Stogi to zapomniana dzielnica Gdańska. Tego zdania jest mieszkaniec tej części miasta – pan Jacek. Publikujemy jego list do redakcji, w którym domaga się uporządkowania przestrzeni.
Gdańsk, stolica regionu, aspirujące „miasto wolności” i „europejskiej jakości życia”, ma też swoje ciemne strony – i to dosłownie kilka metrów od lokali usługowych, których właścicielem jest miasto. Przy ul. Szpaki 1 na Stogach, tuż przy murku okalającym teren zielony, na chodniku rozgrywa się smutny obraz całkowitego braku nadzoru i elementarnego zarządzania przestrzenią publiczną. Miejsce to przypomina bardziej dzikie wysypisko niż fragment europejskiego miasta.
Śmieci, szkło, odpady jedzenia, puszki, kartony, zużyte ubrania, a nawet miski z zaschniętą karmą – wszystko to piętrzy się pod drzewami i krzewami. Obok porzuconych śmieci znajduje się siedziba dzikich lokatorów – wszystko wskazuje na to, że teren ten służy jako nielegalne schronienie. Niestety, nikt z miejskich służb nie reaguje. Trawa i chwasty rosną do kolan, papierki i niedopałki walają się wszędzie, a bruk i chodnik jest pełen potłuczonego szkła, kapsli i brudu.

Dzielnica z potencjałem – ale tylko w ulotkach
Stogi to przecież nie jakaś zapomniana wioska. To nadmorska dzielnica Gdańska z jedną z najładniejszych, piaszczystych plaż w całym Trójmieście. W sezonie letnim tysiące turystów, także zagranicznych, przyjeżdża tutaj, by odpocząć nad Bałtykiem. Przez dzielnicę przebiega linia tramwajowa,główna ulica łącząca centrum miasta z plażą – a okolice ulicy Szpaki mijają codziennie setki odwiedzających. I co widzą? Syf, brud, śmietnik, szkło i zaniedbane krzaki.
To taka jest wizytówka miasta?
Zamiast wypolerowanego wizerunku Gdańska – turyści i mieszkańcy otrzymują pocztówkę z zaniedbania. To miejsce powinno być zadbane, estetyczne i bezpieczne – tymczasem jest odwrotnie. Zamiast kwiatów i czystości – mamy kapsle, pety, śmieci i zagrożenie.
Dziecko się skaleczyło – i co dalej?
Na tym tle szczególnie dramatycznie brzmi relacja jednego z mieszkańców – jego kilkuletnie dziecko skaleczyło się w nogę na jednym z potłuczonych kawałków szkła. Według dokumentów ewidencyjnych to gmina Gdańsk jest właścicielem działki. A mimo to – nikt nie sprząta, nikt nie odpowiada.
Prezydent miasta, Aleksandra Dulkiewicz, od lat powtarza slogany o „zielonym mieście”, „przyjaznym dzieciom”, „dbającym o seniorów” i „czystej przestrzeni miejskiej”. Tymczasem wystarczy spojrzeć na zdjęcia z ulicy Szpaki, by zrozumieć, że to wyłącznie PR bez pokrycia w rzeczywistości. Oto obraz zaniedbania, którego nikt z urzędników nie chce tknąć.

Firma sprzątająca – fikcja za publiczne pieniądze
Teren ten regularnie powinien być sprzątany przez zewnętrzną firmę, z którą miasto podpisało umowę. Pytanie brzmi – gdzie są efekty tej współpracy? Za co konkretnie płacimy publiczne pieniądze? Widać, że albo nie jeżdżą tam w ogóle, albo robią to raz na parę lat dla pozoru. Krzaki zarastają przejścia, śmieci leżą tygodniami, a mieszkańcy muszą patrzeć na ten bałagan codziennie. Nawet podstawowe czynności – jak zebranie szkła czy papierów – nie są wykonywane.
Dość tego – mieszkańcy żądają działań
Mieszkańcy mają dość. Oczekują natychmiastowego uprzątnięcia terenu, kontroli umowy z firmą sprzątającą i rozliczenia winnych zaniedbania. To nie może być tak, że władze Gdańska tylko fotografują się na tle kwiatków w Śródmieściu, a dzielnice jak Stogi – traktują jak.. śmietnik. Gdańsk to nie tylko Długi Targ i ECS – to także ulice jak Szpaki, gdzie żyją ludzie, wychowują dzieci, płacą podatki i oczekują czegoś więcej niż obojętności.
Jacek






