Do medialnej ofensywy Lewicy ws. likwidacji Funduszu Kościelnego jako jeden z pierwszych odniósł się ks. Janusz Chyła. Proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach w województwie pomorskim, znany z aktywności w mediach społecznościowych, opublikował wpis, w którym przedstawił konkretne kwoty przekazywane przez swoją parafię do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Tym samym rzucił wyzwanie tezie, jakoby księża nie ponosili kosztów ubezpieczeń społecznych, a tym samym, że Fundusz Kościelny jest niepotrzebny.
Trzy szybkie fakty:
- Ks. Chyła opublikował kwotę 12 862,40 zł przekazaną przez parafię do ZUS w marcu.
- Wskazał, że duchowni zatrudnieni w szkołach są rozliczani tak samo jak nauczyciele.
- Nazwał Fundusz Kościelny „częściową rekompensatą za rabunek dokonany przez komunistów”.
Duchowny odpowiada w liczbach
Na portalu X (dawniej Twitter) ks. Janusz Chyła napisał:
W marcu @ParafiaChojnice przekazała do ZUS 12 862,40 zł za pracowników i za mnie. Do tej kwoty należy dodać ubezpieczenie wikariuszy zatrudnionych w szkołach, którzy są rozliczani jak każdy nauczyciel. Fundusz Kościelny to częściowa rekompensata za rabunek dokonany przez komunistów.
To jeden z pierwszych głosów ze strony Kościoła w odpowiedzi na projekt ustawy autorstwa Lewicy i minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Projekt zakłada likwidację Funduszu Kościelnego i wprowadzenie zasady, że składki emerytalne i rentowe osób duchownych mają być finansowane w połowie przez duchownego, a w połowie przez kościół lub związek wyznaniowy, który go zatrudnia.
Słowa księdza Chyły są próbą zburzenia narracji, jakoby duchowni nie partycypowali w systemie ubezpieczeń społecznych. Duchowny zaznacza, że nie tylko parafia, ale również instytucje publiczne, w których księża są zatrudnieni (np. szkoły), odprowadzają za nich składki.
Czy Fundusz Kościelny to relikt PRL, czy zobowiązanie państwa
Minister Dziemianowicz-Bąk podkreśla, że Fundusz Kościelny powstał w 1950 roku jako forma rekompensaty za majątek kościelny przejęty przez państwo komunistyczne. Ale zdaniem Lewicy ten model jest dziś przestarzały i niesprawiedliwy.
Według danych przedstawionych przez ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej, aż 95 proc. środków Funduszu Kościelnego idzie na składki emerytalne i rentowe duchownych. Pozostałe 5 proc. trafia m.in. na ochronę zabytków i działania charytatywne. Te zadania – jak zapewnia resort – nie znikną. Ich finansowanie ma przejąć Fundusz Ochrony Zabytków i Fundusz Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego.
Tymczasem ks. Chyła przypomina, że Fundusz to wciąż forma zadośćuczynienia. Nie tylko dla Kościoła katolickiego, ale także dla innych związków wyznaniowych, którym w 1950 roku odebrano ziemie i nieruchomości. Co istotne, z Funduszu mogą dziś korzystać wszystkie legalnie działające w Polsce wspólnoty religijne – nawet te, które w PRL jeszcze nie istniały.
Czytaj więcej: „Wyzwolenie” Gdańska? NKWD, gwałty i terror – tego nie powiedzą na obchodach
Lewica kontra tradycja – kto wygra ten spór
Projekt ustawy Lewicy to element szerszej ofensywy ideologicznej. Parlamentarzyści tej formacji – Anna Maria Żukowska, Magdalena Biejat i Włodzimierz Czarzasty – przypomnieli w tym tygodniu, że już w kampanii wyborczej obiecywali „rozdzielenie tronu od ołtarza”. Podobny zapis znalazł się również w programie Koalicji Obywatelskiej, która dziś współrządzi.
Zgodnie z propozycją Lewicy, duchowni mieliby sami opłacać połowę swoich składek, a resztę dopłacałyby kościoły. Wyjątkiem byliby zakonnicy i misjonarze bez własnych dochodów – za nich składki opłacałyby wspólnoty religijne.
Rządowy zespół ds. Funduszu Kościelnego, powołany przez Donalda Tuska w styczniu 2024 roku, dotąd nie zaprezentował spójnej koncepcji. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił jedynie o możliwości zastąpienia Funduszu mechanizmem odpisu podatkowego – czyli przekazywania przez podatnika części podatku na wybrany kościół, jak ma to miejsce m.in. we Włoszech.
W debacie publicznej pojawia się coraz więcej pytań: kto rzeczywiście korzysta z Funduszu, czy Kościół jest dziś uprzywilejowany i czy system powinien być utrzymywany przez państwo. Dla jednych to zobowiązanie historyczne i forma wsparcia instytucji, które niosą pomoc społeczną. Dla innych – relikt PRL i forma niesprawiedliwego uprzywilejowania.
Na razie nie wiadomo, czy projekt Lewicy ma szanse na uchwalenie. Ale już teraz wzbudził ostrą reakcję duchownych. Głos ks. Chyły to zapewne dopiero początek.
Zobacz też: Nieudana kradzież datków z tacy w kościele. Wikary powstrzymał sprawcę
mn






