Podpisana przez Wołodymyra Zełenskiego ustawa oddająca kontrolę nad NABU i SAPO w ręce prokuratora generalnego wywołała falę protestów na Ukrainie i ostrą reakcję Unii Europejskiej. Krytycy mówią o cofnięciu reformy antykorupcyjnej i złamaniu warunków integracji z UE. Kijów broni się oskarżeniami o „rosyjskie wpływy” w strukturach antykorupcyjnych.
Trzy fakty:
- Ustawa daje prokuratorowi generalnemu możliwość przekazywania i zamykania śledztw antykorupcyjnych.
- Protesty wybuchły w Kijowie, Lwowie, Dnieprze i Odessie – największe od 2022 roku.
- UE i G7 wyraziły zaniepokojenie osłabieniem NABU i SAPO jako warunkiem dalszego wsparcia.
Zełenski pod ostrzałem własnych obywateli
Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę, która zmienia strukturę nadzoru nad instytucjami walki z korupcją – NABU oraz SAPO. Od teraz pełną kontrolę nad nimi przejmie prokurator generalny Rusłan Krawczenko, uznawany za lojalistę prezydenta. Ustawa, mimo zapewnień o potrzebie oczyszczenia instytucji z wpływów rosyjskich, została przyjęta jako krok w stronę autorytaryzmu.
W środę, po ogłoszeniu decyzji, na ulice wyszły setki Ukraińców. W Kijowie odbył się największy protest antyrządowy od lutego 2022 roku. Pojawiły się transparenty: „Wybraliśmy Europę, nie autokrację” oraz „Mój ojciec nie umarł za to”.
Zaniepokojenie wyraziły również głosy z Zachodu – zarówno instytucje unijne, jak i ambasadorowie państw G7.
„To powrót do epoki przed-Majdanem”
Nowe prawo jest sprzeczne z kierunkiem, jaki Ukraina obrała po 2014 roku. To właśnie niezależność struktur antykorupcyjnych była warunkiem miliardowych pakietów pomocowych oraz rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Unią Europejską. Już teraz Marta Kos, komisarz ds. rozszerzenia UE, nazwała podpisanie ustawy „poważnym krokiem wstecz”.
Unijna krytyka dotyczy przede wszystkim ryzyka politycznego wpływu na śledztwa oraz możliwości ich arbitralnego przekazywania lub zamykania. Podobne obawy mają ambasadorowie państw G7 – domagają się rozmów z ukraińskim rządem.
Wielu komentatorów porównuje sytuację do czasów Wiktora Janukowycza, którego obalenie poprzedziło Euromajdan. To wtedy społeczeństwo domagało się uczciwego państwa, wolnego od rosyjskich wpływów i skorumpowanych elit.
Czytaj więcej: Ukraina dostaje Patrioty. USA nakładają nowe cła
Rząd mówi o zagrożeniu rosyjskim
Prezydent Zełenski argumentuje, że ustawa ma chronić Ukrainę przed wpływami agentury rosyjskiej. Dzień przed podpisaniem ustawy Służba Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Prokuratura Generalna przeprowadziły akcje wobec rzekomych rosyjskich szpiegów wewnątrz NABU. Te działania miały przekonać opinię publiczną o potrzebie zmian.
W nocnym wystąpieniu Zełenski mówił o „milionowych śledztwach, które latami leżały w szufladach”. Zapewnił, że nowe przepisy pozwolą „zagwarantować nieuchronność kary” wobec winnych.
Minister ds. integracji europejskiej, Taras Kaczka, przekonuje, że kluczowe funkcje NABU i SAPO zostają zachowane. Jednak były minister spraw zagranicznych, Dmytro Kułeba, nazwał 22 lipca „złym dniem dla Ukrainy”.
Utrata zaufania może kosztować miliardy
Zaufanie Zachodu do niezależnych struktur antykorupcyjnych było podstawą współpracy z Ukrainą przez ostatnią dekadę. To właśnie na tej podstawie UE wypłacała fundusze pomocowe, a państwa G7 wspierały Ukrainę politycznie i militarnie.
Teraz to zaufanie stoi pod znakiem zapytania. Unia Europejska otwarcie mówi o naruszeniu warunków partnerstwa, a ograniczenie niezależności NABU i SAPO może skutkować wstrzymaniem kolejnych transz pomocy.
Choć Ukraina przekonuje, że działa w imię bezpieczeństwa narodowego, dla wielu jej partnerów z Zachodu ustawa Zełenskiego to dowód na zagrożenie demokracji od wewnątrz – nie od strony Rosji.
Zobacz też: Ultimatum Moskwy: neutralność Ukrainy i oddanie terytoriów
mn






