Tragiczna historia domu matki i dziecka w Tuam

14 lipca 2025 roku w Tuam, niewielkiej miejscowości w zachodniej Irlandii, rozpoczęto prace ekshumacyjne szczątków 796 dzieci, odnalezionych na terenie dawnego Domu Matki i Dziecka prowadzonego przez siostry zakonne w latach 1925–1961. Ekshumacja jest bolesnym finałem wieloletnich starań o ujawnienie prawdy o systemowych zaniedbaniach, społecznej stygmatyzacji samotnych matek i dramatycznej śmiertelności dzieci, które przez dziesięciolecia pozostawały bezimiennymi ofiarami mrocznego rozdziału irlandzkiej historii.

Powstanie domu i realia społeczne

Dom Matki i Dziecka w Tuam (hrabstwo Galway, zachodnia Irlandia) był jednym z kilkunastu podobnych ośrodków prowadzonych w XX wieku przez instytucje katolickie dla samotnych matek. Placówka w Tuam funkcjonowała w latach 1925–1961, zarządzana przez zakon sióstr Bon Secours (pol. Sióstr Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych) i oferowała schronienie kobietom, które zaszły w ciążę poza małżeństwem, oraz ich nowo narodzonym dzieciom.

Domy tego typu powstawały w konserwatywnej, katolickiej Irlandii jako odpowiedź na stygmatyzację niezamężnych matek – rodziny często wysyłały młode kobiety do zakonnych przytułków, by ukryć „hańbę” ciąży pozamałżeńskiej przed sąsiadami. Z czasem ośrodki te pełniły również rolę nieformalnych sierocińców i agencji adopcyjnych: gdy matka po urodzeniu dziecka opuszczała dom, wiele z tych dzieci oddawano do adopcji, nierzadko bez pełnej wiedzy lub zgody biologicznych matek.

Warunki bytowe bywały surowe – panowała atmosfera potępienia zamiast współczucia. Kobiety często zmuszane były do ciężkiej, nieodpłatnej pracy, zwłaszcza jeśli pozostawały w takich instytucjach dłużej. Jak ujął to irlandzki rząd, sieć takich domów i pokrewnych zakładów (np. osławionych pralni Magdalenek) stanowi dziś mroczny rozdział historii kraju, dowód opresyjnej kultury, w której „kobiety z nieślubnymi dziećmi uczyniono wyrzutkami”.

Wysoka śmiertelność dzieci i zatajone pochówki

W domu w Tuam na świat przyszło i przebywało tysiące niemowląt, z których znaczna liczba nie dożyła swoich piątych urodzin. Z dokumentów wynika, że w latach 1925–1961 zmarło tam 796 dzieci – głównie niemowląt i maluchów do około 3 lat (odnotowano też przypadek śmierci dziecka w wieku 9 lat). Oficjalnie jako przyczyny zgonów wpisywano różne schorzenia typowe dla tamtych czasów. Najczęściej wymieniano m.in.:

  • choroby zakaźne wieku dziecięcego (np. odrę, koklusz),
  • infekcje i choroby płuc (gruźlicę, zapalenie oskrzeli lub płuc),
  • ciężkie dolegliwości pokarmowe (biegunki, odwodnienie z powodu zapalenia jelit),
  • ataki drgawek (np. padaczkę niemowlęcą),
  • skrajne niedożywienie (wyniszczenie organizmu zwane marazmem).

Choć wpisywano powyższe przyczyny medyczne, statystyki ujawniły, że śmiertelność dzieci w domach matki i dziecka drastycznie przekraczała średnią krajową. Raporty rządowe wskazały około 15% zgonów wśród dzieci urodzonych w tych placówkach – to około dwa razy więcej niż wynosiła wówczas śmiertelność niemowląt w ogólnej populacji.

Taka nadumieralność świadczy o poważnych zaniedbaniach opiekuńczych. Już w 1944 r. inspekcja rządowa zwracała uwagę na rażące niedożywienie i złe warunki sanitarne w domu w Tuam. Same matki relacjonowały po latach, że otrzymywały tam minimalną pomoc medyczną – wiele z nich tylko raz zbadał lekarz (przy przyjęciu do ośrodka), a porody nierzadko odbywały się bez nadzoru lekarskiego. W takich warunkach choroby zakaźne i biegunki łatwo zbierały śmiertelne żniwo, tym bardziej że niemowlęta bywały osłabione brakiem należytej opieki czy odpowiedniego pożywienia.

Teren dawnego ośrodka, zburzonego w latach 70. XX w., dziś w większości zajmuje osiedle mieszkaniowe. Jedynym widocznym śladem tragicznej przeszłości jest niewielki, ogrodzony fragment zieleni z tablicą pamiątkową. To właśnie pod tym skrawkiem trawnika, obok osiedlowego placu zabaw, odkryto szczątki dzieci – podczas wstępnych prac archeologicznych natrafiono tam na komory dawnego podziemnego zbiornika, wypełnione ludzkimi kośćmi, dziecięcymi bucikami i zapinkami od pieluch.

Dlaczego nie ma cmentarza?

Jak to możliwe, że szczątki setek dzieci znalazły się na terenie ośrodka? Okazuje się, że zmarłe maluchy nie były chowane na normalnym cmentarzu. Nie istnieją żadne wpisy ani dokumenty świadczące o wydaniu ciał rodzinom czy urządzeniu oficjalnego pogrzebu. Dopiero wiele lat po zamknięciu domu prawda zaczęła wychodzić na jaw.

W 1975 r. grupa bawiących się dzieci przypadkowo odkryła w betonowej konstrukcji przypominającej dawne szambo – pozostałości po starej kanalizacji – ludzkie kości dziecięce. Ówczesne władze uznały jednak, że muszą to być szczątki ofiar wielkiego głodu z XIX wieku (gdy podobne przytułki grzebały zmarłych na terenie własnym).

Nikt nie skojarzył znaleziska z domem matki i dziecka ani nie przeprowadzono pełnego dochodzenia. Dopiero kilkadziesiąt lat później, dzięki dociekliwości lokalnej badaczki, ustalono rzeczywiste pochodzenie owych szczątków.

Odkrycie skandalu (2014) i reakcje

Sprawa Tuam przez dekady pozostawała nieznana szerszej opinii publicznej. Zmieniło się to za sprawą Catherine Corless – mieszkanki Tuam i pasjonatki historii lokalnej. Około 2010 r. zainteresowała się ona losami dawnego domu zakonnego. Po żmudnym przeszukaniu archiwów odnalazła 796 aktów zgonu dzieci z Tuam, przy czym żaden z tych dokumentów nie miał odpowiadającej mu wzmianki o pogrzebie.

Corless dotarła też do osób pamiętających dom z lat młodości – jej rówieśnicy wspominali wychudzone, chorowite dzieci z Tuam, co dodatkowo wzbudziło jej niepokój. Latem 2014 r. opublikowała wyniki swoich badań i przedstawiła hipotezę, że brakujące ciała mogą wciąż spoczywać na terenie dawnego ośrodka – być może właśnie w betonowym zbiorniku, gdzie wcześniej natrafiono na dziecięce kości.

Początkowo jej ustalenia spotkały się z brakiem zainteresowania, a nawet niechęcią lokalnych władz i mediów. Corless bezskutecznie zabiegała o nagłośnienie sprawy – w lokalnej prasie ukazała się co prawda krótka notatka, ale nie wywołała żadnego echa. Nie reagowała też policja ani przedstawiciele Kościoła, którym badaczka przekazała informacje. Dopiero gdy jedna z rodzin ofiar dowiedziała się o ustaleniach Corless i zaalarmowała większe media, temat eksplodował na pierwsze strony gazet – również za granic. W czerwcu 2014 relacje o „masowym grobie niemowląt w Tuam” obiegły świat, wywołując szok i oburzenie opinii publicznej.

Pod wpływem tej presji irlandzki rząd zareagował szybko. Ówczesny premier (Taoiseach) Enda Kenny określił ujawnione praktyki jako „odrażające” i stwierdził, że przez dziesięciolecia traktowano niezamężne matki w Irlandii jak „podrzędny podgatunek” ludzi.

Władze ogłosiły zamiar przeprowadzenia oficjalnego śledztwa – zapowiedziano powołanie specjalnej komisji dochodzeniowej, która miała zbadać okoliczności sprawy w Tuam oraz skontrolować historię wszystkich podobnych domów w kraju. Był to przełom – po raz pierwszy państwo irlandzkie zamierzało systemowo rozliczyć się z dziedzictwem instytucji dla niezamężnych matek i ich dzieci.

Raport komisji i przeprosiny (2021)

Rządowa Komisja Śledcza ds. Domów Matki i Dziecka, powołana pod koniec 2014 r., prowadziła dochodzenie przez sześć lat. Przesłuchano setki świadków i przebadano archiwa 18 placówek funkcjonujących w latach 1922–1998. Efektem był liczący niemal 3000 stron raport końcowy opublikowany w styczniu 2021 r.. Ujawniono w nim szokującą skalę zjawiska: od lat 20. do 90. XX wieku przez sieć irlandzkich domów matki i dziecka przewinęło się około 56 tysięcy kobiet oraz 57 tysięcy dzieci. Spośród tych dzieci co najmniej 9 000 zmarło, z czego 796 właśnie w Tuam. Średnia śmiertelność wynosiła ~15%, podczas gdy w całej populacji była około dwukrotnie niższa.

Raport potwierdził również znalezisko w Tuam – we wnętrzu starego zbiornika na terenie domu odkryto szczątki 802 dzieci (noworodków i maluchów do 3 lat) pochowanych tam w latach działania placówki. Komisja określiła sposób, w jaki te dzieci pochowano, jako głęboko niegodny i nieakceptowalny. Jednocześnie śledczy starali się ustalić, co doprowadziło do tak wysokiej umieralności. W raporcie stwierdzono, że choć nie znaleziono dowodów na celowe zabijanie dzieci, to warunki w domach matki i dziecka były skrajnie surowe i zaniedbane.

Z relacji ocalałych nie wyłoniły się wprawdzie liczne przypadki molestowania seksualnego czy brutalnej przemocy fizycznej (jakie miały miejsce np. w irlandzkich sierocińcach i szkołach prowadzonych przez zakony), ale odnotowano wiele przykładów okrutnego traktowania, zaniedbań i niewrażliwości względem podopiecznych. Kobiety, które trafiły do tych domów, doznawały upokorzeń i były często zmuszane do oddania swoich dzieci do adopcji, co było ogromną traumą. Raport podkreślił też współodpowiedzialność państwa – instytucje te działały w ramach oficjalnego systemu opieki społecznej, a urzędnicy publiczni przez lata ignorowali sygnały o nadużyciach.

Publikacja raportu wywołała w Irlandii głębokie poruszenie i oficjalne akty skruchy. Premier Micheál Martin w imieniu państwa przeprosił wszystkie osoby skrzywdzone w domach matki i dziecka, przyznając, że irlandzkie społeczeństwo i rząd ponoszą odpowiedzialność za „głęboką, pokoleniową krzywdę” wyrządzoną bezbronnym kobietom i ich dzieciom.

Stwierdził: „W imieniu rządu, państwa i jego obywateli przepraszam za to, co spotkało matki i ich dzieci, które trafiły do takich domów”. Również przedstawiciele Kościoła katolickiego odnieśli się do ustaleń komisji. Arcybiskup Eamon Martin, prymas Irlandii, przyznał ze wstydem, że Kościół poprzez swoje działania przyczynił się do kultury napiętnowania, odrzucenia i osądzania niezamężnych matek – i za to publicznie przeprosił.

Własne oświadczenie wydało także zgromadzenie Sióstr Bon Secours, prowadzących dom w Tuam. Zakonnice wyraziły „głębokie ubolewanie” i przeprosiły za to, że “dzieci, które zmarły w naszym domu, zostały pogrzebane w sposób niegodny i niedopuszczalny”.

Dla wielu osób ocalałych i rodzin ofiar raport i przeprosiny były ważnym krokiem, choć niewystarczającym. Pojawiły się głosy krytyki, że nie wskazano wyraźnie winnych zaniedbań ani nie pociągnięto ich do odpowiedzialności karnej. Jednocześnie jednak społeczeństwo Irlandii stanęło wobec bolesnej prawdy. Relacje świadków, jakie przytoczono w raporcie, oraz oficjalne przeprosiny przełamały wieloletnie milczenie wokół tematów kiedyś uznawanych za tabu. Stało się jasne, że następnym etapem musi być zadośćuczynienie – zarówno symboliczne (poprzez upamiętnienie ofiar i przywrócenie im tożsamości), jak i materialne (programy zadośćuczynienia dla ocalałych matek i ich dzieci).

Czytaj też: “Polski sen” obywateli Kolumbii i Wenezueli

Ekshumacja szczątków i identyfikacja ofiar (2025)

Po opublikowaniu raportu szybko narastały apele, by godnie pochować odnalezione szczątki dzieci z Tuam. Już Catherine Corless podkreślała konieczność ekshumacji: „Błagałam: wyciągnijcie te dzieci z tego szamba i dajcie im przyzwoity, chrześcijański pogrzeb” – mówiła, wskazując, że maluchom tym odmówiono podstawowej godności.

W odpowiedzi na te głosy irlandzki rząd przygotował specjalną ustawę, która miała stworzyć ramy prawne dla ekshumacji masowych grobów na terenach instytucji (ustawa o pochówkach instytucjonalnych została uchwalona w 2022 r.). Na jej mocy powołano nowe stanowisko – Dyrektora ds. Autoryzowanej Interwencji – którego zadaniem miało być przeprowadzenie dochodzenia na miejscu takich grobów. W przypadku Tuam dyrektorem tym mianowano Daniela MacSweeneya, a jego zespół rozpoczął przygotowania do prac już w 2023 roku.

Prace wykopaliskowe

W lipcu 2025 r. – ponad dekadę od odkrycia skandalu – ruszyły właściwe prace wykopaliskowe na terenie dawnego domu w Tuam. Działania te mają charakter bezprecedensowy: to pełnoprawne śledztwo archeologiczno-kryminalistyczne, prowadzone przez międzynarodowy zespół specjalistów. Na miejscu pracuje kilkudziesięciu archeologów sądowych i ekspertów medycyny sądowej z Irlandii oraz m.in. Kolumbii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Kanady i USA. Teren objęty badaniami (okolica dawnego zbiornika i przyległego placu zabaw) ogrodzono wysokim parkanem i jest on chroniony przez całą dobę w celu zachowania integralności dowodów.

Plan prac został rozpisany na około dwa lata. W tym czasie specjaliści mają wydobyć wszystkie szczątki, poddać je analizie antropologicznej, postarać się ustalić tożsamość jak największej liczby dzieci (m.in. poprzez porównawcze badania DNA), a następnie pochować je ponownie z należnym szacunkiem. Już na etapie przygotowań zebrano materiał genetyczny od około 30 żyjących krewnych zmarłych dzieci, a baza ta będzie rozszerzana – tak, aby możliwe było dopasowanie profili DNA i identyfikacja choć części ofiar.

Przed zespołem stoi jednak ogromne wyzwanie natury technicznej. Jak zaznacza dyrektor MacSweeney, szczątki są mocno przemieszane i zdegradowane – kości wielu osób leżały razem w podziemnych komorach przez dziesięciolecia. Utrudnia to zarówno przyporządkowanie fragmentów do konkretnych osób, jak i np. rozróżnienie szczątków chłopców od dziewczynek w przypadku niemowląt. Nie wiadomo też, w ilu przypadkach uda się wydobyć materiał DNA na tyle czytelny, by umożliwić identyfikację – czas, wilgoć i chemikalia obecne w ziemi mogły znacząco uszkodzić próbki. Mimo tych problemów zespół jest zdeterminowany, by wykorzystać najnowocześniejsze techniki kryminalistyczne i spróbować przywrócić nazwiska bezimiennym dotąd ofiarom.

Start ekshumacji w Tuam

Rozpoczęcie ekshumacji wzbudziło silne emocje wśród lokalnej społeczności oraz rodzin ofiar. Dla wielu matek i rodzeństwa tamtych zmarłych dzieci był to moment długo oczekiwany.

Nigdy nie myślałam, że doczekamy tego dnia – przyznała Anna Corrigan, której dwaj bracia urodzili się w Tuam (jeden z nich zmarł jako dziecko). – Te dzieci nie zaznały godności za życia ani po śmierci, więc miejmy nadzieję, że teraz ich głosy zostaną wysłuchane – płakały o to, by je odnaleźć” – dodała, stojąc przy ogrodzeniu otaczającym miejsce wykopalisk.

Dla rodzin takich jak jej jest to przejmująca chwila ulgi i żalu zarazem – ulgi, że prawda wreszcie wychodzi na jaw, ale i bólu z powodu wspomnienia dawnej krzywdy.

To dopiero kolejny etap naszej długiej drogi – stwierdziła Corrigan. – Nie zaznam spokoju, dopóki nie zobaczę, że moim braciom wymierzono sprawiedliwość – oni nie tylko potrzebują godnego pogrzebu, ale i pełnego zastosowania surowości prawa.

Podobną determinację wyrażają inni – rodziny chcą nie tylko pochować bliskich z należnymi honorami, lecz także domagają się rozliczenia winnych zaniedbań, które doprowadziły do tak wielu śmierci. Sama Catherine Corless, dziś ponad 70-letnia, uczestniczyła w lipcu 2025 w rozpoczęciu prac na miejscu. Dla niej był to zwieńczenie wieloletnich starań:

„To była zażarta walka. Kiedy zaczynałam, nikt nie chciał słuchać. Nareszcie naprawiamy te krzywdy” – powiedziała, obserwując koparki wchodzące na teren wykopalisk.

Zobacz też: 15 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek – raport

Możliwe przyczyny tragedii i znaczenie sprawy

Skandal w Tuam skłonił historyków, dziennikarzy i polityków do szerszej refleksji nad tym, jak mogło dojść do takiej tragedii i kto za nią odpowiada. Wskazuje się na wieloaspektowe tło – splot czynników społecznych, kulturowych i systemowych, które stworzyły warunki dla dramatu setek matek i ich dzieci.

Społeczna stygmatyzacja niezamężnych matek

Przez większą część XX wieku w Irlandii panowało przekonanie, że kobiety mające dzieci poza małżeństwem przynoszą wstyd rodzinie i wspólnocie. Były one napiętnowane, potępiane z ambon i izolowane w osobnych instytucjach. Kościół katolicki – jak przyznał arcybiskup E. Martin – aktywnie uczestniczył w tworzeniu kultury, w której takie kobiety i ich dzieci uznawano za osoby „piętnowane, osądzane i odrzucane”, traktowane z moralną wyższością zamiast z empatią. W takich realiach brakowało współczucia, a mieszkańcy domów matki i dziecka byli pozbawieni praw i głosu.

Zaniedbania opiekuńcze i medyczne

Relacje świadków i ustalenia raportu wskazują, że personel wielu placówek nie zapewniał podopiecznym należytej opieki. Niedobór wykwalifikowanego personelu, przepełnienie oraz surowa dyscyplina skutkowały tym, że niemowlęta i ciężarne pozostawiano często samym sobie. W Tuam – co potwierdzają relacje matek – opieka medyczna praktycznie nie istniała (lekarz pojawiał się sporadycznie).

To sprzyjało wybuchom epidemii (odry, kokluszu itp.) i prowadziło do sytuacji skrajnych, jak niedożywienie niemowląt. Już w latach 40. XX w. inspektorzy alarmowali o przypadkach ciężkiego wygłodzenia dzieci (marazmu) w Tuam, co pokazuje, że zaniedbania były świadome i długotrwałe, nie zaś incydentalne. Wielu komentatorów – w tym irlandzki minister Ciaran Cannon – określa wprost wydarzenia w Tuam jako efekt „zamierzonego i świadomego zaniedbania” najbardziej bezbronnych istot.

Brak nadzoru i rozliczalności

Przez dziesięciolecia działalność kościelnych domów dla matek odbywała się przy cichej akceptacji lub przynajmniej przymykaniu oka ze strony władz państwowych. Lokalne instytucje rządowe finansowały te ośrodki, ale nie wnikały dostatecznie w warunki w nich panujące. Gdy dzieci umierały, nikt nie zadawał pytań – zgony często rejestrowano rutynowo bez dochodzenia przyczyn. Taka instytucjonalna obojętność sprawiła, że przez lata możliwe było ukrycie prawdziwej skali śmierci. Nawet odkrycie szczątków w 1975 r. nie wywołało należytej reakcji władz, co dziś jest postrzegane jako rażące zaniedbanie obowiązków.

Kultura wstydu i zmowy milczenia

Być może najważniejszym kontekstem była wszechobecna kultura wstydu. W tradycyjnym społeczeństwie irlandzkim temat nieślubnych ciąż oraz zgonów dzieci z takich związków był tematem tabu – nikt nie chciał o tym mówić. Catherine Corless wspomina, że na początku słyszała opinie: „To było dawno temu, po co do tego wracać, lepiej zapomnieć”.

Istniała swoista zbiorowa potrzeba wyparcia tych faktów, zarówno przez rodziny, lokalne społeczności, jak i instytucje religijne. Taka zmowa milczenia sprawiła, że dopiero po wielu latach możliwe stało się ujawnienie prawdy. Kościół, który w tamtych czasach dominował w życiu Irlandczyków, nie zachęcał do rozliczeń – przeciwnie, zależało mu na utrzymaniu nieskazitelnego autorytetu. „Ukrywanie tej plamy” na moralności narodu – jak określiły to organizacje międzynarodowe krytykujące Watykan – było przez lata ważniejsze niż przyznanie się do błędów.

Symbol narodowego rachunku sumienia

Sprawa masowego grobu dzieci w Tuam stała się symbolem narodowego rachunku sumienia. Wstrząsnęła społeczeństwem i przyczyniła się do przyspieszenia zmian w postrzeganiu roli Kościoła oraz praw kobiet w Irlandii. Jak ujął to minister Ciaran Cannon: „Jak możemy pokazać, że dojrzeliśmy jako społeczeństwo, jeśli nie nazwiemy tych potwornych czynów po imieniu? (…) Te dzieci zasługiwały na miłość i opiekę, a otrzymały dokładne ich przeciwieństwo”.

Po latach milczenia ich historia wreszcie przebija się do świadomości – i domaga się sprawiedliwości. Trwająca ekshumacja w Tuam to nie tylko dochodzenie kryminalistyczne, ale i proces przywracania godności ofiarom. Każdy wydobyty maleńki szkielet to czyjeś dziecko, które przez dziesięciolecia było anonimową cyfrą w archiwum. Dziś – dzięki determinacji osób takich jak Catherine Corless i rodzin zmarłych maluchów – Irlandia ma szansę pochować te dzieci z imieniem i należnym szacunkiem. „Nareszcie naprawiamy te krzywdy” – powiedziała Corless, patrząc na rozpoczynające się prace. Te słowa dają nadzieję, że nawet najboleśniejsze rozdziały historii można zacząć zamykać z prawdą i odkupieniem.

Źródła: Raport Komisji Śledczej ds. Domów Matki i Dziecka (2021); materiały prasowe AFP/Reutera (cyt. za CBS News, Al Jazeera) oraz relacje The Guardian, The Independent i Feminist Majority Foundation

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.