Morze zniknęło z nabrzeży. Dosłownie. Na przełomie stycznia i lutego Bałtyk osiągnął najniższy poziom od 1886 r. Wody ubyło tyle, że mówi się o deficycie 275 kilometrów sześciennych. To nie plotka o „wysychaniu”, lecz twarde dane oceanografów.
Rekord, którego nikt nie chciał
Instytut Oceanologii PAN nie ma wątpliwości. Średni poziom Bałtyku spadł o około 67 cm poniżej normy wieloletniej. Tak nisko nie było od początku systematycznych pomiarów, czyli od 1886 r.
Dla kogoś spacerującego po plaży to może wyglądać jak kaprys natury. Odsłonięte kamienie. Cofnięta linia brzegowa. Puste przestrzenie pod falochronem. Sam widziałem zdjęcia z portów, gdzie woda odsłoniła fragmenty konstrukcji, których zwykle nie widać.
W przestrzeni publicznej szybko pojawiło się hasło „Bałtyk wysycha”. Brzmi dramatycznie. Ale to uproszczenie. Nie chodzi o brak wody w sensie hydrologicznym. Mamy do czynienia z rzadką, lecz dobrze opisaną anomalią meteorologiczno-oceanograficzną.
Czy to naprawdę przypadek?
Wiatr wypchnął wodę z Bałtyku
Kluczowe są wiatry. Od początku stycznia utrzymywały się silne wiatry wschodnie i północno-wschodnie. Towarzyszył im rozległy wyż nad Europą Środkową i Wschodnią.
W oceanografii to zjawisko ma nazwę wind set-down. Długotrwały wiatr z jednego kierunku wypycha wodę z zamkniętego akwenu. Bałtyk jest niemal zamkniętym morzem. Woda została dosłownie przepchnięta przez Cieśniny Duńskie do Morza Północnego.
Bałtyk ma ograniczoną wymianę z oceanem światowym. To nie Atlantyk. Dopływ rzek, takich jak Wisła, Odra czy Newa, jest zbyt mały, by wyrównać taki ubytek. Brak niżów barycznych uniemożliwił szybkie cofnięcie procesu. Efekt narastał tygodniami. Spadki poziomu notowano od Zatoki Botnickiej po południowe wybrzeża Polski. Skala całego basenu robi wrażenie.
Porty na granicy bezpieczeństwa
To nie jest ciekawostka dla miłośników pogody. To realny problem gospodarczy.
Niższy poziom wody oznacza mniejsze głębokości eksploatacyjne. Statki muszą ograniczać zanurzenie. Planowanie wejść i wyjść z portów staje się trudniejsze. Na płyciznach rośnie ryzyko nawigacyjne.
Szczególnie wrażliwe są akweny wewnętrzne. Zalew Wiślany. Zalew Szczeciński. Tam każdy centymetr ma znaczenie. Zimą dochodzi jeszcze lód. Przy niskim stanie wody oddziałuje silniej na nabrzeża i konstrukcje hydrotechniczne. Lód pracuje. Naciska. Przesuwa się. W porcie to nie detal, lecz kwestia bezpieczeństwa.
Czytaj więcej: Czarne ptaki na Motławie w Gdańsku. To rybożerne maszyny
Lód odsłania słabości wybrzeża
Luty 2026 r. przyniósł rozległe pokrywy lodowe w zatokach i zalewach. Pojawiły się torosy, czyli wały lodowe na plażach. W Estonii otwarto sezonowe lodowe drogi transportowe.
Brzmi malowniczo. Ale lód przy niskim stanie wody jest zdradliwy. Jego grubość i nośność różnią się miejscami drastycznie. Szczególnie w pobliżu mol, falochronów czy wraków.
Odsłonięta infrastruktura podwodna staje się bardziej narażona. Konstrukcje, które projektowano na inne warunki, dziś pracują w nowych realiach.

Zagrożenie czy szansa dla ekosystemu
Ekologicznie sytuacja jest niejednoznaczna. Niski poziom wody i silne zlodzenie ograniczają dostęp światła. To może pogarszać warunki życia organizmów przydennych.
Z drugiej strony pojawia się możliwy scenariusz pozytywny. Jeśli zmieni się cyrkulacja atmosferyczna i wrócą wiatry zachodnie, do Bałtyku może napłynąć zimna, słona woda z Morza Północnego.
Takie inflowy są kluczowe. Poprawiają natlenienie głębokich basenów. Ograniczają zjawisko hipoksji i martwych stref. Dla Bałtyku to kwestia długofalowej kondycji.
Sygnał dla administracji morskiej
Rekordowy spadek o 67 cm to nie tylko ciekawostka statystyczna. To sygnał ostrzegawczy. Zjawisko ma naturalne przyczyny. Jest dobrze opisane fizyką morza. Jednak jego skala i czas trwania budzą pytania. Zmiany klimatyczne sprzyjają długotrwałym, stabilnym układom barycznym. Jeśli takie epizody będą częstsze, porty i administracja morska muszą się dostosować.
To oznacza planowanie infrastruktury z uwzględnieniem ekstremalnych wahań. Wzmocnienie systemów hydrotechnicznych. Ścisłą współpracę z ośrodkami naukowymi i służbami meteorologicznymi.
Bałtyk po raz kolejny pokazuje, że jest morzem wrażliwym. Granica między naturalnym zjawiskiem a realnym wyzwaniem gospodarczym bywa cienka. Czasem wystarczy 67 cm, by przypomnieć o kruchości całego systemu.
Zobacz też: Pięć niezapomnianych miejsc na jednodniowy wypad na Pomorzu
mn

