Na dyplomatycznej mapie Polski pojawił się niespodziewany zgrzyt. Premier Donald Tusk jeszcze nie zdążył rozpakować walizki po powrocie z Ankary, a już dostał sygnał z własnego podwórka, który może nieco pokrzyżować jego misternie budowaną narrację o strategicznej przyjaźni z Turcją. Sygnał ten nie przyszedł z opozycji, z Pałacu Prezydenckiego ani z Sejmu. Przyszedł z Gdańska, gdzie prezydent Aleksandra Dulkiewicz z werwą godną opozycjonistki z lat 80. postanowiła przypomnieć Turcji, co to znaczy demokracja.
Historia tematu
-
Imamoglu trafił do więzienia. Erdogan wyeliminował rywala?
Opublikowano: 23 mar 2025, 11:04
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zaledwie kilka dni wcześniej Donald Tusk deklarował „wielowiekową przyjaźń” z Recepem Tayyipem Erdoğanem, którego właśnie Aleksandra Dulkiewicz postanowiła publicznie upomnieć.
Trzy szybkie fakty:
- Premier Tusk zacieśnia relacje z Turcją, licząc na strategiczne korzyści.
- Aleksandra Dulkiewicz publicznie krytykuje tureckiego prezydenta, wspierając opozycję w Stambule.
- Wypowiedzi Dulkiewicz wpisują się w europejski dyskurs demokratyczny, ale kłócą się z linią rządu.
„Miasto Wolności” i milczący lider PO
Premier polskiego rządu odbył wizytę w Turcji. Podkreśla historyczne więzi, strategiczne partnerstwo i osobiste zaufanie do prezydenta Erdoğana. Padają deklaracje współpracy w dziedzinie gospodarki, obronności i pokoju w Ukrainie. Tusk dziękuje za historyczny list z XVIII wieku, a Erdoğan zapowiada przyjazd do Polski.
Tymczasem dwa dni później Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska, miasta-symbolu wolności i oporu, staje ramię w ramię z europejskimi samorządowcami, potępiając zatrzymanie burmistrza Stambułu, Ekrema Imamoglu. Zatrzymania, które – zdaniem wielu – miało charakter polityczny i ma na celu osłabienie opozycji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w Turcji. Dulkiewicz mówi jasno: „Z Gdańska płyną wyrazy wsparcia”.
Czy Dulkiewicz gra tu solo, czy wbrew orkiestrze? Czy wypowiada się jako członek Europejskiego Komitetu Regionów czy jako nieoficjalna, choć medialna przeciwwaga dla premiera własnej partii?
Gdy premier ściska dłoń, Gdańsk wyciąga palec wskazujący
To, co rzuca się w oczy, to zupełnie inny ton obu polityków. Donald Tusk, który sam kiedyś deklarował, że „nie będzie klękał przed nikim”, dziś mówi o „bezcennym darze politycznego zaufania” i „strategicznej współpracy” z człowiekiem, którego metody rządzenia są regularnie krytykowane przez organizacje międzynarodowe.
Aleksandra Dulkiewicz nie zastanawia się i nazywa rzeczy po imieniu. W momencie, gdy w Ankarze Tusk mówi o „pokojowym zaangażowaniu Turcji”, Dulkiewicz przypomina, że Turcja musi „respektować wartości demokratyczne” i że „jesteśmy z burmistrzem Imamoglu”.
Z jednej strony gabinety, protokoły i kurtuazja. Z drugiej – hasła, emocje i solidarność w stylu miejskim.
Czytaj więcej: Dulkiewicz i Grzelak zaskoczeni przez aktywistów ws. pustostanów
Demokracja eksportowa czy wewnętrzny marketing?
Czy Aleksandra Dulkiewicz rzeczywiście troszczy się o stan tureckiej demokracji? Można tak założyć, znając jej zaangażowanie w kwestie wolności, praworządności i samorządności. Ale nie sposób nie zauważyć, że każda jej wypowiedź w sprawach międzynarodowych buduje jednocześnie jej własny wizerunek jako niezależnej i odważnej liderki. To komunikat: „nie jestem od nikogo zależna, nawet od szefa rządu mojej partii”.
Wizerunkowo zresztą działa to perfekcyjnie. Dulkiewicz nie musi jeździć do Ankary – wystarczy, że zabierze głos z Brukseli. Nie musi trzymać się partyjnej dyscypliny, bo jako prezydent miasta nie podlega tej samej logice co posłowie czy ministrowie. Może pozwolić sobie na więcej. I właśnie to „więcej” zaskakuje Donalda Tuska – lidera, który do niedawna sam chętnie stawał w roli krytyka autorytarnych przywódców.
Niezręczność, której nie zauważamy?
W normalnych warunkach taki rozdźwięk między władzami centralnymi a samorządowymi byłby zauważony i skomentowany szerzej. Ale w Polsce 2025 roku, gdzie wszystko jest polityką, a każda wypowiedź ma drugie dno, niewiele osób zdobywa się na pytanie: kto tu naprawdę mówi w imieniu Polski?
Tusk zachwala Erdoğana, bo wie, że Turcja jest potrzebna – jako partner NATO, jako przeciwwaga dla Rosji, jako państwo, które ma kluczowy wpływ na proces pokojowy w Ukrainie. A Dulkiewicz? Może pozwolić sobie na luksus moralnego uniesienia – jej wypowiedź nie wpływa na żadne kontrakty, nie komplikuje sojuszy, nie psuje negocjacji.
Ale czy ten dysonans nie jest jednak szkodliwy? Jak ma wyglądać polska polityka zagraniczna, jeśli prezydent jednego z najważniejszych miast kraju idzie w zupełnie przeciwnym kierunku niż premier?
Na to pytanie odpowiedzi raczej nie usłyszymy. Ale jedno jest pewne – Aleksandra Dulkiewicz pokazała, że nawet w obrębie jednej opcji politycznej może znaleźć się miejsce na demonstracyjny brak jedności.
Zobacz też: Akcje węglowe Aleksandry Dulkiewicz. Konflikt interesów?
mn






