Trzaskowski obiecuje 60 tys. zł kwoty wolnej, ale rząd już to odrzucił (FOTO: Rafał Trzaskowski FB)

Trzaskowski obiecuje 60 tys. zł kwoty wolnej, ale rząd już to odrzucił

W ostatnim dniu kampanii Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta RP liberalnej władzy, ponownie obiecał podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Deklaracja padła w atmosferze mobilizacji przed niedzielnym głosowaniem. Tymczasem rządząca koalicja, mimo wcześniejszych zapowiedzi, do dziś nie przedstawiła własnego projektu. Co więcej – taki projekt był już w Sejmie, lecz został faktycznie zablokowany.

Trzy szybkie fakty:

  • Projekt ustawy o podniesieniu kwoty wolnej do 60 tys. zł trafił do Sejmu w lutym, złożony przez Konfederację.
  • Koalicja Obywatelska najpierw chciała jego odrzucenia, potem skierowano go do komisji – ale bez wsparcia rządu.
  • Mimo wcześniejszych obietnic, rząd do dziś nie opracował własnej ustawy – koszt reformy to około 56 mld zł rocznie.

Obietnica Trzaskowskiego: powtórka z kampanii 2023

W ostatnim dniu kampanii Rafał Trzaskowski zapowiedział, że jeśli zostanie prezydentem, dopilnuje, żeby kwota wolna od podatku została natychmiast podniesiona do 60 tys. zł.

Nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie fakt, że ta sama obietnica była już składana przez Koalicję Obywatelską w kampanii parlamentarnej 2023 roku. I choć rząd Donalda Tuska zapewniał, że zrealizuje to w czasie kadencji, do dziś nie ma nie tylko ustawy, ale nawet harmonogramu.

Rządowa niemoc i projekt Konfederacji ws. kwoty wolnej

W lutym 2025 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy autorstwa Konfederacji. Zakładał on podniesienie kwoty wolnej od podatku do co najmniej 60 tys. zł, z odniesieniem do dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia. Miał to być prztyczek w nos rządzącym, którzy zwlekali z własnym projektem.

Reakcja rządu? Zamiast poprzeć projekt, Koalicja Obywatelska wystąpiła… o jego odrzucenie. Argumentowano to błędami formalnymi, brakiem wyliczeń i nierealnością propozycji. Dopiero po naciskach opinii publicznej projekt trafił do dalszych prac w Komisji Finansów Publicznych – i tam utknął.

Minister finansów Andrzej Domański przyznał otwarcie: koszt reformy wyniósłby 56 mld zł rocznie. A Polska znajduje się obecnie pod lupą Brukseli w związku z procedurą nadmiernego deficytu. Rząd twierdzi więc, że nie może sobie pozwolić na tak poważne cięcie dochodów budżetowych.

Czytaj więcej: Konfederacja chce 60 tys. zł kwoty wolnej, KO blokuje projekt

Czy to jeszcze reforma czy już kampania?

Z punktu widzenia konserwatywnego elektoratu sytuacja wydaje się aż nazbyt klarowna. Liberalna władza nie tylko nie zrealizowała swojej kluczowej obietnicy gospodarczej, ale też – kiedy projekt zbliżony do ich propozycji pojawił się w Sejmie – postanowiła go odrzucić.

Trzaskowski, deklarując dziś podniesienie kwoty wolnej od podatku, nie mówi jednak o konkretach. Nie mówi, jak zrównoważyć budżet. Nie mówi, skąd wziąć środki. Nie mówi, kiedy realnie ustawa mogłaby wejść w życie. A przecież to właśnie rząd Donalda Tuska ma dziś pełnię władzy ustawodawczej – i wystarczająco dużą większość, by przeprowadzić każdą reformę.

Problem w tym, że taka reforma byłaby potężnym ciosem w budżet. Rząd, który już teraz nie radzi sobie z kontrolą wydatków, nie jest gotów na ten krok. A mimo to wciąż składa te same obietnice – teraz ustami swojego kandydata na prezydenta.

Zobacz też: Trzaskowski oskarżony o przekazanie 400 tys. zł pedofilowi

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.