Rocznica od "pogłosu". Marcin Kierwiński w potrzasku na wieki (FOTO: MSWIA)

Rocznica “afery pogłosowej”. Marcin Kierwiński w potrzasku na wieki

To była scena jak z kabaretu, choć miała być uroczysta. Warszawski Plac Piłsudskiego, święto narodowe, mundury, orkiestra i powaga ceremonii. I on – Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych, który zamiast słów godnych urzędu zaserwował narodowi akustyczny dramat. Mija rok od tzw. „afery pogłosowej”, która ujawniła, że w polskiej polityce nie trzeba pić, by się skompromitować – wystarczy mikrofon, wiatr i kompletne niezrozumienie, jak działa opinia publiczna.


Trzy fakty, które nadal mają znaczenie:

  • Kierwiński wykonał trzy testy na trzeźwość – i wszystkie wyszły na zero, co nie znaczy, że wybrzmiał dobrze.
  • Raport MSWiA wskazał wiatr jako winnego – co dla wielu zabrzmiało jak kpina z inteligencji wyborców.
  • Minister wygrał wybory do Parlamentu Europejskiego, ale w pamięci wyborców pozostało tylko jego wystąpienie pełne… przeciągania sylab.

Gdy minister „cedzi” słowa – Warszawa, Plac Piłsudskiego, 4 maja

Była sobota, była uroczystość. Centralne obchody Dnia Strażaka, powaga ceremonii i oczekiwania na słowa wagi państwowej. Na mównicę wchodzi minister Marcin Kierwiński. Gdy zaczyna mówić, coś jest nie tak. Głos dziwnie zniekształcony, wypowiedzi wolne, niewyraźne, jakby cedził przez zęby każdą sylabę. Gdyby nie otoczenie i okoliczności, można by pomyśleć, że to występ na juwenaliach, a nie przemówienie szefa MSWiA.

Zaledwie kilkanaście minut po transmisji fragmenty wystąpienia lądują na Twitterze (dziś: platformie X). Internauci przecierają oczy ze zdumienia, komentatorzy ironizują, memy powstają błyskawicznie. Minister wyglądał i brzmiał, jakby znajdował się pod wpływem alkoholu – i tego nikt nie zamierzał przemilczeć. Politycy opozycji podchwycili temat natychmiast.

Parlamentarzyści i promile, których nie było

Andrzej Śliwka z PiS pisał w mediach społecznościowych wprost:

To masakra, że ktoś taki jak Kierwiński pełni funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji. Całkowity upadek. Szkoda tylko strażaków.

Janusz Kowalski z Suwerennej Polski wezwał ministra do poddania się badaniu alkomatem, sugerując, że dalsze pełnienie urzędu zależy od jednego wydruku z urządzenia.

Publiczne napiętnowanie rozpoczęło spiralę kryzysu. Kierwiński musiał działać – nie ze względu na godność urzędu, ale by ratować twarz przed nadchodzącą kampanią do Parlamentu Europejskiego.

Czytaj więcej: Kierwiński straszy prawnikami. Protasiewicz przypomina libacje

Alkomat, selfie i pogłos. Minister Marcin Kierwiński idzie w tango z technologią

Reakcja Kierwińskiego była błyskawiczna, niemal jak z podręcznika PR-owca w kryzysie. Jeszcze tego samego dnia udał się na komendę policji i przeszedł badanie alkomatem. Wynik? 0,0 promila. Tego było jednak za mało – ruszył do szpitala, gdzie wykonano kolejne badanie krwi. Również – zero. Do mediów trafiły zdjęcia, podpisy, pieczątki. Minister triumfalnie ogłosił: „Byłem trzeźwy!”

Trudno powiedzieć, co w tej sytuacji było bardziej groteskowe – podejrzenia czy desperackie próby ich rozwiania. Wystarczyło jedno wystąpienie, by obalić wizerunek powagi i autorytetu. A całość mogłaby skończyć się po jednym oświadczeniu, gdyby nie fakt, że… nikt mu nie uwierzył.

Pogoda zdemaskowana. Winny: silny wiatr i echo

W sierpniu 2024 roku Departament Kontroli MSWiA przygotował wewnętrzny raport dotyczący nagłośnienia podczas obchodów. Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł do dokumentu, który stwierdzał wprost: doszło do „anomalii akustycznej”. Winny miał być silny wiatr oraz kiepskie ustawienie mikrofonu. Dźwięk się odbijał, echo wracało, a mówca – słysząc siebie z opóźnieniem – zaczął mówić nienaturalnie.

Takie tłumaczenie mogłoby przejść bez echa, gdyby nie jego… groteskowość. Komentatorzy nie mieli litości. Portal wPolityce.pl napisał: „Bareja by tego nie wymyślił.” Internauci mówili o „pijanym dźwięku” i „aferze mikrofonowej”, memy z okładkami płyt „Pogłos 0,0” rozchodziły się jak świeże bułeczki.

Rząd w szoku, opozycja w ataku, a społeczeństwo w śmiechu

Z jednej strony – ministrowie i marszałek Hołownia bronili Kierwińskiego, mówiąc o pomówieniach i fake newsach. Z drugiej – całe prawe skrzydło sceny politycznej wykorzystało sytuację do ataku. Niezależnie od wyników testów, obraz bełkoczącego ministra zakorzenił się w opinii publicznej.

Problem był jeden: dowody na trzeźwość były bezsporne. Ale pamięć społeczna rządzi się swoimi prawami – i to, co zapamiętaliśmy, to nie zero promili, lecz zerowa jakość przemówienia.

Z urny do Brukseli. Incydent, który nie zaszkodził

Mimo medialnego szumu, polityczna kariera Kierwińskiego nie tylko nie ucierpiała – wręcz przeciwnie. W wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobył mandat europosła z bardzo dobrym wynikiem. Jesienią złożył rezygnację z funkcji ministra – w atmosferze sukcesu, a nie upadku.

Sprawa „afery pogłosowej” ucichła. Ale nie zniknęła. Co jakiś czas wraca jako anegdota, przytyk, synonim niezręczności. „Efekt pogłosu” stał się określeniem na wszystko, co politycy próbują zrzucić na technikę, pogodę lub „spisek mediów”.

Wiatr w rurze, ale polityka jak zawsze

Czy ta historia powinna zniknąć z pamięci publicznej? Absolutnie nie. Uczy nas dwóch rzeczy. Po pierwsze – wizerunek polityka buduje się na szczegółach, które łatwo przeinaczyć. Po drugie – reakcja na kryzys bywa ważniejsza niż sam kryzys. Kierwiński zrobił wszystko podręcznikowo – ale i tak pozostanie w historii jako minister, który bełkotał w Dzień Strażaka.

Zamiast o ofierze plotek, mówimy dziś o człowieku, który przegrał z mikrofonem. I z własnym tonem głosu.

Zobacz też: Kosiniak-Kamysz i Kierwiński śpiewają hymn. Dzieci? Za ścianą

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.