Spłonął luksusowy jacht polskiego biznesmena Piotra Misztala (FOTO: Piotr Misztal/FB)

Spłonął luksusowy jacht polskiego biznesmena Piotra Misztala

W nocy z wtorku na środę luksusowy jacht „Still Alive” polskiego biznesmena Piotra Misztala spłonął w hiszpańskim porcie Denia. Jednostka warta około dziesięć milionów euro była w trakcie remontu. Misztal ocenił, że gdyby zdarzenie miało miejsce na otwartym morzu, mogłoby dojść do tragicznej katastrofy z ofiarami.

Trzy szybkie fakty

  1. Wartość jachtu „Still Alive” to około 10 mln euro.
  2. Pożar wybuchł podczas prac remontowych – spaliły się dwa piętra i obudowa jednostki.
  3. Jacht miał wypłynąć do La Palmas i Majorki – rejs miał zabrać gości z USA.

W bulwersującym zdarzeniu udziału nie wzięła załoga ani goście – jacht „Still Alive” spłonął, gdy był unieruchomiony na lądzie. Całe zdarzenie stało się podczas prac remontowych w porcie niedaleko Alicante. Piotr Misztal w rozmowie z mediami podkreśla dramatyczną kwestię: gdyby pożar wybuchł podczas rejsu, „wszyscy by pewnie zginęli”. To wydarzenie przypomina, jak kruche są nawet najbardziej ekskluzywne jednostki na morzu i przypomina o nieprzewidywalności żywiołów.

Czytaj więcej: Nowa siedziba polskiego żeglarstwa w Gdyni

Pożar podczas remontu

Jacht „Still Alive” znajdował się na lądzie i był poddawany odmalowaniu i polerowaniu kadłuba. Około godziny 1:00 rano ogień objął dwa pokłady i kadłub. Do akcji wkroczyła ekipa złożona ze stoczniowców, prokuratora i policji, ale uratowano jedynie boczne elementy konstrukcji.

Koszt zakupu i wyposażenia jachtu wyniósł około dziesięć milionów euro. Piotr Misztal ogłosił już plan budowy większej jednostki w tej samej stoczni. „Gdyby to wydarzyło się na morzu, podczas rejsu, to wszyscy by pewnie zginęli” – powiedział biznesmen, podkreślając, że bezpieczeństwo na morzu było priorytetem.

Zagrożenie na otwartym morzu

Misztal zwrócił uwagę, że nocleg na jachcie był zakazany – załoga wypoczywała w hotelu. Jacht miał być wodowany dzień później, gotowy na wyprawę do La Palmas i Majorki. Gdyby pożar nastąpił za kilka godzin, mogło dojść do prawdziwej tragedii na otwartym morzu.

Zobacz też: Śmieci na plaży: co naprawdę zostawiamy nad Bałtykiem

Dziennik Łódzki/mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.