W lutym spłonęła hala ZNTK na gdańskiej Przeróbce, co wywołało niemałe poruszenie. Nie tylko dlatego, że spłonęły setki rowerów elektrycznych MEVO, ale także z powodu licznych wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa, odpowiedzialności i przyszłości systemu rowerowego w Gdańsku. Interweniował poseł Konfederacji, Grzegorz Płaczek. Teraz miasto odpowiada. I nie zostawia wielu złudzeń.
Historia tematu
-
Pożar na Przeróbce w Gdańsku ukrywał laboratorium narkotykowe
Opublikowano: 17 kwi 2025, 19:49 -
Pożar na Przeróbce. Teren przekazany właścicielowi
Opublikowano: 05 mar 2025, 11:26 -
Jak strażacy walczyli z pożarem hali na Przeróbce? Raport
Opublikowano: 14 lut 2025, 10:54 -
Ekspert stawia ważne pytanie ws. pożaru na gdańskiej Przeróbce
Opublikowano: 07 lut 2025, 06:30 -
Sprawę pożaru na Przeróbce monitoruje ABW
Opublikowano: 06 lut 2025, 12:36 -
Pożar na Przeróbce. Czy inwestorzy “wyłamują drzwi” do nowych terenów?
Opublikowano: 06 lut 2025, 10:44 -
Seria pożarów w Gdańsku. Co się dzieje w mieście?
Opublikowano: 06 lut 2025, 06:55
Trzy szybkie fakty:
- Śledztwo w sprawie pożaru nadal prowadzi policja pod nadzorem prokuratury.
- Spalona hala nie była kontrolowana przez straż pożarną przed pożarem.
- Miasto zrzuca pełną odpowiedzialność na operatora MEVO, hiszpańską firmę CityBike Global.
Poseł Płaczek: „Zgoda na składowanie rowerów w drewnianej hali to szaleństwo”
Pożar, który miał miejsce 5 lutego, to sygnał alarmowy. Spłonęły rowery, akumulatory, infrastruktura. Czy naprawdę nikt wcześniej nie widział zagrożenia, jakim jest przechowywanie setek baterii w hali z elementami drewnianymi i jednolitym dachem? – pyta w swojej interwencji poseł Grzegorz Płaczek.
Pismo, które skierował do prezydent Aleksandry Dulkiewicz, liczy aż osiemnaście punktów. Poseł domaga się wyjaśnień – kto odpowiadał za nadzór, czy hala spełniała wymogi przeciwpożarowe, dlaczego nie było regularnych kontroli, jakie są skutki zdrowotne dla mieszkańców i czy to nie jest ekologiczna katastrofa.
Czy naprawdę musimy czekać, aż stanie się tragedia, by zacząć myśleć o konsekwencjach przechowywania łatwopalnych baterii w centrum miasta? – podkreśla Płaczek w rozmowie z nami.
Wiceprezydent Borawski: „To nie nasza hala i nie nasze rowery”
W odpowiedzi na interwencję głos zabrał wiceprezydent Gdańska, Piotr Borawski.
Pożar nie rozpoczął się w części hali, gdzie magazynowane były rowery i akumulatory. Śledztwo prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku pod nadzorem prokuratury – zaznacza w oficjalnym piśmie.
Borawski zrzuca odpowiedzialność na właściciela obiektu i operatora systemu rowerowego.
To nie jest własność Gminy Miasta Gdańska. Zgodnie z przepisami, za bezpieczeństwo obiektu odpowiada właściciel lub zarządca – podkreśla.
W dodatku, jak wynika z pisma, straż pożarna nie prowadziła wcześniej kontroli tej konkretnej hali.
Kontrole odbywają się zgodnie z rocznym planem lub w przypadkach wymagających opinii. Tu takiej opinii nie było – dodaje Borawski.

Rowery spłonęły, system MEVO kuleje
Skutki pożaru są poważne. Dziesiątki rowerów MEVO zniknęły z ulicy, a perspektywa ich powrotu w najbliższych miesiącach jest nikła.
Rozmowy z producentem trwają. Proces produkcji i dostawy z Chin może potrwać kilka miesięcy” – przyznaje Borawski.
Na razie miasto nie planuje informować mieszkańców o alternatywach transportowych. „System działa w trybie zimowym, czyli na połowie floty. Trwają analizy, jak zminimalizować braki w sezonie wysokim” – głosi komunikat. Nie ma też decyzji, jak i kiedy system wróci do pełnej sprawności.
Czytaj więcej: MEVO w tarapatach? Zamiast kar umowa na więcej rowerów
Czy pożar zagrażał zdrowiu mieszkańców?
W momencie pożaru poinformowano mieszkańców przez Alert RCB i lokalny system ostrzegania. Zalecano zamknięcie okien i unikanie przebywania na otwartej przestrzeni – informuje wiceprezydent.
W dniu zdarzenia prowadzono pomiary powietrza i jakości wody. Na miejscu działała Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemicznego z Gdyni.
Pomiary nie wykazały związków bezpośrednio zagrażających życiu i zdrowiu – zapewnia Borawski, powołując się na dane WIOŚ i Centralnego Laboratorium GIOŚ.
Nie ma też, według miasta, potrzeby dodatkowego informowania mieszkańców o skutkach zdrowotnych pożaru.
Z uwagi na brak negatywnych skutków – nie planujemy działań informacyjnych – odpowiada Gdańsk.

Miasto nie zamierza niczego zmieniać
Wbrew oczekiwaniom posła Płaczka, władze Gdańska nie planują zmian w przepisach.
Nie ma potrzeby tworzenia nowych regulacji. Wystarczy stosować istniejące przepisy. Problemem jest brak ich przestrzegania przez właścicieli obiektów – mówi Borawski.
Przepisy określają konieczność oceny zagrożenia wybuchem przy przechowywaniu i ładowaniu baterii. Ale jak wynika z pisma, obowiązek ten ciąży wyłącznie na właścicielu budynku, nie na urzędzie miasta.
Miasto również nie planuje wymuszać na operatorze MEVO nowych lokalizacji magazynów.
Organizacja i logistyka należą do operatora, dopóki realizuje zapisy umowy – kwituje Gdańsk.
Spłonęła hala, ale nie spłonęły pytania
Sprawa pożaru hali ZNTK pokazuje, jak łatwo odpowiedzialność rozmywa się między firmą zewnętrzną, właścicielem budynku, a miastem. Mieszkańcy zostali bez rowerów, a konkretnych gwarancji na przyszłość – brak.
Czy naprawdę w XXI wieku mamy pozwalać, by sprzęt z akumulatorami był przechowywany w drewnianych halach bez kontroli, bez nadzoru, bez żadnego myślenia o skutkach? – pyta poseł Grzegorz Płaczek.
Na razie odpowiedź Gdańska można streścić w jednym zdaniu: to nie nasza sprawa.
Czytaj też: Konfederacja krytykuje Trzaskowskiego w spocie wyborczym
Załączniki





Zobacz też: Duża awaria Mevo na Pomorzu
mn






