Na pierwszy rzut oka to tylko śmietnik. Ale to właśnie ten obraz zostaje w pamięci setek turystów. W samym sercu Gdańska, za jednym z hoteli, rozciąga się widok na zaplecze ulicy Rajskiej, który przeczy wszystkim deklaracjom o nowoczesnym i „działającym mieście”. Stada szczurów, sterty śmieci, brak interwencji i absurdalne reakcje służb. Problem eskaluje od miesięcy, a władze zamiast działać – przekazują sprawę dalej. I to w czasie, gdy zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej trwa Jarmark Dominikański.
Śródmieście w cieniu gryzoni i śmieci
Mieszkanka Gdańska, pracująca w jednym z hoteli, codziennie obserwuje zza okna przerażający widok. To nie prywatny teren hotelu, lecz przestrzeń należąca do wspólnot mieszkaniowych. Leżą tam odpady, które od dłuższego czasu nie zostały usunięte. Wśród nich przemieszczają się stada szczurów. To realne zagrożenie sanitarne – i to nie tylko dla okolicznych mieszkańców, lecz także dla setek turystów odwiedzających Gdańsk w sezonie wakacyjnym.
Problem był kilkukrotnie zgłaszany przez mieszkańców i pracowników hotelu. Wskazywali konkretne instytucje – jednostki miejskie, podległe bezpośrednio prezydent miasta. Interwencje? Zazwyczaj ograniczone do pobieżnego sprzątania. Efekt: po kilku dniach wszystko wraca do punktu wyjścia.
„Miasto, które działa”? Według zgłoszeń – działa, ale tylko wtedy, gdy chodzi o mandaty. Straż Miejska pojawia się natychmiast, gdy kierowca stanie nielegalnie na chodniku. W przypadku zagrożenia zdrowia publicznego – już niekoniecznie.
Nagranie z okien hotelu Scandic w samym sercu @gdansk. Stada szczurów urządzają maratony w biały dzień po ulicach – i tak od miesięcy! Zero reakcji władz, za to wielkie zaproszenie na Jarmark św. Dominika. Na zapleczu imprezy – epidemiologiczna tykająca bomba. pic.twitter.com/KYYZgYFjfh
— Maciej Naskręt – wbijamszpile.pl (@MaciejNaskret) August 10, 2025
Szczury i bierność urzędów kontra jarmarkowa fasada
Na sąsiednich ulicach działają już kramy Jarmarku Dominikańskiego. Kolorowe stoiska i tłumy turystów kontrastują z odrapanym podwórkiem pełnym śmieci. Z okien hotelowych pokoi widać biało-czerwoną flagę wetkniętą w środek zaniedbanego placu. Mieszkańcy uznają to za profanację. To nie przypadkowa lokalizacja – meleksy z turystami regularnie przejeżdżają właśnie obok tego miejsca.
Zgłoszenia mieszkańców do stacji sanitarnej krążą po instytucjach. Ustawowy termin na reakcję wynosi 30 dni. Tymczasem zagrożenie epidemiologiczne wymaga działania natychmiastowego. Szczury są nosicielami groźnych chorób, a ich obecność w centrum miasta w bezpośrednim sąsiedztwie hoteli to kompromitacja dla całej gminy.
Czytaj więcej: Epidemia w Sarajewie. Miasto opanowane zostało przez szczury
Prawo istnieje – tylko kto je wyegzekwuje?
Obowiązujące przepisy nakładają odpowiedzialność za czystość i deratyzację na właścicieli nieruchomości. W tym przypadku – wspólnoty mieszkaniowe. Jednak to miasto posiada narzędzia, by wymusić działanie. Sanepid może nałożyć karę sięgającą 30 000 zł. Problem w tym, że proces trwa, a odpowiedzialność się rozmywa.
Platforma „Czyste Miasto Gdańsk” pozwala mieszkańcom zgłaszać problemy, ale jak wskazuje mieszkanka, zgłoszenia trafiają w próżnię. Urzędnicy reagują, gdy sprawa przybiera medialny wymiar – wcześniej pozostaje bez echa. Turyści wyjeżdżają z Gdańska z obrazem gryzoni i rozkładających się śmieci. Mimo że zaledwie kilka ulic dalej rozpościera się pełen blasku Jarmark Dominikański z uśmiechniętą prezydent miasta na plakatach.
Zobacz też: Sanepid ujawnił nieścisłości w przedszkolu. Miasto i kuratorium ich nie widzi

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.







na zdjęciu jest mysz