizujący opiekę zdrowotną – tłumaczy rzeczniczka Funduszu. – Nie tworzymy placówek, nie zarządzamy nimi. To rola samorządu.
To oznacza jedno: mieszkańcy mogą zapisać się do innej przychodni, jeśli taka istnieje i przyjmuje nowych pacjentów. W przypadku Sztumu – to rozwiązanie czysto teoretyczne. Placówki są już przeciążone.
System się wali, wszyscy się na niego zrzucamy, a gdy przychodzi co do czego – każdy rozkłada ręce – puentuje Migawski.
Zobacz też: Pijany kierowca autobusu w Sztumie. Wiózł 20 pasażerów

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






