Wypowiedzi Lecha Wałęsy ponownie rozpalają emocje. Były prezydent w jednym z wpisów ogłosił „upadek demokracji” i pożegnał się z Polską. Kilka dni później udzielił jednak wywiadu, w którym twierdził, że nigdzie się nie wybiera, a jego emocjonalny list „nie był jego autorstwa”. Pojawiły się też słowa o zamykaniu polityków do więzień i sugestia, że powinna powstać lista do „odstrzelenia”. Eksperci komentują, że mimo coraz częstszych kontrowersji wokół Wałęsy, media głównego nurtu nadal traktują go jak autorytet.
Trzy szybkie fakty:
- Lech Wałęsa nazwał Karola Nawrockiego m.in. „ćpunem” i „oszustem”, po czym zapowiedział „emigrację”.
- W wywiadzie dla Onetu stwierdził, że „list nie był jego” i że pozostaje w Polsce.
- Ekspert prof. Mieczysław Ryba nazwał Wałęsę „karykaturą”, której media głównego nurtu nieustannie nadają autorytet.
Wałęsa ogłasza koniec demokracji, a potem… wycofuje się rakiem
Były prezydent wywołał burzę wpisem, w którym stwierdził, że „w Polsce upadła demokracja”. Karola Nawrockiego, nowo wybranego marszałka Sejmu, określił szeregiem obraźliwych epitetów – od „lichwiarza” po „sutenera”. W dramatycznym tonie żegnał się z krajem, pisząc: „To nie jest już mój kraj. Żegnaj Polsko”. Podkreślał też swoje współczucie dla kobiet, osób LGBT+ i inteligencji, które będą musiały – jego zdaniem – znosić rządy obecnej władzy.
Kilka dni później w rozmowie z Onetem Wałęsa stwierdził, że nigdzie się nie wybiera. Przyznał, że zamieszczony list miał być tylko „puśconym tekstem”, który został „źle przeczytany przez dziennikarzy”. Zapewniał, że jego „dozgonny los” to patrzenie politykom na ręce. Sprzeczność tych dwóch wypowiedzi natychmiast została zauważona i szeroko komentowana.
Lista do „odstrzelenia”? Wałęsa znowu prowokuje
W tym samym wywiadzie padły słowa, które ponownie rozgrzały opinię publiczną. Wałęsa zapytany, co zrobiłby na miejscu Donalda Tuska, odpowiedział bez wahania: „Zamknąłbym przestępców i złodziei”. Wymienił konkretnie Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Sławomira Cenckiewicza jako pierwszych „do odstrzelenia”. Na pytanie dziennikarki, czy chodzi o więzienie, przytaknął. Wywołało to konsternację nawet wśród jego sympatyków.
Wałęsa skomentował także wynik głosowania, w którym ponad 10 mln Polaków poparło Karola Nawrockiego. Zdaniem byłego prezydenta to wynik „braku wcześniejszego zamknięcia Kaczyńskiego”. Tego rodzaju narracja, mimo mocno emocjonalnego tonu, wciąż znajduje miejsce w mainstreamowych mediach.
Czytaj więcej: Sławomir Wałęsa nie żyje – syn Lecha Wałęsy zmarł w Toruniu
Krytyka Wałęsy: „To już tylko medialna karykatura”
Zdaniem prof. Mieczysława Ryby, Lech Wałęsa od dawna przestał być realnym autorytetem, lecz mimo to jest niezmiennie promowany przez media głównego nurtu.
Ekspert zauważa, że bez względu na treść wypowiedzi Wałęsy – nawet jeśli są to słowa obraźliwe, absurdalne czy niespójne – wciąż traktuje się je z powagą.
Media analizują jego słowa, jakby miały jakąkolwiek wartość. A często to zwykły bełkot – podkreśla historyk dla portalu niezalezna.pl
Ryba zaznacza, że Wałęsa był w latach 90. wykorzystywany jako narzędzie polityczne. Początkowo przedstawiano go jako prymitywnego konkurenta Mazowieckiego, później jednak został „włączony do przestrzeni elit III RP”. Według eksperta, obecnie jest raczej symbolem medialnego chaosu niż realnym punktem odniesienia.
Prof. Ryba podkreśla także, że media ignorują fakty, które mogłyby obalić wizerunek Wałęsy jako moralnego autorytetu. To, jego zdaniem, element większego problemu: „dyktatury ciemniaków”, w której emocje górują nad rozumem, a przekaz ma działać na uczucia, nie na intelekt.
Choć deklaracje Wałęsy budzą kontrowersje i sprzeczne emocje, jedno jest pewne – jego pozycja w przestrzeni medialnej pozostaje niezmienna. Nawet najbardziej absurdalne wypowiedzi nie podważają jego roli jako „sumienia narodu” w oczach części opinii publicznej. I to – zdaniem krytyków – jest prawdziwy problem.
Zobacz też: Wałęsa musi przeprosić prof. Cenckiewicza za TW „Bolka”
niezalezna.pl/mn






