Zwykłe środowe popołudnie w jednym z gdańskich szpitali zamieniło się w scenę, której nikt nie chciałby przeżyć. W poczekalni pojawił się mężczyzna, który zaczął krzyczeć, grozić i straszyć wysadzeniem budynku. Pacjenci i personel nie wiedzieli, czy to tylko agresja słowna, czy zapowiedź czegoś znacznie gorszego. Interweniowała policja.
Do zdarzenia doszło w minioną środę. Funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie przebywającym na terenie jednej z placówek medycznych w Gdańsku. Z przekazanych informacji wynikało, że jest pobudzony, zachowuje się głośno i kieruje groźby wobec personelu oraz pacjentów. W pewnym momencie miał także grozić wysadzeniem budynku.
Krzyk i groźby w poczekalni – chciał wysadzić szpital
Po przyjeździe na miejsce policjanci potwierdzili zgłoszenie. W poczekalni zastali 32-letniego mężczyznę, który zachowywał się agresywnie. Krzyczał, groził innym pozbawieniem życia i powtarzał, że może doprowadzić do eksplozji.
Wystarczy wyobrazić sobie tę sytuację: ludzie czekający na wizytę, często chorzy, osłabieni, z dziećmi na rękach. Personel medyczny skupiony na pracy. I nagle ktoś zaczyna krzyczeć o wysadzeniu budynku. To nie jest scena z filmu. To realne zagrożenie, które w jednej chwili wywołuje panikę.
Świadkowie byli zaniepokojeni. Obawiali się o swoje bezpieczeństwo. W takich miejscach strach rozchodzi się szybko, bo każdy wie, że szpital to przestrzeń, z której trudno po prostu uciec bez chaosu.
Czytaj: Szpital w Gdańsku ujawnia dane o aborcjach za 2025 rok
Szybka interwencja
Policjanci zatrzymali mężczyznę na miejscu i doprowadzili go do najbliższej jednostki. 32-latek usłyszał dwa zarzuty kierowania gróźb karalnych. Na tym etapie nie informowano o ewakuacji ani o znalezieniu materiałów wybuchowych.
Za tego typu przestępstwo grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. To maksymalny wymiar przewidziany w kodeksie karnym za groźby, które wzbudzają w innych uzasadnioną obawę ich spełnienia.
Zobacz również: Lot odwołany przez „bombę” w bagażu. Żart 13-latka
mn





