Dlaczego Stocznia Gdańska upadła, kto za to odpowiada i co pozostało po dawnym zakładzie? Poznaj kulisy sukcesów, błędów i niezałatwionych rachunków ostatnich czterech dekad – od stanu wojennego, przez upadłość, prywatyzację, aż po walkę o nową przyszłość w epoce morskiej energetyki wiatrowej.
Stocznia Gdańska im. Lenina stała się na początku lat 80. areną przełomowych wydarzeń politycznych i społecznych w Polsce. W sierpniu 1980 wybuchł strajk okupacyjny w obronie zwolnionej suwnicowej Anny Walentynowicz – protest ten szybko przekształcił się w ogólnopolski ruch przeciw władzy komunistycznej. To właśnie na terenie stoczni 31 sierpnia 1980 r. przedstawiciele strajkujących robotników z Lechem Wałęsą na czele podpisali z delegacją rządową historyczne Porozumienia Sierpniowe, dając początek NSZZ „Solidarność”. Od tego momentu gdański zakład stał się kolebką Solidarności i symbolem walki o demokratyczne przemiany w Polsce.
Mimo rozbudzonych nadziei strajków 1980 roku, codzienność gospodarcza i społeczna w drugiej połowie lat 80. pogrążyła się w marazmie. Stocznia – podobnie jak cała krajowa gospodarka centralnie planowana – borykała się z niedoborami, spadkiem produkcji i niezadowoleniem załogi. Wprowadzony w grudniu 1981 stan wojenny przerwał legalną działalność Solidarności, a w samej stoczni doszło do weryfikacji i represji wobec działaczy związkowych. Jednak podziemny ruch oporu przetrwał, a nastroje protestacyjne powracały wraz z pogarszaniem się sytuacji ekonomicznej.
W 1988 roku wybuchły kolejne strajki w Stoczni Gdańskiej, które przyczyniły się do podjęcia negocjacji opozycji z władzami komunistycznymi (tzw. rozmowy Okrągłego Stołu) i ostatecznej zmiany ustroju. Jesienią 1988 r. władze PRL posunęły się nawet do formalnego postawienia stoczni w stan likwidacji, rzekomo z powodu słabych wyników ekonomicznych – decyzję premiera Mieczysława Rakowskiego odebrano jako próbę politycznej zemsty na zbuntowanej załodze. Te posunięcia tylko wzmogły opór społeczny. Symboliczne znaczenie gdańskiego zakładu – miejsca, gdzie narodziła się „Solidarność” – sprawiło, że utrzymanie stoczni przy życiu stało się sprawą narodową dla opozycji demokratycznej i społeczeństwa.
Lata 90. – Transformacja ustrojowa, prywatyzacja i upadłość
Upadek komunizmu na początku lat 90. przyniósł dla Stoczni Gdańskiej zarówno szanse, jak i gwałtowne wyzwania. Gospodarka przeszła na wolny rynek, co oznaczało koniec gwarantowanych zamówień rządowych i radzieckich. Stocznia Gdańska, zatrudniająca w schyłkowym PRL ponad 20 tysięcy pracowników, musiała zmierzyć się z realiami konkurencji międzynarodowej. Utrata rynku ZSRR (dokąd trafiało ok. 60% produkcji) spowodowała gwałtowny spadek zamówień.
Wraz z załamaniem się przemysłu okrętowego zwalniano tysiące stoczniowców, co przełożyło się na powstanie wysokiego bezrobocia i głębokie zmiany społeczne na Pomorzu. Stoczniowy etos pracy i dumy zawodowej zderzył się z nową rzeczywistością gospodarki rynkowej, w której przestarzałe i zadłużone przedsiębiorstwo potrzebowało pilnej restrukturyzacji.

Kluczowym krokiem było przekształcenie przedsiębiorstwa państwowego w spółkę akcyjną. Ustawą z 13 lipca 1990 r. dokonano komercjalizacji – powstała Stocznia Gdańska S.A., w której 61% udziałów objął Skarb Państwa, a 39% trafiło w ręce pracowników. Mimo tej pozornej prywatyzacji sytuacja finansowa stoczni w pierwszej połowie lat 90. systematycznie się pogarszała. Zakład nie był w stanie spłacać narastającego zadłużenia wobec kontrahentów, brakowało kapitału na unowocześnienie produkcji, a tańsza konkurencja z Dalekiego Wschodu zaczęła dominować rynek statków towarowych.
W 1996 roku kryzys osiągnął punkt krytyczny – 8 sierpnia 1996 Sąd Rejonowy w Gdańsku ogłosił upadłość Stoczni Gdańskiej S.A.. Decyzja o bankructwie zapadła, choć inne duże polskie stocznie (np. Stocznia Gdynia czy Szczecińska) zostały wówczas przed upadłością uratowane pomocą rządową. Gdański zakład nie doczekał się jednak takiego wsparcia, co wielu obserwatorów odbierało jako efekt zaniedbań lub uprzedzeń politycznych. Upadłość flagowej kolebki Solidarności wywołała ogromny rezonans społeczny. Mimo formalnej upadłości produkcja statków nie została przerwana – syndyk masy upadłościowej utrzymał działalność, choć z firmy odeszło wielu doświadczonych fachowców.
W obronie miejsc pracy powstał Komitet Obrony Stoczni, a nawet próbowano oddolnych inicjatyw ratunkowych. Słuchacze Radia Maryja zorganizowali zbiórkę pieniędzy na dokapitalizowanie stoczni, wpływając drobne kwoty na specjalne subkonto – świadczyło to o olbrzymiej społecznej wadze, jaką zakład ten miał dla Polaków. Choć finalnie te oddolne fundusze nie uratowały zakładu (wpłaty zwrócono darczyńcom po zmianie właściciela), sama akcja pokazała, że Stocznia Gdańska to coś więcej niż przedsiębiorstwo – to symbol narodowej dumy i walki o godność pracowniczą.

Wkrótce nastąpiło rozwiązanie patowej sytuacji poprzez prywatyzację majątku upadłej stoczni. W 1998 roku syndyk sprzedał funkcjonujący zakład konsorcjum o nazwie Trójmiejska Korporacja Stoczniowa (TKS), utworzonemu przez Stocznię Gdynia S.A. oraz firmę deweloperską EVIP Progress. Na bazie tego majątku utworzono nowy podmiot: Stocznia Gdańska – Grupa Stoczni Gdynia S.A.
Działalność produkcyjna była kontynuowana, a profil poszerzono – oprócz budowy statków pełnomorskich stocznia zaczęła wykonywać sekcje kadłubów i inne konstrukcje stalowe (np. elementy mostów czy wieże wiatrowe). Zakład zrestrukturyzowano również przestrzennie: większość wydziałów przeniesiono na północną część terenów (Wyspa Ostrów), koncentrując się na obszarze ok. 62,5 ha, co stanowiło tylko połowę dawnego rozległego terenu stoczni. Pozostałe, południowe działki i zabudowania stopniowo wygaszano lub przeznaczano do innych celów.
Pod nowym właścicielem stocznia przetrwała końcówkę lat 90., ale pozostawała w cieniu większej Stoczni Gdynia S.A., która posiadała 100% akcji gdańskiej spółki. Niestety, podporządkowanie Stoczni Gdańskiej konkurentowi nie sprzyjało jej rozwojowi – Stocznia Gdynia zlecała gdańskiej filii budowę statków i sekcji na niekorzystnych warunkach finansowych, obarczając ją niskomarżowymi kontraktami. Taka polityka wewnątrzgrupowa pogłębiała problemy ekonomiczne zakładu i rodziła frustrację załogi w Gdańsku. Z punktu widzenia społecznego oznaczało to utrzymywanie się relatywnie niskich płac i dalsze ograniczanie zatrudnienia. Niemniej jednak w latach 90. stoczni udało się uniknąć całkowitego zamknięcia – wysiłkiem załogi, nowego kierownictwa i dzięki pamięci o historycznej roli tego miejsca, produkcja szła dalej, choć na mniejszą skalę niż w czasach świetności.

Lata 2000. – Nowy inwestor, konkurencyjność i ingerencja Unii Europejskiej
Na początku XXI wieku przyszłość Stoczni Gdańskiej wciąż była niepewna, a zakład przechodził kolejne perturbacje gospodarczo-polityczne. Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej (2004) na pierwszy plan wysunęła się kwestia legalności pomocy publicznej udzielanej stoczniom oraz ich konkurencyjności na jednolitym rynku. Gdańska stocznia, ciągle nierentowna i wymagająca inwestycji, znalazła się pod lupą Brukseli. Równocześnie w kraju zmieniały się rządy i podejście do przemysłu stoczniowego.
Przełom nastąpił w 2006 roku, gdy do władzy doszedł rząd Jarosława Kaczyńskiego (PiS). Politycy ci, odwołujący się do solidarnościowego etosu, deklarowali podczas kampanii wyborczej wolę ratowania gdańskiej stoczni. Rzeczywiście, rząd Kazimierza Marcinkiewicza w 2006 podjął decyzję o wydzieleniu Stoczni Gdańskiej ze struktury Grupy Stoczni Gdynia i znalezieniu dla niej niezależnego inwestora. Było to spełnienie przedwyborczych obietnic wobec stoczniowców, którzy od lat domagali się uniezależnienia swojego zakładu od nierównoprawnej relacji z Gdynią. W ramach przygotowań do prywatyzacji Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) – państwowy podmiot inwestycyjny – przejęła od Stoczni Gdynia część udziałów gdańskiej spółki w zamian za umorzenie długów. W sierpniu 2006 zmieniono strukturę własnościową i statut firmy, wykreślając zapisy o podporządkowaniu grupie kapitałowej stoczni Gdynia. Stocznia odzyskała samodzielność i wróciła do historycznej nazwy „Stocznia Gdańsk S.A.” (bez członu „Grupa Stoczni Gdynia”). W tym czasie Skarb Państwa (poprzez ARP i spółki zależne, np. Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa) posiadał już niemal wszystkie akcje przedsiębiorstwa.
Jeszcze w 2006 roku pojawił się strategiczny inwestor zagraniczny. Ukraiński koncern przemysłowy ISD (Industrialny Związek Donbasu), działający w branży hutniczej i stalowej, zainteresował się gdańską stocznią. W grudniu 2006 spółka ISD Polska wykupiła początkowo 5% akcji, a po negocjacjach objęła w listopadzie 2007 nowe akcje warte 300 mln zł, stając się większościowym właścicielem z pakietem ok. 80–83% udziałów. Resztę akcji zachowała ARP jako udziałowiec mniejszościowy. Prywatyzacja Stoczni Gdańsk S.A. w ręce ISD została przyjęta z nadzieją – inwestor obiecywał zainwestować w unowocześnienie zakładu i zapewnić podwyżki wynagrodzeń dla pracowników. Dla załogi, która latami odczuwała skutki niedoinwestowania i niskich płac, było to światełko w tunelu.
Trzeba podkreślić, że sam proces finalizacji tej prywatyzacji odbywał się w burzliwej atmosferze politycznej. Jesienią 2007 zmienił się rząd – władzę objęła koalicja PO-PSL – co wzbudziło obawy załogi, że nowa ekipa może niechętnie patrzeć na warunki wynegocjowane przez poprzedników z ISD. 29 października 2007 r. kilkuset stoczniowców manifestowało w Gdańsku, domagając się kontynuacji procesu prywatyzacji zgodnie z planem i niewycofywania się rządu ze wsparcia dla stoczni. Pod stoczniową bramą pojawiły się transparenty „Chcemy nowoczesnej stoczni i europejskich zarobków” czy wymowne hasło skierowane do polityków: „Liberałowie – łapy precz od stoczni”. Obawy okazały się na szczęście płonne – nowy rząd nie zablokował transakcji i ukraiński kapitał ostatecznie zasilił stocznię pod koniec 2007 roku.
Wejście Polski do UE ujawniło jednak nowy problem: wcześniejsze dokapitalizowanie i ulgi dla polskich stoczni zostały uznane w Brukseli za nielegalną pomoc publiczną, zakłócającą konkurencję. Już w marcu 2008 nowy właściciel, ISD, stanął przed ultimatum ze strony Komisji Europejskiej. KE zażądała restrukturyzacji Stoczni Gdańsk, tak aby przedsiębiorstwo było rentowne bez ciągłego wsparcia państwa – w przeciwnym razie stoczni groził nakaz zwrotu ok. 760 mln zł pomocy publicznej (gwarancji, pożyczek, umorzeń długów), co natychmiast doprowadziłoby ją do bankructwa. Warunkiem zaakceptowania planu naprawczego przez Komisję było ograniczenie mocy produkcyjnych stoczni. W praktyce oznaczało to konieczność zamknięcia dwóch z trzech działających pochylni (linii montażowych do budowy statków) na terenie zakładu. Był to bolesny wymóg – stocznia traciła część swej infrastruktury i zdolności budowy dużych statków, co historycznie stanowiło istotę jej działalności.

W latach 2008–2009 trwała trudna walka o przyszłość zakładu, rozgrywająca się na poziomie unijnym, krajowym i lokalnym. Stocznia Gdańsk zatrudniała wówczas ok. 2200 pracowników, lecz plan restrukturyzacji przewidywał redukcję zatrudnienia. ISD zobowiązał się wobec Komisji Europejskiej do utrzymania co najmniej 1900 miejsc pracy – musiało to oznaczać zwolnienie około 300 osób. Rzeczywiście w 2009 roku zapowiedziano likwidację ok. 200 etatów głównie w administracji i służbach pomocniczych, by dostosować firmę do mniejszej skali działania.
Związki zawodowe ostro sprzeciwiały się grupowym zwolnieniom: Komitet Obrony Stoczni (KOS) zorganizował protesty i groził nawet strajkiem głodowym, aby obronić zagrożone miejsca pracy. Jednocześnie strona rządowa starała się interweniować na forum międzynarodowym. Ówczesny Prezydent RP Lech Kaczyński apelował w listach do prezydenta i premier Ukrainy (gdzie mieściła się centrala ISD) o wsparcie dla gdańskiej stoczni i niewycofywanie się inwestora pomimo trudności. Prezydent podkreślał w tych listach, że Stocznia Gdańska – kolebka Solidarności – zasługuje na uratowanie także ze względów historycznych. Kaczyński równolegle zabiegał u przywódców państw UE o złagodzenie stanowiska Komisji Europejskiej wobec polskich stoczni, argumentując, że wiele krajów na Zachodzie również wspiera swój przemysł okrętowy programami pomocowymi.
Ostatecznie restrukturyzacja została wdrożona: stocznia znacząco ograniczyła moce produkcyjne (pozostawiono tylko jedną pochylnię czynną), zredukowano zatrudnienie i skoncentrowano się na budowie mniej kapitałochłonnych jednostek (np. statków specjalistycznych, sekcji okrętowych) oraz konstrukcji dla przemysłu offshore. Niestety, pozostałe dwie wielkie polskie stocznie – Gdynia i Szczecin – nie przetrwały tego okresu.
Nie znalazłszy inwestorów spełniających unijne wymagania, w 2009 r. ogłosiły upadłość likwidacyjną i zostały rozparcelowane. Gdańsk uniknął takiego losu dzięki wcześniejszemu wejściu prywatnego kapitału i zgodzie na bolesne cięcia. Kosztem była jednak utrata znacznej części potencjału produkcyjnego i kolejna fala zwolnień. Wydarzenia lat 2007–2009 pokazały, że los Stoczni Gdańskiej jest wypadkową czynników ekonomicznych (konieczność konkurowania z Azją, dostosowania do rynku), politycznych (decyzje rządów krajowych i Komisji Europejskiej) oraz społecznych (determinacja załogi, protesty w obronie miejsc pracy i dziedzictwa Solidarności).
Lata 2010. – Dalsza restrukturyzacja, ograniczenie działalności i zmiany właścicielskie – Stocznia Gdańska
Po burzliwym okresie restrukturyzacji stocznia weszła w drugą dekadę XXI wieku jako znacznie mniejszy i wyspecjalizowany zakład. Profil produkcji uległ daleko idącej zmianie – zamiast budowy dużych pełnomorskich statków „pod klucz”, Stocznia Gdańsk zaczęła koncentrować się na segmentach niszowych. W kolejnych latach wykonywano m.in. sekcje okrętowe na zlecenie innych stoczni, konstrukcje offshore (np. elementy platform, mostów) oraz wieże i fundamenty dla elektrowni wiatrowych. Było to zgodne z ogólnym trendem w polskim przemyśle stoczniowym, który po załamaniu produkcji masowej postawił na specjalizację i bardziej zaawansowane technicznie projekty. Pomogła w tym bliskość zaplecza stalowego – ukraiński inwestor ISD integrował stocznię ze swoimi hutami i fabrykami konstrukcji stalowych, co dawało pewne synergie. Niemniej jednak skala działalności była niewspółmierna do dawnej: stocznia działała na ograniczonym obszarze i z coraz mniejszą załogą, co stanowiło wyzwanie dla społeczności lokalnej (wiele rodzin straciło tradycyjne źródło utrzymania).
W połowie dekady doszło do kolejnych istotnych zmian. W 2015 roku Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna (PSSE) – instytucja zarządzająca terenami inwestycyjnymi – odkupiła od Stoczni Gdańsk S.A. większość gruntów na Wyspie Ostrów (około 30 ha) za kwotę 116 mln zł. Były to tereny niewykorzystywane już aktywnie przez stocznię, a transakcja miała dwie funkcje: po pierwsze spłacono z tych środków dotychczasowych wierzycieli stoczni, poprawiając jej bilans, a po drugie PSSE zapowiedziała stworzenie na tym obszarze nowoczesnej infrastruktury dla nowych inwestorów przemysłowych. Oznaczało to dalszą redukcję “stoczni właściwej” – od tej pory operacyjny teren produkcyjny stoczni skurczył się do enklawy około 6,5 ha w rejonie jednej z hal (tzw. hala K1). W praktyce stocznia ograniczyła się do jednej dużej hali produkcyjnej i przyległej pochylni, gdzie skupiano montaż sekcji i konstrukcji stalowych.
Równolegle na południowej części historycznych terenów stoczni nastąpiło definitywne wygaszenie działalności stoczniowej. Obszar ten, graniczący z centrum miasta, został przeznaczony pod miejską rewitalizację i otrzymał nazwę Młode Miasto. Część poprzemysłowych budynków i przestrzeni zyskała nowe funkcje kulturalno-społeczne: sztandarowym projektem stało się Europejskie Centrum Solidarności (ECS) – nowoczesne muzeum i ośrodek edukacyjny, upamiętniający ruch Solidarności i dziedzictwo stoczni. Budowę ECS, zlokalizowanego tuż obok historycznej Bramy Nr 2 i Pomnika Poległych Stoczniowców 1970, ukończono w 2014 roku. W ten sposób miejsce, gdzie kiedyś toczyły się robotnicze strajki, przekształcono w przestrzeń pamięci narodowej, odwiedzaną przez turystów i mieszkańców. Ponadto miasto Gdańsk wraz z deweloperami rozpoczęło planowanie nowych osiedli i obiektów użyteczności publicznej na dawnych terenach postoczniowych. Według zapowiedzi, do połowy lat 2020-tych na Młodym Mieście ma powstać nawet kilkanaście setek mieszkań i duże kompleksy biurowe – przykładowo lokalny deweloper Euro Styl (z grupy Dom Development) zaplanował do 2023 roku budowę ok. 1100 mieszkań oraz biur o powierzchni 37 tys. m². Ta dynamiczna przebudowa oznaczała zamknięcie pewnej epoki: Stocznia Gdańska przestała istnieć jako rozległy fizycznie zakład dominujący w panoramie miasta, ustępując miejsca nowej tkance miejskiej. Ocalały jednak najbardziej charakterystyczne elementy dawnej infrastruktury – stare dźwigi stoczniowe, hale montażowe, a przede wszystkim historyczna Brama nr 2 – zostały objęte ochroną konserwatorską lub znalazły nowych gospodarzy (np. budynek dawnej dyrekcji stoczni przejęło konsorcjum Stocznia Cesarska Development, planujące jego rewitalizację).
Pod względem własnościowym i finansowym, okres po 2015 roku był dla stoczni trudny. Globalny kryzys finansowy 2008/09 i późniejsze wahania rynku odbijały się nadal na kondycji firmy. Pomimo restrukturyzacji, Stocznia Gdańsk S.A. pod rządami ISD przynosiła straty i zmagała się z brakiem nowych dużych kontraktów, szczególnie po 2012 r. (wygaszenie ostatnich programów statków). ISD – sam mający kłopoty z powodu kryzysu na Ukrainie – nie inwestował już więcej kapitału. Zatrudnienie systematycznie spadało: podczas gdy w 2007 stocznia miała ok. 2200 pracowników, to do 2018 roku stopniało ono do zaledwie około 100 etatów w samej spółce Stocznia Gdańsk S.A. (choć dodatkowe ~700 osób pracowało w spółce-córce GSG Towers produkującej wieże wiatrowe). Sytuacja ta budziła duży niepokój społeczny – istnienie stoczni jako takiej zawisło na włosku.
Po 2018 – Powrót pod skrzydła państwa, stan obecny i plany rozwojowe
W lipcu 2018 nastąpiła znacząca zmiana właścicielska: Agencja Rozwoju Przemysłu odkupiła od ukraińskich udziałowców (grupy ISD reprezentowanej przez Serhija Tarutę) ich pakiety Stoczni Gdańsk S.A. oraz GSG Towers. Transakcja ta – choć jej wartości nie ujawniono – oznaczała ponowne przejęcie kontroli nad legendarną stocznią przez państwo polskie (ARP jest spółką skarbu państwa). ARP powołała nowy podmiot zarządzający o nazwie Grupa Przemysłowa Baltic, w ramach którego ulokowano przejęte aktywa stoczniowe.
Celem była konsolidacja i uzdrowienie resztek potencjału produkcyjnego stoczni. W wyniku tych działań formalno-prawnych doszło do reorganizacji: od 2019 roku sama spółka Stocznia Gdańsk S.A. zaprzestała własnej działalności produkcyjnej, przekazując operacje spółce zależnej Baltic Operator. Następnie w lutym 2021 dokonano fuzji – Stocznia Gdańsk S.A. została w całości przejęta przez spółkę Stocznia Gdańska sp. z o.o. (przemianowaną z GSG Towers). W ten sposób zlikwidowano dualizm podmiotów, skupiając całą działalność w jednym przedsiębiorstwie, w 100% kontrolowanym przez państwową Grupę Przemysłową Baltic. Od strony zarządczej następuje konsolidacja – wszystkie spółki grupy (w tym Baltic Operator, Energomontaż-Północ Gdynia i inne) od 2024 roku mają ten sam zarząd, co ma ułatwić koordynację strategii.
Czytaj również: Dźwig stoczniowy wpadł do kanału żeglugowego [NAGRANIE]
Obecnie (stan na 2025 r.) Stocznia Gdańska działa więc w silnie okrojonej formule, ale kontynuuje działalność gospodarczą. Pozostała część czynna zakładu to skondensowany kompleks hal i pochylnia na około 6–7 hektarach Wyspy Ostrów. Właścicielem stoczni jest ponownie państwo polskie (poprzez ARP i Grupę Baltic), co oznacza, że los zakładu zależy w dużej mierze od strategii rządowej wobec przemysłu stoczniowego. Tradycyjna produkcja statków pełnomorskich została niemal całkowicie zarzucona – w Gdańsku nie buduje się już wielkich kadłubów od stępki po wyposażony statek pasażerski czy kontenerowiec.
Zamiast tego firma specjalizuje się w wytwarzaniu dużych konstrukcji stalowych: elementów dla branży offshore (np. fundamenty morskich elektrowni wiatrowych, konstrukcje platform), wielkogabarytowych komponentów dla przemysłu energetycznego, a także sekcji okrętowych na zamówienie innych stoczni. Sztandarowym produktem ostatnich lat stały się wieże wiatrowe – już w 2015 r. spółka GSG Towers wyprodukowała 90 sztuk tych ogromnych rur stalowych, co plasowało ją w czołówce pięciu największych producentów wież na świecie. Zakład zmodernizował wówczas linię produkcyjną w hali K1 i dobudował nową halę malarską, podwajając moce wytwórcze (do potencjalnych 16 wież miesięcznie). Mimo to rentowność pozostawała wyzwaniem – lata 2018–2020 przynosiły straty finansowe (np. w 2020 strata netto sięgała ~70 mln zł), co wymuszało dalsze poszukiwanie oszczędności i wsparcia.
Jeśli chodzi o zachowaną infrastrukturę dawnej stoczni, to po serii restrukturyzacji jest jej niewiele. Z trzech historycznych pochylni stoczniowych czynna pozostała tylko jedna (dwie zamknięto w 2009 r. zgodnie z żądaniami Komisji Europejskiej). Większość ogromnych hal montażowych i doków albo zburzono, albo przekazano nowym właścicielom.
Charakterystyczne żurawie stoczniowe – symbole Gdańska – w znacznej części wciąż stoją na swoich miejscach, choć część z nich nie jest już eksploatowana. Dbałość o to dziedzictwo przejęła m.in. PSSE, która w latach 2015–2017 wykupiła sześć historycznych dźwigów, by zapobiec ich złomowaniu. Obecnie część tych żurawi jest nadal wykorzystywana (np. dwa największe o udźwigu 50 ton), a część stanowi pomnik przemysłowej historii. Zabytkowa Brama Nr 2 Stoczni Gdańskiej – przez którą w sierpniu 1980 wchodzili strajkujący robotnicy i gdzie zawisły tablice z 21 postulatami Solidarności – została pieczołowicie odrestaurowana i zachowana. Wrócono nawet do historycznego napisu „Stocznia Gdańska im. Lenina” na bramie (z tą różnicą, że po 1989 r. usunięto sam człon „im. Lenina”).
Obok bramy stoi Pomnik Poległych Stoczniowców 1970, upamiętniający ofiary masakry grudniowej – to miejsce cyklicznych uroczystości i manifestacji patriotycznych. Cały ten rejon, wraz z Europejskim Centrum Solidarności i planowanym Muzeum Sztuki Współczesnej na dawnych terenach stoczni, tworzy dziś żywe centrum pamięci społecznej o wydarzeniach, które zmieniły bieg historii Polski. Dawny przemysłowy charakter ustąpił tu pola misji edukacyjno-kulturalnej, jednak w pozostałej działającej części stoczni nadal słychać szczęk metalu – przeszłość i teraźniejszość przenikają się na terenie Młodego Miasta i Ostrowa.
Zobacz też: 30. rocznica pożaru w hali Stoczni Gdańskiej

Perspektywy rozwojowe dla Stoczni Gdańskiej wiążą się głównie z nowymi sektorami gospodarki morskiej, zwłaszcza z morską energetyką wiatrową. Polska planuje na Bałtyku wielkie farmy wiatrowe, co rodzi zapotrzebowanie na krajowe zaplecze produkcyjne. W odpowiedzi, na terenach stoczni intensywnie inwestuje się w nową infrastrukturę. Trwa budowa nowoczesnej fabryki „Baltic Towers” – zakładu produkcji wież wiatrowych dla turbin offshore, która powstaje na Wyspie Ostrów (czyli w obrębie stoczni).
Projekt ten, realizowany przez Grupę Przemysłową Baltic i ARP, uzyskał ogromne dofinansowanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej: długoterminową pożyczkę 291 mln zł w ramach programu „Sprawiedliwa transformacja”. Fabryka ma być jedną z najnowocześniejszych w Europie – będzie wytwarzać sekcje wież o długości 50 m, średnicy do 11 m i masie 500 ton każda, zdolne obsłużyć najnowsze turbiny 15 MW i większe. Proces produkcji (spawanie, malowanie, montaż wyposażenia) ma odbywać się z zachowaniem najwyższych standardów jakości i bezpieczeństwa środowiskowego.
Planowany start produkcji to II kwartał 2025 roku, a zakład ma stworzyć około 500 nowych miejsc pracy w Gdańsku. Inwestycja ta jest postrzegana jako kluczowy element strategii odrodzenia przemysłowego stoczni – tym razem w roli dostawcy dla sektora odnawialnej energii, co nadaje temu historycznemu miejscu nowe znaczenie gospodarcze.
Równolegle kontynuowany jest wieloletni program zagospodarowania Młodego Miasta. Władze Gdańska wraz z partnerami prywatnymi realizują kolejne etapy zabudowy mieszkaniowej, biurowej i infrastrukturalnej na dawnych terenach postoczniowych, dążąc do wykreowania nowej, tętniącej życiem dzielnicy miejskiej w miejscu dawnych pochylni i warsztatów. Już teraz działają tam centra sztuki, inkubatory przedsiębiorczości i lokale usługowe w zaadaptowanych pofabrycznych halach. Z jednej strony więc stocznia jako przedsiębiorstwo wciąż walczy o pozycję w niszy rynku offshore, z drugiej zaś – jako miejsce – przechodzi metamorfozę urbanistyczną.
Stocznia Gdańska anno domini 2025 to zatem unikatowe połączenie bogatej historii i trudnej teraźniejszości. W wymiarze gospodarczym przetrwała dzięki kolejnym restrukturyzacjom, prywatyzacjom i pomocy publicznej – choć skurczona, nadal szuka swojej niszy w globalnej gospodarce (obecnie stawia na konkurencyjność w branży offshore). W wymiarze politycznym odgrywała rolę nieproporcjonalnie dużą względem swojej wielkości: od zapoczątkowania upadku komunizmu, poprzez wpływ na krajowe polityki przemysłowe i relacje Polska-UE, aż po stawanie się elementem politycznych sporów (różne rządy odmienne traktowały jej potrzeby).
Wreszcie w wymiarze społecznym – Stocznia Gdańska to wciąż symbol siły zorganizowanych pracowników i źródło tożsamości lokalnej. Losy tysięcy stoczniowców, ich protesty, dramaty bezrobocia i emigracji po likwidacji miejsc pracy, ale też duma z bycia częścią „kolebki Solidarności”, ukształtowały społeczność Gdańska na dekady. Mimo że od pamiętnych strajków minęło ponad 40 lat, znaczenie społeczne zakładu pozostaje ogromne. Widać to zarówno w muzeach i pomnikach, jak i w bieżących dyskusjach o przyszłości przemysłu – Stocznia Gdańska nadal działa na wyobraźnię jako miejsce, gdzie historia splata się z teraźniejszością, a ekonomia z polityką i społeczeństwem.

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






